Dlaczego konserwatyści atakują Harariego? Czy religia boi się przyszłości?
Yuval Noah Harari od lat budzi skrajne emocje. Dla jednych jest jednym z najciekawszych współczesnych intelektualistów opisujących przyszłość technologii, sztucznej inteligencji i zmian cywilizacyjnych. Dla innych – symbolem świata pozbawionego Boga, tradycji i człowieczeństwa. Szczególnie ostro reaguje na niego część konserwatywnej prawicy religijnej, która widzi w nim nie tylko autora książek, ale wręcz ideologiczne zagrożenie dla całego porządku opartego na chrześcijaństwie.
Dlaczego jednak właśnie Harari wywołuje tak silny sprzeciw?
Niepokój wobec świata bez religijnej kontroli
Harari od początku swojej działalności podważał przekonanie, że religia jest fundamentem moralności i cywilizacji. W swoich książkach wielokrotnie pisał, że religie są tworami kulturowymi, które pomagały organizować społeczeństwa, ale nie stanowią źródła prawdy objawionej. Tego typu podejście automatycznie stawia go w konflikcie z konserwatywnym światopoglądem religijnym.
Dla wielu środowisk prawicowych sam fakt, że ktoś otwarcie mówi o świecie bez Boga jako czymś możliwym i historycznie naturalnym, jest już traktowany jako atak na cywilizację. Harari stał się więc wygodnym symbolem „zepsutego Zachodu”, globalizacji, laicyzacji i postępu technologicznego.
Problem polega na tym, że Harari często nie mówi tego, co przypisują mu krytycy
Wielu konserwatywnych publicystów interpretuje futurystyczne prognozy Harariego tak, jakby były jego politycznym programem. Kiedy autor pisze, że rozwój sztucznej inteligencji może doprowadzić do masowego bezrobocia, kryzysu psychicznego lub powstania „bezużytecznej klasy ludzi”, jego przeciwnicy przedstawiają to tak, jakby właśnie tego chciał.
To jednak zasadnicza manipulacja.
Prognoza nie jest postulatem. Ostrzeganie przed możliwym scenariuszem nie oznacza jego popierania. Harari bardzo często opisuje przyszłość w sposób chłodny, techniczny i momentami brutalny, ale nie oznacza to automatycznie, że ją gloryfikuje.
Podobny mechanizm widać w reakcjach na jego wypowiedzi dotyczące biotechnologii czy transhumanizmu. Kiedy Harari mówi, że ludzkość może nauczyć się ingerować w ciała i umysły ludzi na niespotykaną dotąd skalę, część religijnej prawicy interpretuje to jako projekt „zastąpienia człowieka przez technologię”. Tymczasem on przede wszystkim opisuje kierunek, w którym już dziś zmierza świat wielkich korporacji technologicznych, laboratoriów i systemów opartych na danych.
Religijna prawica widzi w Hararim coś więcej niż autora książek
Ataki na Harariego bardzo często nie dotyczą wyłącznie jego tez. Staje się on symbolem wszystkiego, czego konserwatyści obawiają się najbardziej:
- świata bez dominacji religii,
- społeczeństwa bardziej liberalnego obyczajowo,
- rozwoju sztucznej inteligencji,
- osłabienia tradycyjnych tożsamości narodowych,
- globalizacji,
- świeckiej etyki niezależnej od Kościoła.
W efekcie wokół Harariego buduje się niemal apokaliptyczną narrację. Łączy się jego poglądy z ideologią gender, ruchem LGBTQ, globalnymi elitami czy wizją „transczłowieka”, który ma rzekomo zniszczyć dawny świat.
To mechanizm dobrze znany z historii. Religie bardzo często reagowały lękiem na przełomowe zmiany społeczne i naukowe. Tak było wobec teorii ewolucji, krytyki biblijnej, emancypacji kobiet czy rozwoju świeckiego państwa. Dziś podobny lęk wywołują sztuczna inteligencja, biotechnologia i wizja społeczeństwa coraz mniej zależnego od religijnych autorytetów.
Harari nie jest wolny od kontrowersji
Nie oznacza to jednak, że każda krytyka Harariego jest bezpodstawna.
Jego sposób pisania bywa chłodny i technokratyczny. Kiedy mówi o „hackowaniu ludzi”, zarządzaniu emocjami przez algorytmy czy biologicznym projektowaniu przyszłych pokoleń, wiele osób może odczuwać autentyczny niepokój. I słusznie.
Rozwój technologii rodzi ogromne pytania etyczne:
- kto będzie kontrolował dane o człowieku,
- czy sztuczna inteligencja zwiększy nierówności,
- czy biotechnologia stanie się narzędziem władzy,
- czy człowiek nie zostanie sprowadzony wyłącznie do zbioru informacji i procesów biologicznych.
To są realne problemy współczesności. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy zamiast rzeczowej debaty pojawia się ideologiczna panika i przedstawianie każdego świeckiego myśliciela jako „wroga Boga i cywilizacji”.
Wojna o przyszłość trwa naprawdę
Spór wokół Harariego nie jest zwykłą internetową kłótnią o książki. To znacznie głębszy konflikt między dwiema wizjami świata.
Pierwsza opiera się na religii, tradycji i przekonaniu, że człowiek powinien pozostać częścią ustalonego od wieków porządku moralnego.
Druga zakłada, że ludzkość będzie coraz mocniej zmieniać samą siebie poprzez naukę, technologię i świecką organizację społeczeństwa.
I właśnie dlatego Harari budzi aż tak wielkie emocje. Nie dlatego, że jest „najgroźniejszym filozofem świata”, ale dlatego, że symbolizuje przyszłość, nad którą religijni konserwatyści tracą kontrolę.
