Chrześcijaństwo w ustach ludzi władzy. Moralność czy polityczna hipokryzja?
We współczesnej debacie publicznej coraz częściej pojawia się retoryka odwołująca się do religii. Politycy i ideolodzy mówią o „obronie chrześcijańskich wartości”, „cywilizacji Zachodu” czy konieczności powrotu do tradycyjnych fundamentów Europy. Tego rodzaju narracja ma sugerować, że działania polityczne wynikają z troski o moralność i duchowe dziedzictwo. Coraz częściej pojawia się jednak pytanie, czy nie jest to jedynie wygodne narzędzie retoryczne wykorzystywane do mobilizacji elektoratu.
W wielu przypadkach widoczny jest bowiem wyraźny rozdźwięk między deklaracjami a rzeczywistością polityczną.
Dobrym przykładem jest Steve Bannon, były doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa oraz jeden z najbardziej wpływowych ideologów współczesnego populizmu. Bannon wielokrotnie przedstawiał się jako obrońca chrześcijańskiej cywilizacji i przeciwnik liberalnych przemian kulturowych. W swoich wystąpieniach mówił o konieczności prowadzenia duchowej walki o przyszłość Zachodu oraz o potrzebie przywrócenia religijnych fundamentów polityki.
Jednocześnie media wielokrotnie przypominały o jego relacjach ze środowiskiem związanym z Jeffreyem Epsteinem – amerykańskim finansistą oskarżonym o stworzenie siatki wykorzystywania nieletnich dziewcząt. Sprawa Epsteina była jednym z największych skandali obyczajowych w historii współczesnych Stanów Zjednoczonych. W kręgu jego znajomych znajdowały się osoby z najwyższych kręgów polityki, biznesu i świata mediów.
Ten kontrast między deklarowaną religijnością a rzeczywistym środowiskiem politycznym jest trudny do przeoczenia.
Jeszcze bardziej paradoksalne jest to, że osoby powołujące się na „obronę chrześcijaństwa” często prowadzą ostre kampanie przeciwko instytucjom religijnym, które nie wpisują się w ich wizję świata. Steve Bannon był jednym z organizatorów medialnych ataków na papieża Franciszka, którego krytykowano za stanowisko dotyczące migracji oraz polityki społecznej.
Gdy pojawiła się perspektywa wyboru kardynała postrzeganego jako kontynuatora linii papieża Franciszka, czyli kardynała Roberta Prevosta, również pojawiły się próby wpływania na debatę publiczną dotyczącą przyszłości Kościoła.
Wszystko to pokazuje, że w wielu przypadkach religia przestaje być systemem etycznym, a zaczyna pełnić funkcję narzędzia ideologicznego. Chrześcijaństwo staje się elementem narracji politycznej wykorzystywanej do mobilizowania wyborców poprzez odwołanie do emocji, tożsamości i poczucia cywilizacyjnego zagrożenia.
Mechanizm ten nie jest zresztą nowy.
W historii wielokrotnie zdarzało się, że religia była wykorzystywana przez władzę jako element legitymizacji politycznej. W średniowieczu monarchowie rządzili w przekonaniu, że ich władza pochodzi od Boga. W czasach nowożytnych religia była częścią budowania narodowej tożsamości. W XX wieku różne ideologie polityczne również sięgały po symbolikę religijną, aby mobilizować społeczeństwa.
Obecnie można jednak zaobserwować zjawisko nieco odmienne.
Religia coraz częściej funkcjonuje w polityce jako element marketingu ideologicznego. Hasła o „chrześcijańskich wartościach” pojawiają się w wystąpieniach publicznych i kampaniach wyborczych, lecz nie zawsze przekładają się na rzeczywiste standardy życia publicznego.
W efekcie powstaje paradoks: im częściej w debacie publicznej pojawia się retoryka religijna, tym bardziej widoczna staje się przepaść między deklaracjami a praktyką.
Dla wielu obserwatorów życia publicznego jest to kolejny dowód na to, że religia w polityce pełni przede wszystkim funkcję symboliczną. Staje się językiem mobilizacji, znakiem tożsamości politycznej oraz narzędziem budowania podziałów.
Tymczasem rzeczywiste standardy moralne nie wymagają religijnych deklaracji ani politycznych sloganów. Opierają się na odpowiedzialności, uczciwości oraz szacunku wobec innych ludzi – niezależnie od tego, czy ktoś powołuje się na Boga, czy też nie.
Historia współczesnej polityki pokazuje więc coś bardzo charakterystycznego: najgłośniejsze deklaracje religijne wcale nie muszą oznaczać najwyższych standardów moralnych w życiu publicznym.
