Upadek Świrskiego – czy kończy się epoka ideologicznej kontroli mediów?
Sejm przegłosował uchwałę o postawieniu przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Macieja Świrskiego, przed Trybunałem Stanu. Decyzja ta, choć formalnie prawna, jest także symboliczna – zawiesza człowieka, który przez ostatnie lata uczynił z instytucji konstytucyjnej bastion polityczno-religijnej kontroli nad mediami publicznymi.
Świrski, jawnie sprzyjający środowiskom katolicko-narodowym, był jednym z najbardziej upolitycznionych przewodniczących KRRiT w historii. Jego działania – od blokowania środków dla niezależnych nadawców, przez tolerowanie brutalnej propagandy TVP, aż po wspieranie narracji sprzyjających Kościołowi katolickiemu – idealnie wpisywały się w model państwa wyznaniowego, który konsekwentnie budowano w ostatnich latach.
Zgodnie z prawem, przyjęcie przez Sejm uchwały o odpowiedzialności konstytucyjnej automatycznie zawiesza Świrskiego w pełnieniu funkcji. Oznacza to, że nie może on reprezentować KRRiT, przewodniczyć posiedzeniom ani podpisywać uchwał. Do czasu wyznaczenia osoby pełniącej obowiązki przewodniczącego przez prezydenta RP, Rada funkcjonuje w stanie zawieszenia – a wraz z nią także decyzje dotyczące koncesji, finansowania mediów publicznych czy nadzoru nad cyfryzacją.
Ale skutki tej decyzji są szersze niż tylko administracyjne. Po raz pierwszy w historii III RP przewodniczący KRRiT został formalnie oskarżony o naruszenie Konstytucji i ustaw. To nie tylko precedens – to sygnał, że państwowa propaganda i łamanie standardów demokratycznych mogą w końcu spotkać się z odpowiedzialnością.
Dla środowisk antyklerykalnych i antyteistycznych to także moment oddechu. KRRiT pod rządami Świrskiego była instytucją chroniącą wpływy Kościoła katolickiego w przestrzeni medialnej, tłamszącą pluralizm i uciszającą głosy krytyczne wobec religijnej dominacji w przestrzeni publicznej. Zawieszenie Świrskiego to szansa na refleksję nad przyszłością mediów publicznych – czy wreszcie staną się one instytucjami świeckimi, służącymi obywatelom, a nie ideologii?
Trybunał Stanu może orzec nie tylko usunięcie Świrskiego z urzędu, ale też zakaz pełnienia funkcji publicznych nawet do 10 lat. Tego właśnie potrzeba – oczyszczenia instytucji publicznych z fanatyków, którzy traktują urząd jak ambonę do głoszenia swojej wizji świata.
Świrskiego nie ma – i dobrze. Ale system, który go wyniósł, wciąż działa. Czas go rozmontować.
źródło: Wiesci24.pl