Iran spełnia sny polskiej prawicy: Deportacje, represje i kozły ofiarne
W cieniu sankcji, wojny i napięć społecznych Iran rozpoczyna masową deportację afgańskich migrantów. Oficjalna propaganda wiesza na nich psy – dosłownie i metaforycznie. W tym samym czasie, nad Wisłą, politycy prawicy również szukają kozłów ofiarnych wśród uchodźców.
Lipiec 2025. W Iranie rządzący reżim ajatollahów w odpowiedzi na niezadowolenie społeczne ucieka się do starego, dobrze znanego mechanizmu: wskazuje winnych. Są nimi Afgańczycy, sunnici, ludzie o innym pochodzeniu etnicznym, a przede wszystkim – ci, których łatwo można wyrzucić poza nawias wspólnoty. To strategia nacjonalizmu, który – choć przebrany w religijne szaty – działa wszędzie tak samo: wyklucza, dzieli, zastrasza.
Afgańczyków w Iranie mieszkało ponad 6 milionów. Większość bez statusu, bez praw, bez ochrony. Gdy irańska władza zaczęła tonąć w kryzysach – wewnętrznych i zewnętrznych – to właśnie ich postanowiono uczynić „pionkiem Mosadu”, „zagrożeniem dla kobiet”, „obciążeniem dla gospodarki”. Znane? Brzmi jak przekaz dnia w polskiej debacie migracyjnej.
Iran idzie jednak dalej. Deportacje odbywają się masowo. Nieruchomości Afgańczyków są konfiskowane, ich dokumenty niszczone przez strażników. W oficjalnych mediach szerzy się pogarda, a nawet nawoływania do sterylizacji afgańskich kobiet. Pojawia się język rodem z najciemniejszych epok historii XX wieku.
Afgańscy migranci, którzy przez lata pracowali w Iranie, są dziś traktowani jak wrogowie. Ich jedynym „grzechem” jest to, że nie są Irańczykami szyitami. Że nie wpisują się w nacjonalistyczną wizję „czystości” państwa.
Ale ten język nie jest obcy także naszej przestrzeni publicznej. Polski „Ruch Obrony Granic” również publikuje zdjęcia ludzi o ciemniejszym kolorze skóry z podpisami „Już tu są”. Zarówno w Teheranie, jak i w Warszawie, konserwatywne rządy wykorzystują lęk i rasizm jako paliwo polityczne. Oba państwa zatrudniają migrantów „na czarno” – i jednocześnie nimi straszą. Oba potrzebują wroga, by ukryć własną niewydolność.
Nacjonalizm, gdy połączy się z religią, zamienia się w maszynę opresji. A gdy dodać do tego jeszcze autorytarne państwo, otrzymujemy mechanizm, który depcze godność człowieka – niezależnie od tego, czy chodzi o Afgańczyka z Heratu, czy Syryjczyka z Aleppo.
Migranci są w Iranie nazywani „wędrownymi ptakami”. Ale zamiast wolności, spotyka ich klatka – i pogarda. Dla władzy stają się tym samym, czym Żydzi byli w 1968 roku dla PRL-u: problemem, którego rozwiązanie buduje poparcie.
źródło: Wyborcza.pl