Od „nigdy z PiS” do politycznej przystawki – jak Konfederacja zdradziła własnych wyborców
Jeszcze kilka miesięcy temu sympatycy Konfederacji w internecie powtarzali niemal chóralnie hasło: „Nigdy koalicji z PiS”. Tuż obok funkcjonowało inne – równie emocjonalne i skuteczne: „PiS/PO – jedno zło”. Tak wyglądał trzon kampanii wyborczej Konfederacji w 2023 roku. Ugrupowanie kreowało się na jedyną niezależną alternatywę – poza duopolem, „poza systemem”. Młodsze pokolenie, rozczarowane zarówno pisowską autorytarnością, jak i liberalnym konformizmem PO, chętnie uwierzyło w ten przekaz.
Dziś ten sam elektorat lajkuje posty Sławomira Mentzena, który już bez ogródek zapowiada możliwość współrządzenia z PiS. Co się zmieniło? W rzeczywistości – nic. To raczej obnażyła się prawda, którą wielu chciało wypierać: antysystemowa poza Konfederacji była jedynie cynicznym narzędziem zdobywania głosów, nie wyrazem rzeczywistej ideowości czy konsekwencji.
Ta zdrada własnego elektoratu nie jest jednak tylko kwestią politycznej hipokryzji. To symptom znacznie głębszego problemu: rosnącej podatności na nacjonalistyczną i autorytarną manipulację. Gdy hasła się zmieniają, racjonalizacje stają się bardziej desperackie: „może to dla dobra Polski”, „lepsze PiS niż Tusk”, „może LGBT i Unia to większe zagrożenie”. Tak działa dysonans poznawczy – by nie przyznać się do błędu, trzeba znaleźć nową narrację, która pozwoli zachować twarz.
Tę narrację dostarczają dziś algorytmy, farmy trolli i zamknięte bańki informacyjne. Na profilach polityków Konfederacji i PiS roi się od komentarzy, które wychwalają „patriotyzm”, straszą Brukselą, LGBT, zielonym ładem. Tworzy się nowa wspólnota – nie tyle ideowa, co oparta na wspólnym lęku, wspólnym „wrogu”. W efekcie rodzi się nowy konformizm: wczoraj było „nigdy z PiS”, dziś jest „lepsze PiS niż PO”, a jutro – pełna zgoda na politykę miesięcznic, katastroficznej narracji i obsesyjnej walki z „obcymi”.
To wszystko nie jest przypadkowe. Prawicowa propaganda działa jak narkotyk – ma swoje dawki, fazy i mechanizmy uzależnienia. Buduje poczucie zagrożenia i wyznacza fałszywe drogi ucieczki: gejów, uchodźców, ekologów, naukowców. I choć to właśnie rząd PiS sprowadzał rekordowe liczby imigrantów ekonomicznych, dziś to ich propaganda najgłośniej krzyczy o „obcych zalewających Polskę”. To nie tylko hipokryzja – to perfekcyjnie skrojony teatr, którego celem nie jest rozwiązywanie problemów, lecz kanalizowanie frustracji.
Konfederacja miała być „świeżym głosem”, „trzecią drogą”, alternatywą. Kończy jako przystawka autorytarnego projektu, którego celem jest podporządkowanie wszystkiego jednej nacjonalistyczno-katolickiej wizji Polski – Polski zamkniętej, przestraszonej, nienawidzącej.
Antynacjonalizm to dziś nie tylko sprzeciw wobec skrajnej prawicy. To obrona rozumu przed manipulacją. To obrona prawdy przed cynizmem. To obrona demokracji przed emocjonalnym szantażem.
Pozostaje pytanie: ilu wyborców Konfederacji odważy się dziś przyznać, że zostali oszukani? Ilu ma odwagę spojrzeć na rzeczywistość poza TikTokiem Mentzena i memami o „złym Tusku”? Ilu zrozumie, że prawdziwe zagrożenie nie leży w Brukseli, lecz w mechanizmach nacjonalistycznej indoktrynacji, które zmieniają wolnych ludzi w posłusznych żołnierzy ideologii!
źródło: Wiesci24.pl