Antyteizm.pl Antyteizm.pl

Kardynał Dziwisz w końcu zeznawał. Sąd bada odpowiedzialność Kościoła za tuszowanie przestępstw

Antyklerykalizm • 11 sierpnia 2026

Po dwóch wcześniejszych nieobecnościach kardynał Stanisław Dziwisz wreszcie stawił się 3 sierpnia przed sądem w Krakowie, gdzie przez ponad godzinę składał zeznania w procesie wytoczonym Archidiecezji Krakowskiej przez Janusza Szymika – ofiarę wieloletnich przestępstw seksualnych popełnianych przez księdza Jana Wodniaka.

Sprawa ponownie pokazuje, że przez dziesięciolecia instytucje religijne znacznie skuteczniej chroniły własny autorytet niż osoby skrzywdzone. Dopiero po latach ofiary próbują dochodzić sprawiedliwości przed świeckim wymiarem sprawiedliwości.

20 milionów złotych zadośćuczynienia

Janusz Szymik domaga się od Archidiecezji Krakowskiej oraz parafii, w której posługiwał Jan Wodniak, 20 milionów złotych odszkodowania. Twierdzi, że jako dziecko był molestowany seksualnie kilkaset razy, a pierwszych przestępstw wobec niego duchowny miał dopuścić się, gdy chłopiec miał 12 lat.

Przestępstwa miały miejsce w parafii w Międzybrodziu Bialskim, która do 1992 roku należała do diecezji krakowskiej, a następnie została włączona do nowo utworzonej diecezji bielsko-żywieckiej.

Co istotne, Watykan dwa lata temu uznał winę Jana Wodniaka w postępowaniu kościelnym i usunął go ze stanu kapłańskiego. Oznacza to, że sama instytucja kościelna potwierdziła odpowiedzialność duchownego.

Dziwisz wcześniej nie pojawiał się w sądzie

Przed sierpniową rozprawą kardynał dwukrotnie nie stawił się przed sądem, tłumacząc nieobecność problemami zdrowotnymi oraz wyjazdem do Watykanu.

Sąd zobowiązał go do przedstawienia zaświadczenia lekarza sądowego oraz dokumentów potwierdzających podróż. Po ich dostarczeniu obie nieobecności zostały uznane za usprawiedliwione. W przeciwnym razie duchownemu mogła grozić grzywna, a nawet przymusowe doprowadzenie przez policję.

Jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy kardynał spotkał na sądowym korytarzu Janusza Szymika. Przywitał się z nim i zamienił kilka zdań, później twierdząc, że wcześniej go nie znał.

„Nie wiedziałem nic o Janie Wodniaku”

Podczas przesłuchania Stanisław Dziwisz utrzymywał, że nie miał żadnych kontaktów z Janem Wodniakiem i nic nie wiedział o jego działalności.

Zapewniał również, że mimo bliskiej znajomości z kardynałem Franciszkiem Macharskim nigdy nie rozmawiał z nim o Wodniaku, który wcześniej był jego osobistym sekretarzem.

Były metropolita argumentował, że przez ponad 30 lat przebywał w Watykanie, dlatego nie interesował się sprawami diecezji krakowskiej. Według niego w tamtych latach kontakt z Polską był utrudniony, a powodów odwołania Wodniaka z funkcji sekretarza kardynała Macharskiego miał nie znać.

Zaprzeczył również, aby pozostawał z Janem Wodniakiem w bliskich relacjach.

Zdjęcia z prywatnego archiwum wywołały spór

Pełnomocnicy Janusza Szymika przedstawili sądowi fotografie pochodzące z prywatnego archiwum.

Według adwokata Jarosława Głuchowskiego przedstawiają one kardynała Dziwisza oraz Jana Wodniaka na plaży, w strojach kąpielowych, wraz z jeszcze jedną osobą.

Kardynał zaprzeczył, aby rozpoznawał zarówno siebie, jak i Wodniaka na tych fotografiach. Twierdził również, że nigdy nie był z nim na plaży, dodając, że zdjęcia – jeśli rzeczywiście pochodzą sprzed około 50 lat – są zbyt stare, aby mógł kogokolwiek rozpoznać.

List księdza Tadeusza Isakowicza-Zalewskiego

W trakcie przesłuchania potwierdzono również, że Stanisław Dziwisz otrzymał list od nieżyjącego już księdza Tadeusza Isakowicza-Zalewskiego, dotyczący części duchownych archidiecezji krakowskiej.

Kardynał zeznał, że przekazał pismo do kurii w Krakowie, skąd zostało ono wysłane do Watykanu.

Jak twierdził, dokument dotyczył przede wszystkim zarzutów współpracy niektórych księży z SB, natomiast o Janie Wodniaku miało znajdować się jedynie kilka zdań. Dodał również, że nie pamięta, czy pojawiało się tam nazwisko Janusza Szymika.

Według kardynała późniejsza komisja z Watykanu uznała jego działania za prawidłowe.

„O sprawie dowiedziałem się z prasy”

Kardynał utrzymywał także, że przed 1992 rokiem nie dotarły do niego żadne informacje o zachowaniu Jana Wodniaka.

Zapewniał, że z historią Janusza Szymika zetknął się dopiero dzięki publikacjom medialnym.

Po zakończeniu przesłuchania odmówił odpowiedzi na pytania dziennikarzy, stwierdzając jedynie, że wszystko, co miał do powiedzenia, przekazał przed sądem.

Szymik: zeznania przeczą zgromadzonym dowodom

Po rozprawie Janusz Szymik ocenił, że relacja kardynała pozostaje w wyraźnej sprzeczności z materiałem dowodowym.

W jego ocenie przedstawione fotografie wskazują na znacznie bliższe relacje z Janem Wodniakiem, niż wynika to z zeznań hierarchy. Zdaniem powoda trudno uznać wspólne wyjazdy czy pobyt na plaży za zwykłe relacje służbowe.

Szymik podkreślił również, że najpóźniej w 2012 roku, po otrzymaniu listu od księdza Tadeusza Isakowicza-Zalewskiego, kardynał miał już posiadać informacje dotyczące jego sprawy. Według niego opis przestępstw był pierwszym załącznikiem do tego pisma.

Kościół chce włączyć do procesu Skarb Państwa

Podczas rozprawy ujawniono również, że pełnomocnicy Archidiecezji Krakowskiej złożyli wniosek o przypozwanie do sprawy także Skarbu Państwa.

Argumentują oni, że dokumenty Służby Bezpieczeństwa wskazują, iż Jan Wodniak był tajnym współpracownikiem komunistycznych służb, które miały zapewniać mu ochronę w zamian za przekazywane informacje dotyczące duchowieństwa.

Adwokat Stanisław Kłys, reprezentujący archidiecezję, przekonywał, że gdyby państwowe organy odpowiednio zareagowały na posiadane informacje, część przestępstw mogłaby nie zostać popełniona.

Sąd nie podjął jeszcze decyzji w tej sprawie. Najpierw swoje stanowisko musi przedstawić Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Nie wiadomo, gdzie przebywa Jan Wodniak

W trakcie rozprawy okazało się również, że nadal nie udało się ustalić miejsca pobytu Jana Wodniaka, który również ma zostać przesłuchany jako świadek.

Sąd nałożył grzywnę w wysokości 3 tysięcy złotych na przeora eremu Braci Pięciu Męczenników w Bieniszewie, ponieważ nie odpowiedział na pytanie sądu, czy poszukiwany duchowny przebywa na terenie klasztoru.

Teraz ustaleniem miejsca pobytu byłego księdza ma zająć się policja.

Autorytet ponad odpowiedzialnością?

Proces w Krakowie po raz kolejny stawia pytanie o funkcjonowanie instytucji religijnych w sytuacjach, gdy ich przedstawiciele dopuszczają się ciężkich przestępstw. W miejsce szybkiej reakcji i pełnej transparentności przez lata pojawiały się zaprzeczenia, przerzucanie odpowiedzialności oraz spory o to, kto wiedział więcej i kiedy.

W demokratycznym państwie żadna organizacja – niezależnie od religijnego autorytetu czy historycznej pozycji – nie powinna korzystać z faktycznej ochrony przed odpowiedzialnością. O wiarygodności instytucji świadczy bowiem nie liczba deklaracji moralnych, lecz sposób reagowania na krzywdę najsłabszych i gotowość do pełnego rozliczenia własnych zaniedbań.

Kardynał Dziwisz w końcu zeznawał. Sąd bada odpowiedzialność Kościoła za tuszowanie przestępstw

© 2026 Antyteizm.pl by Agencja SEPSIS  |  Kadence WP  |  Polityka prywatności