Koniec religijnego przywileju? Tysiące katechetów tracą pracę po ograniczeniu lekcji religii
Przez ponad trzy dekady polscy podatnicy finansowali nauczanie jednej religii w szkołach publicznych, choć państwo powinno zachowywać światopoglądową neutralność. W efekcie powstał system, w którym dziesiątki tysięcy osób znalazły zatrudnienie dzięki obecności katechezy w planie lekcji. Teraz, gdy Ministerstwo Edukacji Narodowej ograniczyło liczbę godzin religii z dwóch do jednej tygodniowo, ten model zaczyna się chwiać.
Według danych MEN, w ciągu jednego roku szkolnego pracę straciło 4,5 tys. katechetów spośród 27,4 tys. zatrudnionych. Mimo tego ministra edukacji Barbara Nowacka stwierdziła w odpowiedzi skierowanej do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, że nie można mówić o masowych zwolnieniach.
Resort podkreśla, że liczba nauczycieli religii zmniejszyła się o około 16,5 proc., mimo iż liczba godzin została ograniczona o połowę.
Problemem nie są zwolnienia, lecz sam system
W debacie publicznej dominują dziś pytania o los katechetów. Tymczasem znacznie ważniejsze jest inne pytanie: czy państwo w ogóle powinno finansować etaty osób, których głównym zadaniem jest przekazywanie doktryny jednej wspólnoty religijnej?
Religia nie jest przedmiotem opartym na metodzie naukowej. Jej celem nie jest rozwijanie krytycznego myślenia, lecz przekazywanie określonych przekonań wyznaniowych. W praktyce oznacza to, że publiczne szkoły od lat finansowały proces religijnej indoktrynacji dzieci i młodzieży, a koszty ponosili wszyscy podatnicy – również osoby niewierzące oraz wyznawcy innych religii.
RPO zwraca uwagę na ochronę pracy
Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek wskazał, że ograniczeniu liczby godzin religii nie towarzyszyły odpowiednie rozwiązania osłonowe dla zatrudnionych.
Biuro RPO uważa, że należało wprowadzić odpowiednie okresy przejściowe oraz zadbać o ochronę praw pracowników. Zwraca również uwagę na poczucie dyskryminacji i niedocenienia zgłaszane przez część katechetów.
Nie zmienia to jednak faktu, że osoby podejmujące pracę polegającą na nauczaniu religii korzystały przez lata z wyjątkowego modelu finansowania, którego nie posiadały organizacje reprezentujące inne światopoglądy.
MEN spodziewał się jeszcze większych zmian
Co ciekawe, samo Ministerstwo Edukacji Narodowej wcześniej zakładało, że redukcja zatrudnienia może objąć nawet około 11 tys. katechetów.
Już wtedy pojawiły się propozycje przekwalifikowania nauczycieli religii. Wśród nowych możliwości wymieniano między innymi edukację zdrowotną.
Dwa lata wcześniej w rozmowie z RMF FM wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer przekonywała, że nie widzi przeszkód, aby także katecheci uczyli tego przedmiotu. Podkreślała, że każdy nauczyciel może ukończyć odpowiednie studia podyplomowe.
Jednak propozycja wywołała sprzeciw części środowisk kościelnych, ponieważ edukacja zdrowotna została przez nie przedstawiona jako element ideologicznego konfliktu. Powstała więc paradoksalna sytuacja – osoby nauczające religii miały prowadzić przedmiot publicznie krytykowany przez znaczną część hierarchii kościelnej.
Katecheci mówią o „ukrytym bezrobociu”
Zdaniem Stowarzyszenia Katechetów Świeckich (SKŚ) liczba 4,5 tys. osób, które utraciły pracę, nie pokazuje pełnego obrazu.
Tomasz Sypniewski twierdzi, że co najmniej drugie tyle katechetów zostało wypchniętych z zawodu poprzez tzw. ukryte bezrobocie.
Rzecznik SKŚ Dariusz Kwiecień wskazuje, że część osób przeszła na urlopy dla poratowania zdrowia, świadczenia kompensacyjne lub wcześniejsze emerytury.
Sam podaje przykład, że 12 lat temu rozpoczynał pracę z 27 godzinami, natomiast obecnie pozostało mu jedynie 9 godzin.
Według niego część nauczycieli zdołała się przekwalifikować lub prowadzi drugi przedmiot, jednak byli również tacy, którzy – jak twierdzi – musieli ustąpić miejsca księżom.
Kościół deklarował pomoc, ale przypomniał o wolontariacie
Jeszcze przed wejściem zmian Katarzyna Lubnauer apelowała do Kościoła katolickiego, aby ograniczył liczbę duchownych uczących religii w szkołach. Dzięki temu więcej miejsc pracy mogłoby pozostać dla katechetów świeckich.
Podobne deklaracje składał biskup Wojciech Osial, zapowiadając wsparcie oraz możliwość prowadzenia katechezy parafialnej, między innymi przygotowującej dzieci do Pierwszej Komunii Świętej.
Jednocześnie bp Wojciech Osial podkreślił, że działalność przy parafiach ma charakter wolontariackiej posługi, a nie normalnego zatrudnienia.
Dariusz Kwiecień przyznaje, że jako katechista działający przy parafii w Neokatechumenacie również wykonuje tę pracę społecznie, ponieważ – jak mówi – głoszenie Ewangelii odbywa się bez wynagrodzenia.
Państwo nie powinno finansować religijnej indoktrynacji
Cała sytuacja pokazuje konsekwencje modelu, który od początku budził poważne kontrowersje. Przez lata państwo finansowało etaty osób, których podstawowym zadaniem było przekazywanie nauczania jednej religii, podczas gdy przedstawiciele innych światopoglądów nie otrzymywali podobnego wsparcia.
Dzisiejszy spór o zwolnienia nie powinien przesłaniać zasadniczej kwestii. Publiczna szkoła nie jest miejscem prowadzenia działalności wyznaniowej ani utrzymywania etatów zależnych od decyzji biskupów i proboszczów. Edukacja finansowana z pieniędzy wszystkich obywateli powinna opierać się na wiedzy naukowej, rozwijaniu krytycznego myślenia oraz szacunku dla różnorodności światopoglądowej, a nie na przekazywaniu dogmatów jednej religii.
Jeżeli państwo rzeczywiście ma być świeckie, ograniczanie religii w szkołach nie powinno być postrzegane jako atak na Kościół, lecz jako przywracanie równowagi między instytucjami publicznymi a organizacjami religijnymi. Problemem nie jest bowiem to, że liczba katechetów maleje, lecz to, że przez dziesięciolecia ich działalność była finansowana z budżetu państwa kosztem wszystkich obywateli – niezależnie od ich przekonań.
