Antynacjonalizm przeciw odpowiedzialności zbiorowej. Lekcja polsko-ukraińskiej historii
Historia stosunków polsko-ukraińskich należy do tych tematów, które bardzo łatwo zamienić w polityczną broń. Wystarczy wybrać dogodny moment dziejów, wskazać własne ofiary, przemilczeć cudze i zbudować opowieść, w której jeden naród występuje wyłącznie jako niewinny poszkodowany, a drugi jako sprawca wszelkiego zła.
Problem polega na tym, że historia Wołynia, Galicji i szerzej dawnych ziem wschodnich Rzeczypospolitej nie mieści się w takim schemacie.
Jeszcze przed II wojną światową Irena Krzywicka zwracała uwagę na kolonialny wymiar polskiej obecności na Kresach. Antropolog Józef Obrębski analizował z kolei związek polskiej dominacji na tych terenach z systemem społecznym, w którym ukraińskie chłopstwo znajdowało się na dole hierarchii, a polskie ziemiaństwo należało do warstwy uprzywilejowanej.
Podobne świadectwa pozostawił Józef Ignacy Kraszewski, opisując dramatyczne warunki życia ukraińskich chłopów.
Po latach francuski historyk Daniel Beauvois przeanalizował stosunki między polską szlachtą, rosyjskim aparatem imperialnym i ukraińskim chłopstwem na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie. Jego badania pokazały system silnych nierówności społecznych i narodowościowych, w którym polska warstwa ziemiańska zachowywała dominującą pozycję wobec miejscowej ludności chłopskiej.
To pierwszy element historii, którego nie powinien usuwać z pamięci żaden narodowy mit.
II Rzeczpospolita i nierozwiązana kwestia ukraińska
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powstało państwo określające siebie przede wszystkim poprzez polską tożsamość narodową, ale obejmujące ogromne obszary zamieszkane również przez Ukraińców, Białorusinów, Żydów i przedstawicieli innych narodowości.
Na znacznej części wschodnich terenów państwa Polacy stanowili mniejszość.
Problem szczególnie wyraźnie ujawniał się na Wołyniu, gdzie około 15-procentowa ludność polska funkcjonowała obok około 70-procentowej większości ukraińskiej. Jednocześnie Polacy dysponowali niemal 35 proc. ziemi uprawnej, podczas gdy duża część ukraińskiego chłopstwa gospodarowała na niewielkich gospodarstwach.
Nawet w powiatach zamieszkanych w około 90 proc. przez Ukraińców stanowisko starosty było zarezerwowane dla Polaka.
W takich warunkach polityka asymilacyjna państwa, brak szerokiej autonomii oraz osadnictwo polskie stawały się jednym ze źródeł konfliktu.
Nie oznacza to jednak, że późniejsza przemoc wobec polskiej ludności cywilnej była nieuchronna. Warunki społeczne mogą pomagać wyjaśnić radykalizację, lecz nie usprawiedliwiają mordowania ludzi ze względu na ich narodowość.
Nacjonalizm integralny
W 1929 roku podczas kongresu wiedeńskiego powstała Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich – OUN.
Do opisywania ideologii jej radykalnego nurtu używane jest pojęcie nacjonalizmu integralnego. W połowie lat 50. XX wieku zastosował je w badaniach nad OUN John Armstrong, a później rozwijali je między innymi Alexander Motyl, Myroslav Shkandrij, Roman Wysocki, Trevor Erlacher i Ołeksandr Zajcew.
Zajcew wskazuje, że kategoria ta jest użytecznym narzędziem do badania radykalnego ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego lat 20., 30. i 40. XX wieku. W historiografii trwa przy tym spór o zakres podobieństw między ukraińskim nacjonalizmem integralnym a europejskim faszyzmem.
Podobne mechanizmy radykalizacji ruchów narodowych można odnaleźć znacznie wcześniej. Już podczas rewolucji haitańskiej na przełomie XVIII i XIX wieku walka przeciw systemowi kolonialnemu prowadziła również do przemocy skierowanej przeciw grupom utożsamianym z dawnym porządkiem.
Nie jest to usprawiedliwienie. Jest to ostrzeżenie, jak łatwo walka przeciw uciskowi może zostać przeobrażona w ideologię zbiorowej odpowiedzialności.
„Obca narośl” i logika usuwania całych społeczności
Jednym z ideologów OUN był płk Mykoła Sciborski. Krytykował polskie osadnictwo w Galicji i na Wołyniu, zwłaszcza osadzanie tam byłych wojskowych. Postrzegał je jako element polskiej ekspansji gospodarczej oraz strategicznej.
Problem polegał na tym, że jego odpowiedzią nie była koncepcja demokratycznego państwa wielu narodowości.
Sciborski przewidywał usunięcie polskich kolonistów, a w odniesieniu do przyszłej Ukrainy poradzieckiej podobny los rozważał wobec osadników rosyjskich i innych grup uznanych za element obcy.
W ten sposób spór o własność ziemi i nierówności społeczne przechodził w znacznie bardziej niebezpieczną logikę: człowiek przestawał być jednostką, a stawał się przedstawicielem narodu, którego obecność można było uznać za problem do rozwiązania.
Tak działa radykalny nacjonalizm.
Nie pyta, co zrobił konkretny człowiek. Pyta, do jakiej grupy należy.
Bandera, Sciborski i podzielona OUN
Nawet OUN nie stanowiła jednak jednolitego środowiska.
Stepan Bandera krytykował Sciborskiego oraz część emigracyjnego kierownictwa organizacji. Jednym z elementów tych konfliktów były także uprzedzenia antysemickie. Jednocześnie w ruchu istnieli działacze uważający antysemityzm za politycznie szkodliwy dla ukraińskiej rewolucji.
W 1940 roku OUN rozpadła się na konkurujące odłamy. Sciborski znalazł się po stronie związanej z Andrijem Melnykiem – OUN-M. Frakcja melnykowska nie uczestniczyła później w wołyńskiej „akcji antypolskiej” w sposób charakterystyczny dla struktur banderowskich.
Wewnątrz ukraińskiego ruchu narodowego trwała więc walka o jego kierunek, program i metody.
Mychajło Kołodziński i wizja wojny narodowej
Inną ważną postacią był Mychajło Kołodziński.
Razem z młodymi działaczami OUN odbywał szkolenie wojskowe we Włoszech, gdzie zetknął się z chorwackimi ustaszami. Nie przejął wszystkich elementów ich ideologii rasowej, ale doświadczenia te wpłynęły na opracowaną przez niego koncepcję wojenną.
Kołodziński zginął w marcu 1939 roku, rozstrzelany przez wojska węgierskie podczas aneksji Ukrainy Karpackiej.
OUN nigdy oficjalnie nie przyjęła jego doktryny jako własnego programu. Zawierała ona jednak szczególnie niebezpieczną zasadę: w przyszłym powstaniu należało współpracować z mniejszościami popierającymi niepodległość Ukrainy, takimi jak Tatarzy, Niemcy czy Bułgarzy, natomiast grupy uznane za przeciwników państwa ukraińskiego — w tym Polacy, Rosjanie określani wówczas jako Moskale oraz Żydzi — traktować jako siły wrogie.
To właśnie tutaj widać moment, w którym nacjonalizm przestaje być projektem emancypacji, a zaczyna tworzyć katalog narodowości uznanych za pożądane i niepożądane.
Od Kłymiwa do Kłyma Sawura
Podczas okupacji niemieckiej podobne koncepcje oddziaływały na część działaczy OUN.
Jednym z nich był Iwan Kłymiw „Łegenda”, który w 1941 roku, po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej, próbował tworzyć Ukraińską Narodową Armię Rewolucyjną – UNRA. Formacja przetrwała jedynie kilka tygodni i właściwie nie wyszła poza stadium organizacyjne.
Kłymiw zginął później podczas tortur Gestapo.
Jeszcze większe znaczenie mieli Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur”, Wasyl Iwachiw „Sonar” oraz Iwan Łytwynczuk „Dubowy”.
To właśnie wokół tego środowiska dojrzewała koncepcja wołyńskiej „akcji antypolskiej”.
Polski nacjonalizm także podsycał konflikt
Nie można jednak analizować ukraińskiego radykalizmu w politycznej próżni.
W czasie wojny Komenda Główna Armii Krajowej odnotowywała radykalizację stanowiska Stronnictwa Narodowego w sprawie ukraińskiej, w tym koncepcje masowych przesiedleń.
Ukraińscy nacjonaliści obserwowali polskie plany.
W logice nacjonalistycznej powstawał więc mechanizm śmiertelnej spirali:
jeżeli oni zamierzają usunąć nas, musimy zrobić to pierwsi.
Taka logika jest jednym z najbardziej destrukcyjnych produktów nacjonalizmu. Człowiek zostaje uznany za potencjalnego wroga nie dlatego, że cokolwiek zrobił, lecz dlatego, że jego narodowość zostaje utożsamiona z przyszłym zagrożeniem.
Komuniści, nacjonaliści i walka o ukraińską młodzież
OUN nie rozwijała się również w izolacji od ruchu komunistycznego.
Kiedy organizacja powstawała w 1929 roku, Moskwa poprzez Komintern i polskich komunistów eliminowała właśnie z Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy – KPZU większościowy nurt określany mianem „szumskizmu”, od nazwiska Ołeksandra Szumskiego.
Nurt ten łączył idee lewicowe z ukraińskimi aspiracjami narodowymi.
Politolog Marko Bojcun zwracał uwagę, że wzrost ukraińskiego nacjonalizmu w Galicji w drugiej połowie lat 20. trudno zrozumieć bez równoczesnego osłabienia ruchu komunistycznego.
Młody radykał ukraiński miał wcześniej dwie główne możliwości: podziemie komunistyczne albo nacjonalistyczne.
Po rozprawie Moskwy z niezależnymi nurtami KPZU jedna z tych dróg zaczęła znikać.
Proces powtórzył się po 1933 roku, kiedy do Galicji dotarły informacje o Hołodomorze w Ukrainie radzieckiej. Część osób rozczarowanych komunizmem zasiliła środowiska nacjonalistyczne.
Nie wszyscy stali się jednak zwolennikami nacjonalizmu integralnego.
Iwan Mitrynga: od OUN ku rewolucyjnej demokracji
Przykładem ideowej niejednorodności OUN był Iwan Mitrynga.
Jeszcze przed wojną kierował wpływowym środowiskiem krytycznym wobec części nacjonalistycznych dogmatów. Uważał, że ukraiński ruch niepodległościowy musi być bliski nie tylko chłopstwu, lecz również robotnikom Donbasu i innych ośrodków przemysłowych Ukrainy radzieckiej.
W 1941 roku Mitrynga wyruszył wraz z działaczami ukraińskimi na tereny zajmowane przez Niemców.
Doświadczenie wschodniej Ukrainy zmieniło jego poglądy. Zaczął określać siebie jako „rewolucyjnego demokratę”.
Jego środowisko przekonywało, że na wschodzie Ukrainy nie będzie społecznego poparcia ani dla narodowej dyktatury, kojarzonej tam z faszyzmem, ani dla prostego powrotu kapitalistycznego porządku. Mitrynga odszedł w 1941 roku z OUN-B i stworzył Ukraińską Rewolucyjną Partię Robotników i Chłopów, która w 1942 roku współtworzyła Ukraińską Partię Ludowo-Demokratyczną.
Mitrynga zginął podczas wojny.
Po wojnie część jego współpracowników, w tym Borys Łewycki, późniejszy współpracownik Jerzego Giedroycia, związała się z Ukraińską Partią Rewolucyjno-Demokratyczną – URDP.
OUN i KPZU potrafiły ze sobą współpracować
Jeszcze bardziej komplikuje prostą opowieść fakt wskazywany między innymi przez Timothy’ego Snydera oraz historyka Pera Andersa Rudlinga: przed wojną na Wołyniu dochodziło do współpracy środowisk OUN i KPZU.
Na Polesiu latem 1939 roku część struktur komunistycznych, które przetrwały rozwiązanie KPZU przez Stalina, współtworzyła nawet z OUN krótkotrwałą organizację wojskową.
Historia nie przypomina więc wygodnej szachownicy, na której nacjonaliści stoją zawsze po jednej stronie, komuniści po drugiej, a każda organizacja przez dwadzieścia lat reprezentuje niezmienną ideologię.
Lwów 1941: nacjonalizm spotyka przemoc
Jednym z najciemniejszych momentów były wydarzenia następujące po zajęciu Lwowa przez wojska niemieckie w czerwcu 1941 roku.
Ofensywie niemieckiej i odwrotowi wojsk radzieckich towarzyszyły pogromy antyżydowskie, przemoc wobec komunistów oraz akty wymierzone w Polaków.
W samej OUN pojawiła się krytyka terroru wobec Polaków, Żydów, Ukraińców obrządku rzymskokatolickiego oraz ludności zrusyfikowanej i spolonizowanej.
To niezwykle istotne.
OUN nie była organizacją, w której wszyscy działacze myśleli identycznie. Obok fanatycznych nacjonalistów działali ludzie próbujący odchodzić od doktryny narodowej jednorodności.
Nie zmienia to odpowiedzialności struktur i konkretnych osób za dokonane zbrodnie.
Pokazuje natomiast, że zbrodnia nie była biologiczną czy narodową koniecznością. Zawsze istniała możliwość wyboru innej drogi.
Rok 1943: kryzys OUN
W 1943 roku organizacja weszła w okres gwałtownych sporów.
W Galicji coraz więcej działaczy domagało się rozpoczęcia walki zbrojnej.
Mykoła Łebed’, zastępujący uwięzionego w Sachsenhausen Stepana Banderę, sprzeciwiał się rozpoczynaniu szerokiej wojny partyzanckiej. Ostatecznie ustąpił.
Rosło znaczenie Romana Szuchewycza, reprezentującego wojskowe skrzydło organizacji.
Jednocześnie z okupowanej Ukrainy radzieckiej napływały informacje podważające dotychczasową ideologię OUN.
Działacze wysłani do Kijowa i Donbasu informowali, że hasło „Ukraina dla Ukraińców” odstrasza mieszkańców i jest odbierane jako szowinistyczne.
Ludzie oczekiwali niepodległości, ale także praw społecznych i odejścia zarówno od kapitalistycznych elit, jak i dyktatury partii komunistycznej.
Znaczenie miała również pamięć o pisarzu i komuniście-niepodległościowcu Mykole Chwylowym, który popełnił samobójstwo w 1933 roku, w czasie Hołodomoru.
Doświadczenia wschodniej Ukrainy opiszą później między innymi Łew Szankowski oraz Jewhen Stachiw.
Program z sierpnia 1943 roku
W sierpniu 1943 roku podczas Nadzwyczajnego III Zjazdu OUN delegaci związani ze wschodnią Ukrainą oraz Wołyniem wymusili poważną zmianę programu.
W dokumentach pojawiły się postulaty państwa bez dominacji obszarników i partyjnych komisarzy, przekazania chłopom ziem należących do wielkich właścicieli, klasztorów i Kościołów, społecznej kontroli nad wielkim przemysłem oraz udziału pracowników w zarządzaniu zakładami.
Program deklarował również wolność słowa, prasy, myśli, przekonań, religii i światopoglądu, równouprawnienie kobiet i mężczyzn, prawa mniejszości narodowych oraz równość obywateli niezależnie od narodowości.
Było to daleko idące odejście — przynajmniej na poziomie programu — od wcześniejszego nacjonalizmu integralnego. Badania nad OUN potwierdzają demokratyzujące elementy programu przyjętego w sierpniu 1943 roku, choć organizacja zachowywała zarazem część wcześniejszych struktur i autorytarnych wzorców.
I właśnie wtedy nastąpił jeden z największych paradoksów jej historii.
Kiedy na papierze OUN deklarowała prawa mniejszości, na Wołyniu mordowano polskich cywilów.
Kłym Sawur i rzeź wołyńska
Na Wołyniu Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur” stworzył struktury UPA i uzyskał ogromną samodzielność.
To pod jego kierownictwem rozwinęła się w 1943 roku „akcja antypolska”, czyli masowa przemoc skierowana przeciw polskiej ludności.
Kulminacja nastąpiła 11 lipca 1943 roku, gdy oddziały UPA i współdziałające z nimi grupy zaatakowały dziesiątki polskich miejscowości. Według danych przytaczanych przez IPN do końca lipca zamordowano co najmniej 10–11 tys. Polaków, a liczba polskich ofiar na samym Wołyniu szacowana jest na około 60 tys.
Historyk Grzegorz Motyka wskazuje również na istotną rolę Iwana Łytwynczuka „Dubowego”. Na obszarze podlegającym jego strukturom miało zginąć około 40 proc. Polaków zamordowanych do czerwca 1943 roku na Wołyniu.
Historyk John-Paul Himka zwraca uwagę na szczególnie systematyczny charakter zabójstw na terenach kontrolowanych przez „Dubowego”.
Z jego strukturami wiążą się między innymi masakry w Janowej Dolinie i Hucie Stepańskiej.
Nie ma tu miejsca na relatywizację.
Mordowanie cywilów ze względu na narodowość pozostaje zbrodnią niezależnie od wcześniejszej polityki II Rzeczypospolitej, stosunków własnościowych czy konfliktów narodowych.
W samej OUN byli przeciwnicy mordów
Ważnym faktem jest jednak istnienie wewnętrznej opozycji.
Mychajło Stepaniak i Mykoła Łebed’ podczas III Zjazdu OUN krytykowali działania przeciwko polskiej ludności i oceniali, że UPA skompromitowała się przemocą wobec Polaków.
Stanowili jednak mniejszość.
Po stronie Kłyma Sawura opowiedzieli się między innymi Rostysław Wołoszyn „Horbenko”, Omelian Łogusz „Iwaniw” oraz Roman Szuchewycz „Czuprynka”. Dostępne źródła potwierdzają istnienie tego sporu wewnątrz OUN.
W lipcu 1943 roku centralne kierownictwo OUN wystąpiło jednocześnie z odezwą do Polaków, mówiącą o potrzebie współpracy narodów walczących przeciw Berlinowi i Moskwie.
To pokazuje skalę chaosu: jedna część ruchu mówiła o porozumieniu, podczas gdy druga prowadziła czystkę etniczną.
Mychajło Stepaniak – marksista w kierownictwie OUN
Biografia Mychajła Stepaniaka szczególnie źle pasuje do prostych narodowych legend.
Był wcześniej związany z KPZU i nurtem „szumskistowskim”. Odszedł od komunizmu stalinowskiego, zachowując jednocześnie poglądy marksistowskie i niepodległościowe.
W 1936 roku w Brzeżanach nacjonaliści zabili działacza chłopskiego związanego z „szumskizmem”. Według relacji Borysa Łewyckiego wydarzenie to wpłynęło na decyzję Stepaniaka, by zbliżyć się do środowiska nacjonalistycznego i próbować zmieniać je od środka.
Jako adwokat bronił nacjonalistów przed polskimi sądami. Prowadził dla nich również wykłady dotyczące NEP, stalinizmu oraz sytuacji Ukrainy radzieckiej.
Podczas pierwszej okupacji radzieckiej wszedł do OUN i szybko znalazł się w jej kierownictwie.
Prowadził rozmowy między innymi z greckokatolickim metropolitą Andrzejem Szeptyckim oraz przedstawicielami podziemia Armii Krajowej.
Wspólnie z Wasylem Mudrym, przedwojennym wicemarszałkiem polskiego Sejmu, pracował nad koncepcją ponadpartyjnego przedstawicielstwa ukraińskiego. Później Roman Szuchewycz, Wasyl Mudry i inni powołali Ukraińską Główną Radę Wyzwoleńczą – UHWR.
Stepaniak uważał jednocześnie, że OUN obciąża wcześniejsza współpraca z hitlerowskimi Niemcami.
Chciał jej rozwiązania i stworzenia nowej organizacji.
Konflikt Stepaniaka z Szuchewyczem
Po odejściu Łebedia to właśnie Stepaniak pomógł wynieść Romana Szuchewycza do kierownictwa.
Ich drogi szybko się jednak rozeszły.
Stepaniak chciał przygotowania powstania przeciw okupacji niemieckiej przed wkroczeniem Armii Czerwonej do zachodniej Ukrainy. Jego rozumowanie przypominało pod pewnymi względami późniejsze argumenty płk. Jana Rzepeckiego i gen. Leopolda Okulickiego dotyczące rozpoczęcia powstania warszawskiego.
Sprzeciwiał się natomiast prowadzeniu długotrwałej wojny partyzanckiej przeciw Sowietom.
Szuchewycz wybrał rozbudowę UPA i porozumienie z Kłymem Sawurem.
Stepaniak próbował również doprowadzić do powrotu środowiska Mitryngi. Mitryngowcy stawiali jednak twarde warunki: potępienie wcześniejszej ideologii OUN, zerwanie z nacjonalizmem integralnym, odcięcie się od antypolskich mordów, ukaranie odpowiedzialnych oraz zmianę charakteru organizacji.
Komunikat z października 1943 roku
Kiedy w październiku 1943 roku Szuchewycz wyjechał na Wołyń na rozmowy z Kłymem Sawurem, Stepaniak wykorzystał jego nieobecność.
Przekonał kierownictwo do wydania komunikatu potępiającego masowe mordy na Wołyniu.
Dokument nie wskazywał bezpośrednio UPA i rozdzielał odpowiedzialność między stronę polską i ukraińską, ale politycznie stanowił próbę zdystansowania OUN od czystki.
Popierał go Łebed’.
Czystka zostaje rozszerzona na Galicję
Szuchewycz wrócił z Wołynia w grudniu 1943 roku.
Doszedł do porozumienia z Kłymem Sawurem: sam został głównym komendantem UPA, a Kłym Sawur zachował dowództwo na Wołyniu.
Cena politycznej jedności była tragiczna.
Działająca w Galicji Ukraińska Samoobrona Ludowa – UNS, przemianowana następnie na UPA, została włączona w działania przeciw polskiej ludności.
W ten sposób czystka etniczna została rozszerzona z Wołynia na Galicję Wschodnią. Źródła historyczne potwierdzają zarówno poparcie Szuchewycza dla metod Kłyma Sawura, jak i ich późniejsze przeniesienie na kolejne obszary.
Szuchewycz uznał również komunikat przygotowany przez Stepaniaka za niedopuszczalny.
Stepaniak został wysłany przez żandarmerię UPA na Wołyń na polityczną „reedukację”.
Kuk, Buseł i Stepaniak przeciw starej OUN
Na Wołyniu wydarzyło się jednak coś nieoczekiwanego.
Stepaniak porozumiał się z Wasylem Kukiem oraz Jakowem Busłem.
Kuk wrócił ze wschodniej Ukrainy wraz ze zbliżaniem się Armii Czerwonej. Buseł kierował aparatem politycznym OUN na Wołyniu i coraz mocniej dystansował się od linii Kłyma Sawura.
Cała trójka krytycznie oceniała „akcję antypolską”.
Zaczęli tworzyć lewicowe skrzydło ukraińskiego podziemia, zamierzając odejść od starego nacjonalizmu i przekształcić ruch w nową organizację rewolucyjno-wyzwoleńczą.
W styczniu 1944 roku Kłym Sawur mianował Busła swoim pierwszym zastępcą.
Buseł zaczął głosić hasło:
„Wolność narodom i człowiekowi”.
Przeciwnikiem miał być system stalinowski i NKWD, a nie naród rosyjski jako taki.
Było to fundamentalne zerwanie z zasadą etnicznej odpowiedzialności zbiorowej.
Dubowy traci dowództwo
Kiedy wiosną 1944 roku front oddzielił Kłyma Sawura od głównych sił UPA, Buseł wykorzystał sytuację.
Pozbawił Iwana Łytwynczuka „Dubowego” dowództwa Okręgu Wojskowego „Zahrawa”, jednego z trzech wołyńskich okręgów UPA, i odsunął go od działalności wojskowej.
Miało to znaczenie nie tylko personalne.
„Dubowy” należał do osób współodpowiedzialnych za decyzje prowadzące do antypolskiej czystki.
Uderzenie w niego było więc pośrednio uderzeniem w politykę Kłyma Sawura.
Lipiec 1944: próba stworzenia zupełnie nowego ruchu
W połowie lipca 1944 roku, już pod okupacją radziecką, Kuk, Buseł i Stepaniak zwołali pod Dermaniem spotkanie dziesięciu działaczy.
Stepaniak przygotował broszurę „W nowej rzeczywistości”. Jej fragmenty ukazały się wcześniej w piśmie OUN „Ideja i Czyn”.
Związek Radziecki przedstawiał jako system imperialny, który pod hasłami komunizmu podporządkowuje ludzi i narody.
Uważał jednak, że ukraińska rewolucja nie może ograniczać się do ukraińskiego nacjonalizmu.
Miała stać się częścią szerszego buntu narodów i społeczeństw ZSRR, obejmującego także samych Rosjan.
Stepaniak podkreślał również konieczność działalności w miastach. Ukraina była krajem, którego duże ośrodki zostały w znacznym stopniu zrusyfikowane lub spolonizowane, dlatego ruch oparty wyłącznie na ukraińskiej wsi nie mógł zwyciężyć.
Pod Dermaniem powołano Ludowowyzwoleńczą Organizację Rewolucyjną – NWRO, kierowaną przez Kuka, Busła i Stepaniaka.
Organizacja miała zastąpić OUN.
NKWD, powrót Kłyma Sawura i koniec NWRO
Niedługo później Stepaniak został schwytany przez NKWD.
Trzy tygodnie po spotkaniu pojawił się ponownie Kłym Sawur.
Początkowo zaakceptował istnienie NWRO, lecz sytuacja zmieniła się po ponownym nawiązaniu kontaktu między Szuchewyczem i Kukiem.
Późną jesienią odbyła się narada, podczas której Kłym Sawur doprowadził do rozwiązania NWRO i ponownego włączenia jej działaczy do OUN.
Kuk i Buseł wywalczyli jednak coś istotnego: program demokratyzujący przyjęty w 1943 roku miał być rzeczywiście przestrzegany.
Było to szczególnie ważne, ponieważ przebywający poza Ukrainą Stepan Bandera odrzucał część tych zmian.
W 1950 roku podziemna OUN potwierdziła sprzeciw wobec powrotu systemu obszarniczo-kapitalistycznego oraz deklarowała dla przyszłej Ukrainy demokrację i swobodę działania organizacji politycznych oraz społecznych.
Fedun i Diakiw: nacjonalizm integralny jako przegrana ideologia
Po śmierci wcześniejszych przywódców coraz większe znaczenie zdobywało młodsze pokolenie.
Należeli do niego między innymi Petro Fedun „Połtawa” oraz Osyp Diakiw „Hornowy”.
Podziemna publicystyka tego okresu coraz mocniej akcentowała krytykę totalitaryzmu, imperializmu i dawnego autorytarnego modelu OUN. Badania nad ewolucją ukraińskiego nacjonalizmu wskazują na istotną rolę obu działaczy w tej ideowej transformacji.
Fedun jako jeden z głównych ideologów podziemia dystansował organizację od znacznej części przedwojennego dorobku.
Dawny nacjonalizm integralny uznawano coraz częściej za ideologię, która poniosła polityczną klęskę w zetknięciu z realnym społeczeństwem Ukrainy.
Rozważano nawet zmianę nazwy organizacji.
Jedna z propozycji brzmiała:
„Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – Niepodległość, Demokracja, Socjalizm”.
To niemal przeciwieństwo programu autorytarnego nacjonalizmu z wcześniejszego okresu.
Losy przywódców
Walka podziemia trwała jeszcze przez lata.
Jakow Buseł zginął z rąk NKWD w 1945 roku, około pół roku po śmierci Kłyma Sawura.
Po nim większą rolę przejął Wasyl Kuk.
Po zabiciu Romana Szuchewycza przez NKWD w 1950 roku Kuk został ostatnim przywódcą podziemnej OUN i pozostał nim aż do schwytania przez Sowietów w 1954 roku.
Stepaniak natomiast nawet w systemie łagrów próbował przez kolejne lata rozwijać idee NWRO.
Według raportów KGB jego koncepcje znajdowały zwolenników także wśród byłych działaczy OUN przebywających w obozie pracy w Workucie.
Historia OUN nie jest czarno-biała. Zbrodnia również nie znika
Powojenna refleksja Borysa Łewyckiego nad historią OUN sprowadzała się do niezwykle ważnej obserwacji: w jednej organizacji mogły współistnieć heroiczna walka z okupantem, poświęcenie, idee wyzwolenia narodowego, ale także terror, fanatyzm i zbrodnia.
To nie jest sprzeczność pozorna.
Tak właśnie działają ruchy polityczne poddane skrajnej presji historycznej.
Mogą jednocześnie tworzyć bohaterów i sprawców zbrodni.
Dlatego nie należy ani budować pomnika całej OUN, ani sprowadzać każdego jej członka do jednej ideologicznej figury.
Ale dokładnie z tego samego powodu nie wolno zacierać odpowiedzialności ludzi, którzy zdecydowali o mordowaniu ludności cywilnej.
Kolonializm nie usprawiedliwia czystki etnicznej
Pozostaje najtrudniejsze pytanie: skąd bierze się przemoc ruchów narodowowyzwoleńczych?
Już Karol Marks, pisząc o powstaniu sipajów w Indiach w połowie XIX wieku, dostrzegał związek między brutalnością kolonialnego systemu a brutalnością buntu przeciw niemu.
Sipajowie — indyjscy żołnierze brytyjskich sił kolonialnych — wystąpili przeciw swoim dowódcom, ale podczas powstania dochodziło również do masakr brytyjskich i angloindyjskich cywilów, w tym kobiet i dzieci.
W Indiach część uczestników tych wydarzeń weszła później do narodowego panteonu jako bojownicy pierwszej wojny o niepodległość.
Podobny problem występuje w wielu historiach narodowych.
Ucisk może tworzyć warunki sprzyjające radykalizacji.
Nie zamienia jednak zbrodni w moralnie dopuszczalną metodę walki.
Kościół, naród i niebezpieczny sojusz tożsamości
W historii Europy Środkowo-Wschodniej konflikt narodowy był dodatkowo wzmacniany przez religię.
Polskość przez długie okresy utożsamiano z katolicyzmem rzymskim, podczas gdy ukraińska tożsamość rozwijała się między innymi w środowiskach greckokatolickich i prawosławnych.
Religia mogła więc przestać być prywatnym przekonaniem człowieka i stać się znacznikiem narodowej przynależności.
Gdy naród zostaje przedstawiony jako wspólnota uświęcona, a jego historia jako realizacja szczególnego przeznaczenia, polityczny kompromis staje się znacznie trudniejszy. Przeciwnik nie jest już człowiekiem mającym inne interesy. Może zostać przedstawiony jako zagrożenie dla narodu, tradycji, wiary czy historycznej misji.
Dlatego połączenie religijnego dogmatyzmu, etnicznego nacjonalizmu i autorytarnej polityki może być szczególnie niebezpieczne.
Historia polsko-ukraińska dostarcza wystarczająco wielu przykładów, by traktować ten mechanizm poważnie.
Najgroźniejszym kłamstwem jest niewinność własnego narodu
Polski nacjonalista może opowiadać historię rozpoczynającą się w 1943 roku.
Ukraiński nacjonalista może rozpocząć ją od polskiej dominacji społecznej, polityki II Rzeczypospolitej i nierówności na Wołyniu.
Obaj otrzymają wygodną wersję przeszłości.
I obaj ją zafałszują.
Badania Daniela Beauvois pokazują głębokie nierówności i mechanizmy dominacji występujące na ziemiach ukraińskich pod polską warstwą ziemiańską.
Badania dotyczące wydarzeń 1943 roku dokumentują natomiast odpowiedzialność struktur OUN-UPA i konkretnych dowódców za masowe mordy polskiej ludności cywilnej.
Jedno nie kasuje drugiego.
Polska polityka narodowościowa nie usprawiedliwia rzezi wołyńskiej. Rzeź wołyńska nie sprawia natomiast, że wcześniejsza dyskryminacja Ukraińców przestaje być częścią historii.
Antynacjonalizm zaczyna się od odmowy podwójnych standardów
Najważniejsza lekcja tej historii nie polega na ustaleniu, który naród był „lepszy”.
Tak postawione pytanie samo jest produktem nacjonalistycznego sposobu myślenia.
Znacznie ważniejsze jest pytanie, jak powstaje mechanizm, który pozwala traktować całe społeczności jako jednolite masy odpowiedzialne za działania państw, elit i organizacji politycznych.
Najpierw pojawia się podział na „nas” i „ich”.
Potem historia krzywd.
Następnie przekonanie, że druga grupa stanowi zagrożenie.
Później pojawia się polityk, ideolog albo duchowny, który ogłasza, że wspólnota musi się bronić.
Na końcu konkretnego człowieka przestaje się oceniać według tego, co zrobił.
Wystarcza jego nazwisko, język, pochodzenie albo religia.
I właśnie wtedy nacjonalizm pokazuje swoją najbardziej niebezpieczną stronę.
Historia Polaków i Ukraińców, OUN, UPA, KPZU, Wołynia, Galicji, Donbasu, Lwowa, Brzeżan, Dermanii, Janowej Doliny i Huty Stepańskiej nie potrzebuje kolejnego narodowego mitu.
Potrzebuje pamięci, która potrafi jednocześnie powiedzieć, że ucisk pozostaje uciskiem, dyskryminacja dyskryminacją, a mordowanie cywilów mordowaniem cywilów — niezależnie od flagi, języka, religii i narodowości sprawcy.
To właśnie w tym miejscu historia przestaje być narzędziem nacjonalizmu.
I zaczyna być przed nim ostrzeżeniem.
