Grzegorz Braun między ołtarzem a Moskwą. Religijna mitologia i propaganda zbieżna z interesem Kremla
Na polskiej scenie publicznej Grzegorz Braun od lat przedstawia się jako obrońca tradycji, katolicyzmu, suwerenności i „prawdziwego patriotyzmu”. Im dłużej jednak przyglądać się jego publicznym wystąpieniom, politycznym sojuszom i środowisku, które wokół siebie gromadzi, tym wyraźniej widać, że nie chodzi tu wyłącznie o konserwatyzm czy religijny radykalizm. Chodzi o znacznie groźniejszą mieszankę: fanatyzm religijny, antyzachodni resentyment i narrację zbieżną z rosyjską propagandą.
To właśnie ten splot czyni Brauna postacią szczególnie niebezpieczną. Nie dlatego, że mówi rzeczy kontrowersyjne. W demokracji kontrowersja sama w sobie nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy polityk ubrany w język wiary, narodu i cywilizacyjnej misji zaczyna powtarzać tezy, które od lat służą osłabianiu Polski, rozbijaniu wspólnoty Zachodu i podważaniu solidarności z napadniętą Ukrainą.
Rosyjska narracja po polsku
W środowisku Brauna od dawna pojawiają się osoby znane z rozpowszechniania przekazu korzystnego dla Kremla. Pojawiają się nazwiska ludzi, którzy występowali w rosyjskich lub białoruskich mediach, jeździli do Moskwy, współpracowali z ośrodkami powiązanymi z rosyjską polityką wpływu albo publicznie bronili tez zgodnych z interesem Kremla. Wśród nich pojawiają się między innymi Mateusz Piskorski, Tomasz Jankowski, Bartosz Bekier, Agnieszka Piwar, Włodzimierz Skalik czy Sławomir Ozdyk.
To nie jest przypadkowy zbiór egzotycznych znajomości. Z opisu wyłania się środowisko, w którym stale powracają te same motywy:
Ukraina jako rzekomy prowokator, Zachód jako winowajca wojny, Rosja jako państwo niesłusznie demonizowane, Białoruś jako ofiara propagandy, a Polska jako kraj rzekomo wpychany w cudzy konflikt przez obce interesy.
To właśnie rdzeń współczesnej rosyjskiej wojny informacyjnej. Nie musi ona polegać na tym, by Polacy pokochali Rosję. Wystarczy, że część opinii publicznej zacznie nienawidzić Zachodu bardziej niż rosyjskiego imperializmu. Wystarczy, że zacznie kwestionować sens wspierania Ukrainy. Wystarczy, że zacznie uważać państwo polskie za marionetkę, a wspólnotę euroatlantycką za wroga większego niż Kreml. Braun i jego otoczenie dokładnie w tę szczelinę uderzają.
Religia jako osłona politycznej manipulacji
W przypadku Brauna szczególnie istotne jest to, że przekaz prorosyjski nie występuje u niego w wersji świeckiej, technokratycznej czy geopolitycznej. On zostaje opakowany w religijny mit, mesjanizm i narrację quasi-apokaliptyczną.
Braun nie buduje swojego przekazu jedynie na analizie stosunków międzynarodowych. Znacznie chętniej sięga po język objawień, znaków, duchowej misji i cywilizacyjnej walki dobra ze złem. W jego politycznej opowieści religia nie pełni funkcji prywatnej wiary ani moralnej refleksji. Religia staje się narzędziem mobilizacji politycznej. Ma zastąpić rozum, dowód, analizę i odpowiedzialność.
Szczególnie wymowny jest wątek filmu o objawieniach w Gietrzwałdzie, w którym Braun łączy katolicki cud z interpretacją dziejów wojny i geopolityki. To modelowe zjawisko dla polityki skrajnej prawicy: rzeczywistość przestaje być analizowana przez fakty, a zaczyna przez znaki, symbole, przeznaczenie i sakralizowaną wizję historii. W ten sposób można wmówić ludziom niemal wszystko, bo spór przestaje dotyczyć danych, a zaczyna dotyczyć wiary.
I tu widać prawdziwy sens tej religijnej propagandy. Ona nie służy wyłącznie obronie katolicyzmu. Ona służy rozbrojeniu krytycznego myślenia. Gdy polityk przekonuje, że zna „głębszy sens” wydarzeń, że widzi ukryty plan dziejów, że zachodnie media kłamią, a tylko on odsłania prawdę — wówczas religia zamienia się w polityczne narzędzie odurzenia.
Od antyukraińskości do osłabiania Polski
W opisywanym środowisku obsesyjnie powraca jeden temat: Ukraina. Nie Rosja jako agresor, nie imperializm Kremla, nie zbrodnie wojenne, nie brutalna napaść na sąsiedni kraj, lecz właśnie Ukraina jako rzekome źródło chaosu, zagrożenia i destabilizacji.
To bardzo charakterystyczne. Propaganda rosyjska działa najskuteczniej nie wtedy, gdy ktoś jawnie wychwala Putina, lecz wtedy, gdy nieustannie podważa wiarygodność ofiary agresji i osłabia wolę oporu wobec agresora. Wtedy przekaz może udawać „antywojenny”, „realistyczny” albo „suwerennościowy”, choć w praktyce działa na korzyść silniejszego napastnika.
Braun i jego współpracownicy bardzo często mówią językiem rzekomego pokoju. Ale nie jest to język pokoju opartego na prawie międzynarodowym, bezpieczeństwie i obronie napadniętych. To język kapitulacji podszytej cynizmem. Taki przekaz ma wmówić Polakom, że największym zagrożeniem nie jest rosyjska ekspansja, lecz własne sojusze, własne zobowiązania i własna solidarność z ofiarami agresji.
W praktyce oznacza to osłabianie Polski. Bo Polska nie staje się bezpieczniejsza, kiedy przestaje rozumieć, kto w regionie prowadzi imperialną politykę. Polska staje się wtedy bardziej podatna na presję, chaos i izolację.
Środowisko Brauna i sieć „dziwnych znajomości”
W środowisku Brauna pojawia się wiele nazwisk osób od lat kojarzonych z prorosyjskimi środowiskami, wyjazdami do Moskwy, obecnością w mediach Kremla, współpracą z białoruską propagandą albo promocją tez zgodnych z rosyjską linią polityczną. Część z tych osób występowała publicznie jako komentatorzy, część jako politycy, część jako publicyści, wydawcy lub działacze.
Kluczowe jest jednak co innego: Braun nie odcina się od tego środowiska. Przeciwnie — w wielu przypadkach współpracuje z nim, wspiera je politycznie, zaprasza do wspólnych działań, promuje jego przedstawicieli albo buduje wokół nich swoją formację.
To ważniejsze niż pojedyncze zdjęcie, pojedynczy wyjazd czy jeden wywiad. W polityce liczy się wzór zachowań. A ten wzór wygląda tu bardzo niepokojąco: wokół Brauna regularnie pojawiają się ludzie, których aktywność od lat zbiega się z rosyjskim interesem strategicznym.
Prawica, skrajna prawica, pseudokatolicyzm
Największym paradoksem Braunizmu jest to, że ten nurt przedstawia się jako obrona Polski, a w praktyce niszczy fundamenty nowoczesnej wspólnoty politycznej. Zamiast odpowiedzialnego patriotyzmu proponuje mistykę oblężonej twierdzy. Zamiast analizy proponuje obsesję. Zamiast obywatelskości proponuje kult wodza, symboli i religijnej gorączki.
To nie jest klasyczny konserwatyzm. To nie jest nawet zwykły nacjonalizm. To jest pseudokatolicki autorytaryzm, który szuka wsparcia wszędzie tam, gdzie można uderzyć w liberalną demokrację, prawa człowieka, Unię Europejską, pluralizm i świeckie państwo. Dlatego tak łatwo spotyka się z rosyjską narracją. Bo Kreml od lat inwestuje właśnie w takie siły: antyliberalne, antyzachodnie, reakcyjne, rozpalone tożsamościowo, wrogie nowoczesności.
Religia odgrywa tu rolę idealnego paliwa. Nie trzeba niczego udowadniać. Wystarczy wzbudzić emocje: strach, poczucie zagrożenia, gniew na „elity”, nienawiść do obcych, podejrzliwość wobec demokracji i przekonanie, że wszystko jest częścią wielkiego spisku przeciw narodowi i wierze. To właśnie dlatego propaganda religijna tak dobrze łączy się z propagandą rosyjską. Obie opierają się na tym samym mechanizmie: człowiek ma wierzyć, nie myśleć.
Sprzeciw wobec takiej polityki jest obowiązkiem intelektualnym
Portal antyteizm.pl nie musi zajmować się Braunem dlatego, że jest on tylko kolejnym radykałem z marginesu. Powinien zajmować się nim dlatego, że Braun pokazuje, do czego prowadzi polityczne wykorzystywanie religii. Kiedy wiara przestaje być prywatnym światopoglądem, a staje się bronią ideologiczną, bardzo szybko zaczyna służyć siłom autorytarnym.
Nie chodzi więc wyłącznie o Rosję. Chodzi o szerszy mechanizm. Religia w rękach politycznego fanatyka może usprawiedliwiać niemal wszystko: pogardę dla demokracji, wrogość wobec praw człowieka, nienawiść do mniejszości, obsesję spiskową, antyukraińską histerię, a nawet sympatię wobec narracji obcego mocarstwa. To właśnie dlatego świeckość państwa i racjonalizm są tak ważne. Bo tam, gdzie politykę prowadzi się w oparciu o objawienia, mesjanizm i świętą wojnę z nowoczesnością, kończy się obywatelska wolność.
Zakończenie
Grzegorz Braun nie jest tylko ekscentrycznym politykiem od skandali. Jest symbolem groźnego zjawiska: sojuszu religijnego fanatyzmu z narracją osłabiającą Polskę od środka. W tym układzie Moskwa nie musi nawet wydawać rozkazów. Wystarczy, że znajdą się ludzie, którzy z własnego przekonania, ambicji albo ideologicznej obsesji będą mówić to, co Kreml chce usłyszeć i co Kreml chce powielać.
Największym zagrożeniem nie jest dziś tylko jawna propaganda z zewnątrz. Największym zagrożeniem są ci, którzy nadają jej polską twarz, katolicką oprawę i patriotyczne hasła.
To właśnie dlatego Braun i jego środowisko trzeba analizować nie tylko jako skrajną prawicę. Trzeba je analizować jako przykład tego, jak religia może stać się wehikułem politycznej ciemnoty, dezinformacji i autorytarnego odruchu. A z taką mieszanką nie wygrywa się modlitwą ani narodowym rytuałem. Z nią wygrywa się wyłącznie rozumem, świeckością i odwagą nazywania rzeczy po imieniu.

Źródło: YouTube