Konstytucja 3 maja i targowica w sutannach. Jak religijne elity broniły przywilejów kosztem państwa
Patriotyczny mit bez niewygodnych pytań
Każdego roku 3 maja Polska zamienia się w scenę narodowego rytuału. Flagi, przemówienia, uroczyste akademie i polityczne deklaracje o patriotyzmie mają przypominać o jednym z najważniejszych symboli polskiej historii — Konstytucji 3 maja.
Znacznie rzadziej pojawia się jednak pytanie: kto naprawdę walczył przeciw reformom i dlaczego część elit wolała obce wpływy niż utratę własnych przywilejów?
W oficjalnej narracji Konstytucja 3 maja przedstawiana jest jako niemal święty dokument narodowy. Tymczasem jej historia jest również historią brutalnego konfliktu między próbą budowy nowoczesnego państwa obywatelskiego a światem uprzywilejowanych elit, które nie chciały oddać ani pieniędzy, ani wpływów, ani politycznej nietykalności.
Wśród tych elit ważną rolę odgrywała część hierarchii kościelnej.
Konstytucja 3 maja — próba stworzenia nowoczesnego państwa
Konstytucja uchwalona w 1791 roku była próbą ratowania rozpadającej się Rzeczypospolitej. Państwo od dziesięcioleci pogrążone było w chaosie wywołanym dominacją magnaterii, liberum veto, słabością władzy centralnej i rosnącymi wpływami obcych mocarstw.
Reformatorzy chcieli stworzyć bardziej nowoczesne państwo:
- ograniczyć anarchię polityczną,
- wzmocnić administrację,
- zwiększyć rolę prawa,
- częściowo ograniczyć samowolę uprzywilejowanych grup,
- zbudować bardziej świadome społeczeństwo obywatelskie.
Była to próba odejścia od modelu państwa, w którym najpotężniejsi magnaci i duchowni funkcjonowali praktycznie ponad prawem.
I właśnie to stało się problemem.
Religijne elity po stronie starego porządku
W polskiej pamięci historycznej często pomija się fakt, że część hierarchii kościelnej aktywnie wspierała środowiska walczące przeciw reformom.
Dlaczego?
Bo reformy oznaczały zagrożenie dla systemu przywilejów.
Kościół w XVIII wieku nie był wyłącznie instytucją religijną. Był również ogromną siłą polityczną i ekonomiczną. Hierarchowie dysponowali majątkami, wpływami oraz realną możliwością oddziaływania na społeczeństwo. Ambona była wtedy jednym z najpotężniejszych narzędzi propagandy.
Nowoczesne państwo obywatelskie oznaczało dla części tych elit niebezpieczne pytania:
- kto naprawdę powinien sprawować władzę,
- czy wszyscy mają być równi wobec prawa,
- czy Kościół powinien zachować polityczną dominację,
- czy religia ma stać ponad interesem państwa.
Dla wielu uprzywilejowanych środowisk łatwiejsza była współpraca z obcym protektorem niż zgoda na ograniczenie własnych wpływów.
Targowica — obrona ojczyzny czy obrona przywilejów?
Konfederacja targowicka do dziś funkcjonuje jako symbol zdrady narodowej. Jednak warto zadać pytanie: co dokładnie zdradzono?
Oficjalnie targowiczanie mówili o „obronie wolności” i „tradycyjnych wartości”. W praktyce chodziło przede wszystkim o zachowanie starego układu politycznego, w którym magnaci i część duchowieństwa mogli funkcjonować niemal bez ograniczeń.
Hasła o „obronie tradycji” bardzo często okazują się jedynie politycznym narzędziem obrony wpływów.
Historia pokazuje to wielokrotnie.
W imię tradycji broniono:
- monarchicznego absolutyzmu,
- nierówności społecznych,
- dominacji religijnej,
- cenzury,
- ograniczania praw kobiet,
- przemocy wobec „innych”.
Sama tradycja nie jest automatycznie wartością moralną. Może być zarówno nośnikiem kultury, jak i narzędziem utrwalania patologii.
Kościół i polityka — mechanizm, który wraca
Najbardziej niepokojące jest to, jak bardzo mechanizmy sprzed ponad 200 lat przypominają współczesność.
Również dziś obserwujemy takie środowiska jak PiS czy Konfederacja, które:
- przedstawiają własne interesy jako „obronę cywilizacji”,
- utożsamiają religię z państwem,
- próbują budować polityczną nietykalność,
- oczekują finansowania z pieniędzy publicznych,
- wykorzystują patriotyczną retorykę do walki o wpływy.
Każda próba rozdziału państwa od Kościoła przedstawiana jest jako „atak na tradycję”, „wojna z wiarą” albo „niszczenie polskości”.
Świeckie państwo zawsze sprawia, że:
- żadna religia nie stoi ponad prawem,
- obywatele mają równe prawa niezależnie od wiary,
- instytucje religijne nie posiadają politycznej dominacji,
- interes państwa nie jest podporządkowany interesowi duchownych.
To właśnie brak takich zasad wielokrotnie prowadził w historii do konfliktów, korupcji i podporządkowywania państwa uprzywilejowanym grupom.
Historia nie wraca identycznie — ale wracają mechanizmy
Historia rzadko powtarza się dosłownie. Zmieniają się nazwiska, symbole i narzędzia propagandy. Jednak pewne mechanizmy pozostają zaskakująco podobne.
Kiedy elity tracą wpływy, bardzo często:
- odwołują się do religii,
- straszą upadkiem moralności,
- mówią o „ratowaniu ojczyzny”,
- przedstawiają własne interesy jako dobro wspólne.
W XVIII wieku część elit wolała rosyjski protektorat niż reformy ograniczające ich dominację.
Dziś również warto zadawać pytania:
- gdzie kończy się patriotyzm,
- gdzie zaczyna się polityczny teatr,
- i czy religia nadal bywa wykorzystywana jako tarcza chroniąca uprzywilejowane środowiska przed odpowiedzialnością.
Bo być może największą lekcją historii Konstytucji 3 maja nie jest sam romantyczny zryw, lecz świadomość, że państwo może zostać osłabione nie tylko przez obce mocarstwa, ale również przez własne elity broniące swoich przywilejów za wszelką cenę.
