Antyteizm.pl Antyteizm.pl

Gdy dogmat staje się władzą. Wolność myślenia kontra jedyna słuszna prawda

Antydogmatyzm • 29 września 2026

Siedemdziesiąt lat temu rok 1956 zachwiał politycznym porządkiem podporządkowanej Moskwie części Europy. Destalinizacja w ZSRR, czerwcowe wydarzenia w Poznaniu, „polski Październik” oraz powstanie na Węgrzech pokazały, jak szybko system zbudowany na dogmacie, posłuszeństwie i strachu może zacząć pękać. W NRD pojawiła się nawet koncepcja własnej „polskiej drogi” — próby zreformowania systemu od środka.

Historia Wolfganga Haricha, Waltera Janki, Paula Merkera i Leszka Kołakowskiego jest jednak czymś więcej niż opowieścią o sporach marksistów sprzed siedemdziesięciu lat. Pokazuje uniwersalny mechanizm autorytaryzmu: najpierw powstaje doktryna, następnie kasta jej interpretatorów, później obowiązek posłuszeństwa, a na końcu represje wobec tych, którzy ośmielają się powiedzieć, że doktryna może się mylić.

W tym sensie podobieństwo pomiędzy systemami politycznej i religijnej ortodoksji jest uderzające. Tam, gdzie prawda zostaje ogłoszona raz na zawsze, wolność myślenia staje się zagrożeniem.

Rok 1956 i pęknięcie komunistycznego dogmatu

Jedną z postaci, z którymi część wschodnioniemieckich reformatorów wiązała nadzieje, był Paul Merker. Komunista ten już w 1939 r. we Francji krytycznie oceniał porozumienie Stalina z Hitlerem. Wojnę spędził w Meksyku, a od 1946 r. należał do kierownictwa SED.

Jego pozycja załamała się w atmosferze stalinowskich czystek. Latem 1950 r., w okresie procesów László Rajka na Węgrzech oraz Rudolfa Slánskiego w Czechosłowacji, Merker został usunięty z partii między innymi pod zarzutem braku zaufania do ZSRR.

W grudniu 1952 r. został aresztowany, a 30 marca 1955 r. skazano go na osiem lat więzienia. 27 stycznia 1956 r. odzyskał wolność, a w lipcu 1956 r. został sądownie uniewinniony. Rok później ponownie pojawił się przed wymiarem sprawiedliwości — tym razem jako świadek w procesie ludzi oskarżonych o stworzenie w NRD „antypaństwowej” grupy.

Wokół wydawnictwa Aufbau oraz tygodnika „Sonntag” powstało środowisko około 25 osób określanych jako krąg „podobnie myślących”.

Jedną z centralnych postaci był Walter Janka, szef Aufbau-Verlag, komunista pochodzący z rodziny robotniczej. W 1933 r. był więziony. Walczył później w Hiszpanii, gdzie został najmłodszym majorem armii republikańskiej, a następnie znalazł się na emigracji w Meksyku. Przebywała tam również znana pisarka Anna Seghers.

Intelektualną siłą tego środowiska stał się jednak Wolfgang Harich — filozof, publicysta oraz redaktor prac wybitnego węgierskiego marksisty Györgya Lukácsa.

Wolfgang Harich – buntownik wewnątrz systemu

Harich urodził się w 1923 r. w Königsbergu, czyli dzisiejszym Kaliningradzie. Był wnukiem wydawcy gazety „Allensteiner Zeitung” oraz synem pisarza, który między innymi w pracy „Problem wschodni” z 1922 r. zastanawiał się nad przyszłą pozycją Niemiec w układzie obejmującym Rosję, Finlandię i Litwę, ale raczej bez Polski.

Harich otrzymał solidne mieszczańskie wykształcenie. Podczas II wojny światowej studiował filozofię w Berlinie, następnie trafił na front wschodni, a później zdezerterował i w Berlinie nawiązał współpracę z komunistycznym ruchem oporu.

Po wojnie działał w KPD, a następnie SED. Błyskawicznie rozwijała się również jego kariera akademicka, wspierana początkowo przez radzieckich urzędników odpowiedzialnych za kulturę.

W 1948 r. Harich uczestniczył w działaniach prowadzących do zapewnienia Bertoltowi Brechtowi własnego teatru. Kierownicy literaccy późniejszego Berliner Ensemble mieli nawet obowiązek uczestniczenia o 7.30 rano w seminariach Haricha.

Od 1952 r., mając około 30 lat, współpracował z Ernstem Blochem, marksistowskim „filozofem nadziei”. Wspólnie tworzyli środowisko czasopisma filozoficznego otwartego również na autorów zachodnich.

Harich próbował nawet pozyskać Arnolda Gehlena, konserwatywnego socjologa i byłego członka NSDAP. Projekt się nie powiódł, lecz obaj przez następne dziesięciolecia utrzymywali kontakt.

Już wtedy Harich próbował korygować prymitywną wersję marksizmu narzuconą przez ZSRR. Paradoks polegał na tym, że początkowo robił to, wykorzystując nawet cytaty ze Stalina.

Kiedy dogmat staje się ważniejszy od filozofii

Po śmierci Stalina oraz protestach 17 czerwca 1953 r. w NRD Harich domagał się reformy prasy i atakował ideologów socrealizmu zwalczających „formalizm” w literaturze i sztuce.

Wszedł także w spór o Georga Wilhelma Friedricha Hegla. Odrzucał stalinowską interpretację, według której heglizm należało traktować przede wszystkim jako arystokratyczną reakcję przeciw francuskiemu materializmowi oraz rewolucji 1789 r.

To był spór o filozofię, ale jednocześnie o znacznie więcej.

Czy partia ma prawo ustalać, jak należy interpretować filozofa?

Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, filozofia przestaje być filozofią. Staje się teologią polityczną.

Mechanizm jest doskonale znany również z historii religii: istnieje święty tekst, istnieje jego oficjalna interpretacja, istnieje instytucja określająca granice prawomyślności, a przekroczenie tych granic może oznaczać wykluczenie.

Zmieniają się symbole. Mechanizm kontroli pozostaje podobny.

Kołakowski, Harich i spór o wolność

W 1954 r. w Berlinie Harich spotkał grupę polskich filozofów, wśród których byli Adam Schaff, Leszek Kołakowski i Bronisław Baczko.

Początkowo uważał Polaków za mocno obciążonych dogmatyzmem Stalina i Andrieja Żdanowa, szczególnie w podejściu do Hegla.

Z Kołakowskim nawiązał bliższą znajomość.

Sytuacja zmieniała się jednak błyskawicznie.

Kiedy w 1955 r. delegacja z NRD przyjechała do Warszawy, polskie środowisko intelektualne znajdowało się już znacznie dalej na drodze odchodzenia od stalinowskiej ortodoksji.

Ogromne znaczenie miało również zbliżenie Nikity Chruszczowa z Jugosławią Josipa Broza Tity.

W mieszkaniu Kołakowskiego na Starym Mieście w Warszawie doszło do ostrej dyskusji o Heglu, państwie, Robespierre’ze, Napoleonie i wolności.

Kołakowski coraz wyraźniej odrzucał przekonanie, że człowiek powinien zostać podporządkowany wielkiemu projektowi historycznemu.

I właśnie tutaj drogi obu filozofów zaczynały się rozchodzić.

„Polacy zbudzili nas ze snu”

Wpływ polskich przemian na część inteligencji NRD był ogromny. W Berlinie pojawiało się wówczas powiedzenie, że Polacy obudzili Niemców ze snu.

Przed śmiercią latem 1956 r. Bertolt Brecht zainteresował się „Poematem dla dorosłych” Adama Ważyka i przy pomocy Konrada Swinarskiego rozpoczął jego tłumaczenie na język niemiecki.

W marcu 1956 r., niedługo po XX Zjeździe KPZR, Harich i Kołakowski spotkali się ponownie w Berlinie podczas konferencji poświęconej wolności w socjalizmie.

Harich analizował Immanuela Kanta i próbował pogodzić socjalistyczne rozumienie wolności z autonomią moralną.

Znacznie większe poruszenie wywołał Kołakowski wystąpieniem „Marksizm i personalistyczne pojęcie wolności”.

Odwoływał się do koncepcji rozwijanych od Tomasza z Akwinu po Jean-Paula Sartre’a i Jacques’a Maritaina, zwracając uwagę na konflikt pomiędzy wolnością społeczną i indywidualną.

Na sali znajdował się partyjny ideolog Kurt Hager, późniejszy członek politbiura.

Dla kierownictwa SED Waltera Ulbrichta Kołakowski stawał się symbolem niebezpiecznego rewizjonizmu. Dla środowiska Janki był natomiast przykładem tego, jak daleko może posunąć się krytyczne myślenie wewnątrz systemu.

NRD chciała własnego Października

Latem 1956 r. cały blok wschodni znajdował się w stanie politycznego wrzenia.

Na Węgrzech György Lukács uważał, że rozwiązaniem mógłby zostać tandem Imre Nagy–János Kádár. Po Mátyásie Rákosim władzę w partii przejął jednak Ernő Gerő, a Lukács został ministrem kultury w rządzie Nagya.

Niedługo później na ulice Budapesztu wjechały radzieckie czołgi.

W NRD środowisko Janki i Haricha chciało uniknąć podobnej katastrofy poprzez przeprowadzenie reform odgórnych.

Kontakty z grupą utrzymywał minister kultury Johannes R. Becher. Gdy sytuacja na Węgrzech stała się dramatyczna, poprzez Annę Seghers zwrócił się do Janki w sprawie sprowadzenia Lukácsa do Berlina. Przygotowano paszporty, wizy i samochód z kierowcą.

Walter Ulbricht zablokował jednak całą operację.

Reformatorzy nie zrezygnowali.

Po rozmowach z Paulem Merkerem Harich opracował program przewidujący między innymi odsunięcie Ulbrichta, reformę gospodarczą, demokratyzację, zbliżenie SED z zachodnioniemiecką SPD oraz perspektywę zjednoczonych, neutralnych i zdemilitaryzowanych Niemiec.

Program Haricha przewidywał również zwiększenie produkcji dóbr konsumpcyjnych, udział robotników w zyskach przedsiębiorstw, rady pracownicze, ograniczenie przymusowej kolektywizacji oraz zwiększenie swobody intelektualnej. Jednocześnie nie oznaczał całkowitego zerwania z socjalizmem ani monopolem SED. Była to próba reformowania systemu od środka, a nie przejścia do zachodniej demokracji liberalnej.

System, który bał się rozmowy

Harich próbował zainteresować swoim projektem również ZSRR.

25 października 1956 r., dwa dni po wybuchu walk w Budapeszcie, odbył wielogodzinną rozmowę z radzieckim ambasadorem Gieorgijem Puszkinem.

Spierali się o Stalina, Komintern, odpowiedzialność komunistów za błędną politykę wobec socjaldemokracji przed dojściem Hitlera do władzy, kolektywizację, industrializację, SPD oraz możliwość zjednoczenia Niemiec.

W rozmowie pojawił się również Wiaczesław Mołotow, choć ministrem spraw zagranicznych ZSRR był już wtedy Dmitrij Szepiłow.

Harich mówił też o Paulu Merkerze i Franzem Dahlemie, działaczu SED odsuniętym przez Ulbrichta.

Puszkin przyznawał, że obu potraktowano niesprawiedliwie, ale jednocześnie bronił Ulbrichta jako człowieka zapewniającego stabilność systemu.

To jeden z najbardziej charakterystycznych argumentów autorytaryzmu:

władza może być niesprawiedliwa, ale jej krytyka jest przedstawiana jako jeszcze większe zagrożenie, ponieważ mogłaby doprowadzić do chaosu.

Niebezpieczny pomysł zmiany polskich granic

Program Haricha miał również niezwykle kontrowersyjny element dotyczący granic.

Rozważał możliwość ponownej zmiany granicy polsko-niemieckiej. W jego koncepcjach pojawiały się Dolny Śląsk, Ziemia Lubuska i okolice Szczecina, a także możliwość zmiany statusu Kaliningradu/Królewca oraz polskiej granicy wschodniej.

Harich traktował to jako możliwe przesunięcie granic wewnątrz obozu socjalistycznego, które miałoby ułatwić przyszłe zjednoczenie Niemiec.

Pokazuje to ograniczenia jego własnego sposobu myślenia.

Człowiek domagający się wolności intelektualnej dla siebie nadal potrafił projektować przyszłość milionów ludzi na politycznej mapie, jak gdyby społeczeństwa były figurami przesuwanymi przez ideologów.

Bunt przeciw jednemu autorytaryzmowi nie oznacza automatycznie uwolnienia się od autorytarnego sposobu myślenia.

29 listopada 1956 roku

Dwa tygodnie po rozmowie Haricha z Ulbrichtem sytuacja była właściwie przesądzona.

29 listopada 1956 r. Wolfgang Harich został aresztowany.

6 grudnia zatrzymano również Waltera Jankę, a represje objęły kolejnych ludzi związanych z „Sonntag” i środowiskiem reformatorów.

Politbiuro SED już 27 listopada 1956 r. podjęło decyzję o uderzeniu w środowisko Haricha. 18 grudnia działalność grupy określono jako zdradę państwa.

W marcu i lipcu 1957 r. przeprowadzono procesy ludzi związanych z grupą.

Harich otrzymał dziesięć lat więzienia, Janka pięć lat, Gustav Just cztery lata, a pozostali oskarżeni również wieloletnie wyroki.

Proces jako rytuał politycznej wiary

Harich załamał się podczas śledztwa i procesu.

Zastraszony możliwością najsurowszej kary przyjął rolę oczekiwaną przez oskarżenie. Publicznie przedstawiał siebie jako człowieka, którego państwowy aparat bezpieczeństwa miał powstrzymać przed katastrofalnym błędem.

Mechanizm przypominał klasyczny rytuał samokrytyki.

W systemie dogmatycznym nie wystarcza bowiem ukarać człowieka.

Trzeba jeszcze zmusić go do przyznania, że instytucja miała rację.

W historii religijnych prześladowań funkcję tę pełniło odwołanie „błędnej” nauki i powrót do ortodoksji. W państwie stalinowskim miejsce doktryny religijnej zajęła doktryna polityczna.

Inny język, inne symbole, podobna konstrukcja podporządkowania sumienia instytucji.

Walter Janka zachował się inaczej.

Na sali znajdowała się minister sprawiedliwości Hilde Benjamin, określana przez przeciwników mianem „krwawej Hildy”, a także propagandyści „Neues Deutschland”, wśród nich były nazista Günter Kertzscher, później znany również z antypolskich publikacji w 1981 r.

Obecne były także Anna Seghers oraz Helene Weigel, wdowa po Bertolcie Brechcie.

Janka domagał się ich przesłuchania w związku z próbą pomocy Lukácsowi. Sąd odmówił.

Nie dopuszczono również osób chcących zeznawać na korzyść oskarżonych, między innymi Eriki Mann, córki Tomasza Manna.

Harich natomiast występował już wtedy jako skazany i obciążał dawnych współpracowników.

Więzienie za myślenie inaczej

Janka spędził cztery z pięciu lat więzienia w nieogrzewanej izolatce. Było to to samo więzienie, do którego w 1933 r. trafili on i jego ojciec.

Wyszedł na wolność w 1960 r.

Początkowo pozostawał bez pracy, następnie został scenarzystą filmowym. Dzięki jego kontaktom z rodziną Mannów w NRD zekranizowano „Lottę w Weimarze”.

Po odsunięciu Ulbrichta Janka powrócił do SED, a latem 1989 r. został zrehabilitowany. W wydanej w Hamburgu książce „Kłopoty z prawdą” oskarżył Haricha o zdradę podczas procesu.

Po zjednoczeniu Niemiec wystąpił z partii.

Harich miał w więzieniu lepsze warunki. Żona dostarczała mu zachodnie książki. Ponieważ zabroniono mu zajmowania się filozofią, zainteresował się twórczością Jeana Paula, niemieckiego pisarza przełomu XVIII i XIX wieku, zestawianego niekiedy ze Swiftem i Laurence’em Sterne’em.

Został przedterminowo zwolniony 18 grudnia 1964 r., w związku z amnestią z okazji 15-lecia NRD.

Środowisko teatru Brechta pomogło mu wrócić do życia. Helene Weigel poznała go również z cenioną szansonistką Giselą May.

Robert Havemann i następne pokolenie buntowników

Po Harichu symbolem intelektualnego sprzeciwu w NRD stał się Robert Havemann.

Był chemikiem. W III Rzeszy otrzymał wyrok śmierci, ale przeżył między innymi dlatego, że w więzieniu prowadził laboratorium wykonujące prace dla Wehrmachtu.

Do 1963 r. współpracował w środowisku naukowym ze Stasi i KGB.

W latach 1963–1964 wygłosił jednak serię wykładów, które na Zachodzie wydano jako „Dialektyka bez dogmatu?”

Po publicznym stwierdzeniu, że w NRD powinna istnieć swoboda myślenia porównywalna z innymi państwami socjalistycznymi, został usunięty z SED.

Próbował zaprosić do Berlina Kołakowskiego.

Do spotkania nie doszło.

W 1966 r. Leszek Kołakowski również został usunięty z partii, a następnie wyemigrował.

Kołakowski wybiera wolność

W latach 60. Kołakowski stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich filozofów na Zachodzie oraz intelektualnym symbolem przemian rozpoczętych w 1956 r.

W 1960 r. na Zachodzie po niemiecku ukazał się pierwszy wybór jego esejów „Człowiek bez alternatywy”.

W Monachium opublikowano następnie „Klucz niebieski” wraz z „13 bajkami z królestwa Lailonii” w 1965 r., „Traktat o śmiertelności rozumu” w 1967 r. oraz „Rozmowy z diabłem” w 1968 r.

W 1970 r., z inicjatywy Jürgena Habermasa, Kołakowski miał wraz z niemieckim partnerem objąć po Theodorze W. Adorno katedrę filozofii i socjologii we Frankfurcie nad Menem, jednym z najważniejszych ośrodków teorii krytycznej.

Sprzeciwili się temu lewicowi studenci i asystenci zarzucający mu odejście od istotnych elementów marksizmu.

Paradoks był ogromny.

Po zdławieniu przez wojska Układu Warszawskiego Praskiej Wiosny w 1968 r. Europa Zachodnia potępiała represje na Wschodzie, ale jednocześnie część zachodnioniemieckiego środowiska akademickiego fascynowała się Marksem, Mao Tse Tungiem, Leninem i Trockim.

Kiedy w 1974 r. „Der Spiegel” publikował „Archipelag Gułag” Aleksandra Sołżenicyna, Rudi Dutschke, przywódca zachodnioberlińskiego ruchu studenckiego ciężko raniony przez prawicowego zamachowca w 1968 r., przygotowywał własną pracę „Próba postawienia Lenina na nogach. O półazjatyckiej i zachodnioeuropejskiej drodze do socjalizmu”.

Harich ponownie wybiera twardą władzę

Los Haricha potoczył się zupełnie inaczej.

Po doświadczeniu więzienia nie stał się konsekwentnym obrońcą liberalnej wolności.

Wręcz przeciwnie.

W swojej późniejszej odpowiedzi Jance, „Żadnych kłopotów z prawdą” z 1993 r., opisywał, że wiadomość o wkroczeniu wojsk do Pragi w 1968 r. przyjął z ulgą, ponieważ uważał liberalizację za zagrożenie dla systemu socjalistycznego.

O interwencji dowiedział się podczas pobytu w kawiarni w Poczdamie, z widokiem na pałac Sanssouci Fryderyka II, jedząc tort truskawkowy z bitą śmietaną.

W opisie można dostrzec echo historii Ernsta Jüngera, który jako niemiecki oficer podczas II wojny światowej obserwował bombardowanie Paryża, pijąc szampana.

Harich coraz mocniej zbliżał się do autorytarnej wizji społeczeństwa.

Fascynowały go poglądy Arnolda Gehlena, według którego człowiek potrzebuje trwałych, silnych instytucji stabilizujących jego zachowanie.

Ekologia jako usprawiedliwienie przymusu

Najbardziej radykalną formę te poglądy osiągnęły w książce „Komunizm bez wzrostu. Babeuf i Klub Rzymski”, wydanej w Hamburgu w 1975 r.

Harich przewidywał problemy, które dziś są przedmiotem poważnej debaty: wyczerpywanie zasobów, presję demograficzną i zagrożenia środowiskowe.

Problemem były proponowane środki.

Opowiadał się za radykalnym ograniczeniem konsumpcji i własności prywatnej, kontrolą urodzeń, likwidacją prywatnej motoryzacji oraz nawet przymusowymi przesiedleniami ludności.

Odwoływał się do Gracchusa Babeufa i przedmarksowskich tradycji egalitarnych oraz jakobińskich.

Dopuszczał przejęcie władzy przez lewicę zarówno pokojowo, jak i przy użyciu przemocy.

I tutaj historia Haricha staje się szczególnie pouczająca.

Można trafnie rozpoznać realny problem i jednocześnie zaproponować dla niego autorytarne rozwiązanie.

Szlachetny deklarowany cel nie gwarantuje humanitarnych metod.

Tak samo religijna obietnica zbawienia nie usprawiedliwia teokracji, ekologiczna troska o planetę nie usprawiedliwia dyktatury, a deklarowana równość społeczna nie usprawiedliwia więzienia ludzi za ich poglądy.

Kołakowski: wolność przeciwko nienawiści

W „Głównych nurtach marksizmu” Kołakowski wspomniał Haricha właściwie tylko jako nieudanego reformatora NRD z 1956 r.

Ich dawny warszawski spór o wolność trwał jednak symbolicznie dalej.

W 1977 r. we Frankfurcie nad Menem, odbierając Nagrodę Pokojową Księgarzy Niemieckich, Kołakowski mówił o niszczącej sile nienawiści kierowanej przeciw ludziom, narodom, rasom, klasom i grupom społecznym.

Był to szczególny moment historyczny.

Świat poznawał skalę „pól śmierci” w Kambodży, a Niemcy przeżywały „niemiecką jesień” i terror Frakcji Armii Czerwonej – RAF, której członkowie porwali i zamordowali prezesa związku pracodawców Hannsa Martina Schleyera.

Kołakowski mówił również o potrzebie pojednania polsko-niemieckiego i wspólnym dziedzictwie Europy Środkowej.

Chrześcijaństwo również nie jest odporne na autorytaryzm

Najważniejsza z perspektywy współczesnej krytyki religii jest późniejsza refleksja Kołakowskiego nad samym chrześcijaństwem.

W czasach Michaiła Gorbaczowa drogi Haricha i Kołakowskiego rozeszły się już całkowicie.

Harich początkowo widział w pieriestrojce szansę na reformę socjalizmu, później jednak zarzucał Gorbaczowowi brak przygotowania teoretycznego, odejście od Marksa i Lenina, demontaż systemu oraz zgodę na utratę NRD.

Kołakowski początkowo również pozostawał ostrożny.

Jeszcze obawiał się, że reformy Gorbaczowa mogą skończyć się tak jak wcześniejsza destalinizacja Chruszczowa.

Jednak w 1989 r. oceniał już, że przywódcy ZSRR zaczynają rozumieć strukturalną słabość systemu i że dotychczasowa formacja polityczna zmierza ku końcowi.

Harich źle przyjął zjednoczenie Niemiec.

Kołakowski natomiast wiązał nadzieje z integracją Europy.

Podczas spotkania w Castel Gandolfo w 1990 r., w obecności polskiego papieża, zwracał jednak uwagę na rzecz szczególnie istotną: kultura europejska nie może być utożsamiana wyłącznie z łacińskim chrześcijaństwem.

Europa stworzyła bowiem zarówno wielkie idee wolności, jak i nazizm oraz komunizm.

Kołakowski przypominał również, że w chrześcijaństwie istniał potencjał teokratyczny, a teokracja może prowadzić do totalizującego podporządkowania społeczeństwa.

Zwracał zarazem uwagę, że choć można poszukiwać religijnych korzeni niektórych idei praw człowieka, ich nowoczesna koncepcja powstawała również poza chrześcijańską ortodoksją — przywoływał tutaj Thomasa Hobbesa.

To ważne także dzisiaj.

Żadna religia nie ma monopolu na wolność, moralność ani prawa człowieka.

Historia Europy pokazuje coś przeciwnego: instytucje religijne potrafiły zarówno współtworzyć kulturę, jak i legitymizować hierarchię, nietolerancję oraz podporządkowanie człowieka dogmatowi.

Od Stalina do religijnego autorytaryzmu

Historia XX wieku podważa wygodny mit, według którego autorytaryzm należy wyłącznie do jednej strony politycznego czy światopoglądowego sporu.

Stalinizm udowodnił, że świecka ideologia może przejąć funkcje przypominające religię polityczną.

Posiadała własnych proroków.

Własne święte teksty.

Własną ortodoksję.

Własnych heretyków.

Własne rytuały samokrytyki.

I aparat karzący ludzi za odstępstwo od obowiązującej prawdy.

Ale z tego nie wynika, że religia stanowi automatyczne zabezpieczenie przed takim mechanizmem.

Historia zna przecież teokracje, wojny religijne, indeksy ksiąg zakazanych, prześladowania heretyków, przymus konfesyjny i sojusze instytucji religijnych z autorytarną władzą polityczną.

Wspólnym mianownikiem nie jest więc ani ateizm, ani religia.

Jest nim dogmatyzm połączony z władzą.

Harich i Kołakowski – dwie drogi po 1956 roku

Wolfgang Harich zmarł w 1995 r.

Leszek Kołakowski w 2009 r.

Kołakowski został jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich filozofów XX wieku. W 1997 r. otrzymał Order Orła Białego, a jego książki pozostają przedmiotem debat dotyczących religii, marksizmu, wolności i europejskiej kultury.

Harich pozostał postacią znacznie bardziej tragiczną i paradoksalną.

W 1956 r. wystąpił przeciw skostniałemu systemowi Ulbrichta.

Później sam ponownie zwrócił się ku przekonaniu, że społeczeństwo potrzebuje silnej władzy, dyscypliny i daleko idącej kontroli.

I właśnie dlatego jego historia jest tak interesująca.

Pokazuje bowiem, że człowiek może zbuntować się przeciw dyktaturze, nie porzucając mentalności, z której dyktatura wyrasta.

Można odrzucić jednego wodza i nadal tęsknić za wodzem.

Można zakwestionować jeden dogmat i natychmiast stworzyć następny.

Można zostać skrzywdzonym przez system i później usprawiedliwiać przemoc podobnego systemu wobec innych.

Najgroźniejsza jest pewność, że posiadło się jedyną prawdę

Rok 1956 pozostaje czymś więcej niż rozdziałem historii komunizmu.

Poznański Czerwiec, polski Październik, powstanie węgierskie i ferment intelektualny w NRD były różnymi przejawami tego samego problemu: człowiek zaczynał domagać się prawa do myślenia poza granicami wyznaczonymi przez instytucję.

I właśnie tego najbardziej obawiał się system.

Nie samych książek.

Nie filozofów.

Nie dyskusyjnych klubów.

Bał się człowieka, który przestaje wierzyć, że istnieje urząd mający prawo decydować za niego, co jest prawdą.

Dlatego doświadczenie Wolfganga Haricha, Waltera Janki, Paula Merkera, Roberta Havemanna i Leszka Kołakowskiego wykracza daleko poza historię NRD, PRL czy marksizmu.

Dotyczy każdego systemu, który wymaga posłuszeństwa wobec niepodważalnego dogmatu.

Politycznego.

Narodowego.

Religijnego.

Ideologicznego.

Autorytaryzm zaczyna się nie wtedy, gdy na ulicach pojawiają się czołgi. Zaczyna się wcześniej — kiedy człowiekowi odbiera się prawo do powiedzenia: „nie wierzę wam, chcę sprawdzić to sam”.

Dlatego najlepszą ochroną przed kolejnym Stalinem, kolejną teokracją i kolejnym kultem wodza nie jest zastąpienie jednej świętej doktryny inną.

Jest nią wolność myślenia, świeckie państwo, pluralizm, krytyka władzy i prawo człowieka do życia bez politycznych oraz religijnych strażników jego sumienia.

Mao Tse Tung. Jak autorytaryzm buduje kult wodza i wymazuje historię

© 2026 Antyteizm.pl by Agencja SEPSIS  |  Kadence WP  |  Polityka prywatności