Kardynał Dziwisz przed sądem. Czy autorytet religijny może stać ponad obowiązkiem obywatela?
Przez lata instytucje religijne budowały wokół swoich najwyższych przedstawicieli aurę wyjątkowości. Tymczasem demokratyczne państwo prawa opiera się na prostej zasadzie – wszyscy są równi wobec sądu, niezależnie od pełnionej funkcji, stroju czy pozycji społecznej. Właśnie dlatego sprawa dotycząca kardynała Stanisława Dziwisza budzi tak duże zainteresowanie opinii publicznej.
Nieobecność świadka w procesie o 20 milionów złotych
22 czerwca kardynał Stanisław Dziwisz nie pojawił się przed Sądem Okręgowym w Krakowie, gdzie został wezwany jako świadek w procesie wytoczonym Archidiecezji Krakowskiej oraz parafii przez Janusza Szymika.
Powód domaga się 20 milionów złotych odszkodowania, twierdząc, że odpowiedzialność za doznane krzywdy ponosi nie tylko sprawca, ale również instytucja, która przez lata miała nie reagować na sygnały o przestępstwach seksualnych popełnianych przez ks. Jana Wodniaka – wieloletniego proboszcza w Międzybrodziu Bialskim, wcześniej sekretarza kard. Franciszka Macharskiego.
Choroba czy aktywność publiczna?
Pełnomocnicy hierarchy poinformowali sąd, że przyczyną nieobecności był zły stan zdrowia.
Jednak publicznie dostępne informacje dotyczące działalności kardynała w czerwcu pokazują, że jeszcze przed terminem rozprawy uczestniczył on w wielu wydarzeniach:
- 12 czerwca brał udział w Forum Instytucji Papieskich w Krakowie,
- 13 czerwca spotkał się z młodzieżą w Bibicach,
- 17 czerwca udzielał bierzmowania w parafii Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Nowym Prokocimiu,
- 21 czerwca uczestniczył w obchodach 25-lecia parafii Chrystusa Króla na krakowskim Osiedlu Gotyk.
Ta rozbieżność zwróciła uwagę prowadzącej sprawę sędzi Moniki Szczepaniec-Czech, która zażądała przedstawienia odpowiedniego zaświadczenia od lekarza sądowego.
Zwykłe L4 nie wystarcza
Polskie przepisy są w tej kwestii jednoznaczne. Jeśli świadek nie może uczestniczyć w rozprawie z powodów zdrowotnych, wymagane jest zaświadczenie wystawione przez lekarza sądowego.
Jak wyjaśnił rzecznik ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Krakowie, sędzia Zbigniew Zgud, dokument od zwykłego lekarza nie spełnia wymogów procesowych.
Według informacji przekazanych sądowi kardynał początkowo dostarczył właśnie takie zaświadczenie, dlatego został zobowiązany do przedstawienia dokumentu wystawionego przez uprawnionego lekarza sądowego.
Wyjazd do Watykanu zamiast rozprawy?
Następny termin przesłuchania wyznaczono na 15 lipca. Wówczas pełnomocnicy reprezentujący archidiecezję poinformowali, że kardynał planuje wyjazd z Krakowa, między innymi do Watykanu, skąd ma wrócić dopiero na początku sierpnia.
Sędzia zwróciła uwagę na oczywistą sprzeczność. Skoro świadek twierdzi, że stan zdrowia uniemożliwia mu udział w rozprawie, to wielotygodniowa podróż zagraniczna rodzi uzasadnione pytania.
Dlatego sąd zażądał przedstawienia dokumentów potwierdzających planowany wyjazd, takich jak bilety czy rezerwacje hotelowe.
Jednocześnie przypomniano, że świadek ma obowiązek stawić się przed sądem, a brak wiarygodnego usprawiedliwienia może skutkować grzywną, a nawet przymusowym doprowadzeniem przez policję.
Kardynał odpowiada
Kolejny termin przesłuchania wyznaczono na 3 sierpnia.
Sam kardynał Stanisław Dziwisz zapewnia, że nie zamierza unikać składania zeznań. Twierdzi, że ma trudności z poruszaniem się i oczekuje uwzględnienia swojej sytuacji zdrowotnej.
Podkreśla również, że przez 27 lat służył papieżowi Janowi Pawłowi II oraz Polsce i oczekuje szacunku zarówno dla swojej osoby, jak i pełnionej funkcji. Wskazuje także, że posiada zarówno paszport dyplomatyczny watykański, jak i polski.
Hierarcha zaznacza, że przekazał już sądowi wymagane zaświadczenie od lekarza sądowego i dopuszcza zarówno osobiste stawiennictwo w budynku sądu, jak i możliwość przesłuchania w miejscu zamieszkania przy ul. Kanoniczej w Krakowie.
Na moment publikacji sąd nie zdecydował jeszcze, czy nieobecność z 22 czerwca uzna za usprawiedliwioną.
Pełnomocnicy ofiary nie kryją oburzenia
Mecenas Krzysztof Mazur, reprezentujący Archidiecezję Krakowską, nie odniósł się do sprawy. Do komentarza odesłał do rzecznika kurii, ks. Piotra Studnickiego, który również nie udzielił odpowiedzi.
Zupełnie inaczej sytuację oceniają pełnomocnicy Janusza Szymika.
Jarosław Głuchowski zwraca uwagę, że instytucja odwołująca się do wartości chrześcijańskich powinna przede wszystkim okazać troskę osobie skrzywdzonej.
Jeszcze ostrzej wypowiada się mecenas Artur Nowak, podkreślając, że dla sądu świadek pozostaje po prostu obywatelem, a nie osobą stojącą ponad prawem. W jego ocenie trudno pogodzić liczne wyjazdy i udział w uroczystościach religijnych z twierdzeniem o niemożności stawienia się przed sądem.
Historia Janusza Szymika
Według relacji Janusza Szymika, dramat rozpoczął się w latach 80., gdy jako 12-letni ministrant był wielokrotnie wykorzystywany seksualnie przez ks. Jana Wodniaka.
Twierdzi, że przestępstwa miały miejsce setki razy. Wspomina, że duchowny zapraszał go po wieczornej mszy na plebanię, gdzie dochodziło do kolejnych aktów przemocy seksualnej.
W liście skierowanym sześć lat temu do papieża Franciszka opisywał wieloletnie cierpienie oraz fakt, że przez ponad dwadzieścia lat musiał oglądać swojego oprawcę pełniącego funkcję duchownego cieszącego się autorytetem lokalnej społeczności.
Kościelne postępowanie zakończyło się uznaniem winy ks. Jana Wodniaka, który został usunięty ze stanu kapłańskiego.
Spór dotyczy także odpowiedzialności instytucji
Pozew nie ogranicza się wyłącznie do odpowiedzialności sprawcy.
Janusz Szymik uważa, że Archidiecezja Krakowska oraz parafia przez lata nie podjęły skutecznych działań, mimo informacji o zachowaniu duchownego.
Według mecenasa Artura Nowaka problem ma charakter systemowy. W jego ocenie instytucja nie stworzyła skutecznych procedur ochrony dzieci, nie prowadziła przejrzystych statystyk i nie reagowała odpowiednio na sygnały o zagrożeniu.
Właśnie dlatego przesłuchanie kardynała Stanisława Dziwisza może mieć istotne znaczenie dla ustalenia, czy dochodziło do tuszowania przestępstw.
Kolejne nazwiska pojawiające się w sprawie
Janusz Szymik twierdzi, że dwukrotnie informował o przestępstwach przełożonego sprawcy – abp. Tadeusza Rakoczego. Pierwszy raz w 1992 roku, po utworzeniu diecezji bielsko-żywieckiej, a drugi raz w 2007 roku.
Z kolei kardynał Stanisław Dziwisz utrzymuje, że nie znał historii dotyczącej ks. Jana Wodniaka.
Inną wersję przedstawiał zmarły ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski, który twierdził, że już w 2012 roku przekazał metropolicie krakowskiemu dokumenty dotyczące zachowania duchownego.
Działania Watykanu i organów państwa
Po analizie sprawy Watykan nie dopatrzył się zaniedbań w działaniach większości hierarchów. Jedyną osobą ukaraną został abp Tadeusz Rakoczy.
Nałożono na niego zakaz uczestniczenia w publicznych celebracjach i spotkaniach, zakaz udziału w zebraniach plenarnych Konferencji Episkopatu Polski, obowiązek życia w duchu pokuty oraz wpłatę środków na rzecz Fundacji Świętego Józefa, wspierającej działania prewencyjne i pomoc osobom skrzywdzonym.
Wcześniej honorowe obywatelstwa odebrały mu miasta Kęty i Oświęcim.
Sprawę badała również Państwowa Komisja ds. Pedofilii, która skierowała zawiadomienie do prokuratury wobec Tadeusza Rakoczego, Piotra Gregera, Romana Pindla oraz kard. Stanisława Dziwisza.
Jednak Prokuratura Rejonowa w Żywcu odmówiła wszczęcia śledztwa, uznając, że w czasie opisywanych wydarzeń obowiązujące przepisy nie nakładały na duchownych prawnego obowiązku zawiadamiania organów ścigania.
W procesie dotyczącym 20-milionowego odszkodowania sąd przesłuchał już biskupa Tadeusza Rakoczego oraz biskupa Piotra Gregera, którzy stawili się w wyznaczonych terminach.
Autorytet nie może zastępować odpowiedzialności
Sprawa ta po raz kolejny pokazuje problem, który od lat powraca przy okazji skandali związanych z instytucjami religijnymi. Gdy pojawiają się zarzuty dotyczące ochrony osób skrzywdzonych, część hierarchów odwołuje się przede wszystkim do własnego autorytetu i zasług, zamiast skupić się na pełnym wyjaśnieniu okoliczności.
W państwie prawa o wiarygodności nie powinny decydować kościelne godności ani polityczne wpływy, lecz dowody oraz równe traktowanie wszystkich uczestników postępowania. Dlatego niezależne i konsekwentne działania sądu są ważnym sygnałem, że nawet osoby zajmujące najwyższe stanowiska w strukturach religijnych powinny podlegać takim samym obowiązkom jak każdy obywatel.
