Czy Polska musi być katolicka? Głośne hasła podczas obchodów Poznańskiego Czerwca 1956
Obchody 70. rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 miały być przede wszystkim wyrazem pamięci o robotnikach, którzy wystąpili przeciwko komunistycznej władzy w obronie godności, wolności i podstawowych praw obywatelskich. Tegoroczne uroczystości pokazały jednak, że historyczne rocznice coraz częściej stają się również miejscem politycznych deklaracji i religijnych manifestów.
Szczególnie duże emocje wzbudziły słowa sugerujące, że polskość jest nierozerwalnie związana z katolicyzmem, a krytyka Kościoła oznacza występowanie przeciwko Polsce.
Rekordowy upał zmienił przebieg uroczystości
28 czerwca 1956 roku był wyjątkowo gorącym dniem. Świadkowie wydarzeń zgodnie wspominają, że temperatura w Poznaniu przekroczyła 30 stopni Celsjusza.
Dokładnie 70 lat później, podczas obchodów w 2026 roku, warunki były jeszcze trudniejsze. Termometry pokazywały ponad 40°C, a temperatura odczuwalna dochodziła miejscami nawet do 50°C.
Ze względu na bezpieczeństwo uczestników – wśród których znajdowało się wielu ponad 90-letnich kombatantów – po raz pierwszy w historii główne uroczystości przeniesiono z Placu Mickiewicza, gdzie stoją Poznańskie Krzyże, do klimatyzowanej Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.
Organizatorzy zrezygnowali również z tradycyjnego przemarszu rozpoczynającego się przy kościele dominikanów, gdzie wcześniej odprawiono mszę, a także z ustawienia telebimu na placu. W efekcie frekwencja była zauważalnie niższa niż podczas poprzednich rocznic.
Polityczne emocje podczas rocznicy
Tegoroczne obchody przebiegły spokojniej niż przed laty, choć pamięć o wcześniejszych napięciach nadal pozostaje żywa.
Przypomniano wydarzenia sprzed 10 lat, gdy część uczestników wygwizdywała Lecha Wałęsę, skandując hasło:
„A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści.”
Obiektem obraźliwych okrzyków był również prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Z kolei sympatycy Komitetu Obrony Demokracji (KOD) protestowali podczas przemówienia Andrzeja Dudy, ograniczając się jednak do znacznie łagodniejszych okrzyków.
Karol Nawrocki zapowiada nowe święto państwowe
W uroczystościach uczestniczył Karol Nawrocki, a także prezydenci Węgier, Łotwy i Albanii.
Nieobecnego premiera Donalda Tuska reprezentował wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.
Karol Nawrocki podkreślał, że wydarzenia z 1956 roku były walką o godność, wolność i niepodległość, przypominając udział robotników z Zakładów Cegielskiego, innych zakładów pracy oraz studentów.
Zapowiedział również inicjatywę ustawodawczą, zgodnie z którą 28 czerwca miałby zostać ustanowiony Dniem Działaczy Opozycji Antykomunistycznej i Osób Represjonowanych z Powodów Politycznych.
Data ta miałaby symbolicznie połączyć najważniejsze protesty przeciwko systemowi komunistycznemu: Poznański Czerwiec 1956, Marzec 1968, Grudzień 1970, Czerwiec 1976 oraz działalność Solidarności z lat osiemdziesiątych.
Swoje wystąpienie zakończył słowami:
„Precz z komuną.”
Nowe kontrakty dla Cegielskiego
Podczas uroczystości głos zabrał również Władysław Kosiniak-Kamysz, który zapowiedział nowe kontrakty dla obecnych Zakładów Cegielskiego.
Po połączeniu z Wojskowymi Zakładami Motoryzacyjnymi przedsiębiorstwo ma uczestniczyć w produkcji uzbrojenia dla polskiej armii.
„Wrogowie Kościoła są wrogami Polski”
Największe kontrowersje wywołały jednak wystąpienia przedstawicieli środowisk kombatanckich.
Andrzej Sporny, przewodniczący organizacji Niepokonani, odnosząc się do dyskusji dotyczących Instytutu Pamięci Narodowej oraz obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej, powiedział:
„Wrogowie Kościoła są wrogami Polski.”
To zdanie wywołuje poważne pytania o granice debaty publicznej. W demokratycznym państwie obywatel ma prawo krytykować każdą instytucję – również Kościół – bez ryzyka uznania go za przeciwnika własnego kraju. Łączenie lojalności wobec państwa z poparciem dla jednej organizacji religijnej stoi w sprzeczności z zasadą pluralizmu oraz wolności sumienia.
„Chcemy Boga. Polski katolickiej, a nie bolszewickiej”
Jeszcze większe emocje wzbudziły słowa Jarosława Langego, przewodniczącego wielkopolskiej „Solidarności”, który przypomniał historyczne hasło:
„Chcemy Boga. Polski katolickiej, a nie bolszewickiej.”
W realiach 1956 roku hasło to było wyrazem sprzeciwu wobec komunistyczego państwa ograniczającego działalność Kościoła. Jednak przywoływanie go podczas współczesnych państwowych obchodów nadaje mu zupełnie nowy kontekst.
Czy oznacza ono, że Polska powinna być państwem identyfikującym się wyłącznie z katolicyzmem? Co z milionami obywateli niewierzących, agnostyków, ateistów oraz przedstawicieli innych religii? Czy ich wizja Polski jest z definicji mniej patriotyczna?
Takie hasła mogą sprawiać wrażenie, że pełnoprawnym Polakiem jest przede wszystkim katolik, podczas gdy pozostali obywatele znajdują się poza wspólnotą narodową. To sposób myślenia charakterystyczny dla państw, które utożsamiają narodowość z jedną religią, a nie dla nowoczesnej demokracji opartej na równości obywateli.
Historia nie powinna służyć budowaniu państwa wyznaniowego
Robotnicy wychodzący na ulice Poznania w 1956 roku protestowali przeciwko autorytarnej władzy, domagając się godności, lepszych warunków życia i wolności. Nie walczyli o stworzenie państwa podporządkowanego jednej religii ani o to, by polskość definiować wyłącznie przez katolicyzm.
Tymczasem współczesne próby wpisywania religijnych deklaracji w państwowe uroczystości prowadzą do zawłaszczania wspólnej historii przez określony światopogląd. Państwo demokratyczne powinno pozostawać wspólnym domem zarówno dla osób wierzących, jak i niewierzących, a patriotyzm nie może być uzależniany od stosunku do Kościoła.
Religia i polityka nadal idą ramię w ramię
Przed ogrodzeniem Placu Mickiewicza zgromadziło się również kilkudziesięciu sympatyków prawicy z flagami Gazety Polskiej, którzy skandowali imię Karola Nawrockiego.
Kiedy pojawił się prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, rozległy się gwizdy i buczenie, choć tym razem obyło się bez agresywnych okrzyków.
Obraz tegorocznych obchodów pokazuje, że pamięć o Poznańskim Czerwcu 1956 coraz częściej staje się elementem współczesnego sporu politycznego i religijnego. Zamiast jednoczyć obywateli wokół wartości takich jak wolność, godność i prawa człowieka, państwowe uroczystości bywają wykorzystywane do promowania wizji Polski, w której katolicyzm przedstawiany jest jako podstawowy wyznacznik narodowej tożsamości.
Historia uczy jednak czegoś zupełnie innego. Wolność nie polega na zastąpieniu jednego obowiązującego światopoglądu innym. Polega na tym, że każdy obywatel – niezależnie od swoich przekonań religijnych lub ich braku – ma takie samo prawo czuć się pełnoprawnym członkiem wspólnoty i współdecydować o przyszłości kraju.
