In God We Trust. Dlaczego religijna dewiza nie powinna reprezentować wszystkich obywateli?
Przez dziesięciolecia miliony ludzi na całym świecie przyzwyczaiły się do widoku napisu „In God We Trust” („Bogu ufamy”) na amerykańskich banknotach, monetach, budynkach publicznych czy salach sądowych. Dla wielu osób jest to jedynie tradycyjny element amerykańskiej symboliki. Dla innych stanowi jednak poważny problem związany z neutralnością światopoglądową państwa.
Warto pamiętać, że dewiza ta nie jest tak stara, jak często się sugeruje. „In God We Trust” stało się oficjalnym mottem Stanów Zjednoczonych dopiero w 1956 roku, kiedy ustawę podpisał prezydent Dwight D. Eisenhower. Wcześniej przez blisko dwa stulecia funkcjonowało inne hasło – „E Pluribus Unum” („Z wielu – jeden”), podkreślające jedność obywateli niezależnie od ich pochodzenia, religii czy przekonań. Zmiana nastąpiła w okresie zimnej wojny, gdy amerykańskie władze chciały odróżnić USA od ateistycznego Związku Radzieckiego.
Państwo wszystkich obywateli czy tylko wierzących?
Największy problem z dewizą „In God We Trust” polega na tym, że sugeruje ona istnienie wspólnego religijnego przekonania całego społeczeństwa. Tymczasem współczesne Stany Zjednoczone są krajem niezwykle zróżnicowanym światopoglądowo.
Mieszkają tam chrześcijanie różnych wyznań, żydzi, muzułmanie, hinduiści, buddyści, osoby wierzące w inne bóstwa, agnostycy oraz ateiści. W takim społeczeństwie państwo powinno reprezentować wszystkich obywateli jednakowo.
Gdy państwo oficjalnie ogłasza „Bogu ufamy”, automatycznie pojawia się pytanie: któremu bogu? Chrześcijańskiemu? Żydowskiemu? Muzułmańskiemu? A może któremuś z tysięcy bóstw czczonych przez ludzkość na przestrzeni dziejów?
Jeszcze bardziej problematyczna jest sytuacja obywateli niewierzących. Ateista płacący podatki, służący w wojsku czy uczestniczący w życiu publicznym nie ufa żadnemu bogu. Oficjalna dewiza państwa przypisuje mu jednak pogląd, którego nie podziela.
Sprzeczność z ideą rozdziału państwa od religii
Stany Zjednoczone często przedstawiane są jako wzór świeckiego państwa. Konstytucja USA zabrania ustanowienia religii państwowej i gwarantuje wolność wyznania.
Mimo to od połowy XX wieku symbole religijne zaczęły coraz mocniej przenikać do przestrzeni publicznej. W 1954 roku do przysięgi na flagę dodano słowa „under God” („pod Bogiem”), a dwa lata później przyjęto dewizę „In God We Trust”. Obie decyzje były związane z napięciami zimnowojennymi i walką propagandową przeciwko komunizmowi.
Nie zmienia to jednak faktu, że państwo deklarujące neutralność światopoglądową nie powinno promować żadnej konkretnej wizji rzeczywistości metafizycznej.
Lepsza alternatywa już istnieje
Paradoksalnie Stany Zjednoczone posiadały wcześniej motto znacznie lepiej oddające ducha nowoczesnej demokracji.
„E Pluribus Unum” – „Z wielu – jeden” nie odwołuje się do religii, nie wyklucza nikogo i nie faworyzuje żadnej grupy światopoglądowej. Podkreśla natomiast wspólnotę obywateli tworzących jedno państwo pomimo różnic kulturowych, etnicznych i religijnych. Przez wiele lat było ono faktycznym symbolem amerykańskiej jedności.
W przeciwieństwie do „In God We Trust”, hasło to nie wymaga wiary w istoty nadprzyrodzone. Wystarczy uznanie, że społeczeństwo może budować wspólną przyszłość dzięki współpracy ludzi, a nie dzięki nadprzyrodzonej opiece.
Moralność bez nadprzyrodzonych gwarancji
Zwolennicy obecnej dewizy często twierdzą, że przypomina ona o moralnych fundamentach społeczeństwa. Problem polega na tym, że historia nie dostarcza dowodów, iż wiara w boga automatycznie prowadzi do lepszych zachowań społecznych.
Najbardziej religijne społeczeństwa świata nie zawsze są najbardziej pokojowe, sprawiedliwe czy demokratyczne. Z drugiej strony wiele państw o wysokim poziomie sekularyzacji osiąga bardzo dobre wyniki pod względem bezpieczeństwa, zaufania społecznego, praw człowieka czy jakości życia.
Moralność nie potrzebuje boskiego nadzoru. Wynika z empatii, współpracy, odpowiedzialności i zdolności ludzi do rozumienia konsekwencji własnych działań.
Podsumowanie
Hasło „In God We Trust” jest produktem określonego momentu historycznego, a nie ponadczasową zasadą demokracji. Powstało w atmosferze zimnej wojny i politycznej rywalizacji ze Związkiem Radzieckim. Nie odzwierciedla jednak różnorodności współczesnego społeczeństwa ani idei pełnej neutralności światopoglądowej państwa.
Jeżeli państwo ma należeć do wszystkich obywateli, powinno unikać deklaracji religijnych i pozostawać wspólną przestrzenią dla wierzących oraz niewierzących. W tym sensie dawne amerykańskie motto „E Pluribus Unum” wydaje się znacznie bardziej demokratyczne, bardziej inkluzywne i po prostu bardziej uczciwe wobec wszystkich obywateli.
