Kontrowersyjny poradnik wykładowczyni promuje kościelną wizję relacji i seksualności
Czy wiedza o ludzkiej seksualności powinna opierać się na rzetelnych badaniach naukowych, czy raczej na religijnych przekonaniach i moralnych nakazach? To pytanie powraca po lekturze książki „Seks w konfesjonale. Bo nic, co ludzkie, nie jest nam obce”, której autorką jest Emilia Lichtenberg-Kokoszka, wykładowczyni Instytutu Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Opolskiego.
Publikacja przedstawiana jako poradnik dla katolików zawiera liczne tezy dotyczące seksualności, małżeństwa, kobiet, osób LGBT, antykoncepcji czy aborcji. Wiele z nich budzi poważne kontrowersje, ponieważ zamiast opierać się na współczesnej wiedzy seksuologicznej i psychologicznej, odwołuje się przede wszystkim do konserwatywnej doktryny religijnej oraz stereotypów dotyczących płci.
Kościelny autorytet ponad doświadczeniem
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów książki jest twierdzenie, że najpełniejsze rozumienie małżeństwa i rodzicielstwa mają duchowni, mimo że sami nie zakładają rodzin ani nie wychowują dzieci. Taka argumentacja pokazuje charakterystyczny dla wielu środowisk religijnych sposób budowania autorytetu – doświadczenie życiowe schodzi na dalszy plan, a decydujące znaczenie przypisuje się funkcji pełnionej w Kościele.
Pocałunek jako nieuchronny początek współżycia?
Autorka przywołuje informacje, że około 30 proc. kobiet odczuwa niskie pożądanie seksualne lub jego brak, jednocześnie sugerując, że większość z nich bez większych trudności osiąga podniecenie podczas kontaktów z partnerem. Według książki pocałunek w usta ma zawsze wywoływać pobudzenie seksualne zarówno u kobiety, jak i u mężczyzny.
Takie uogólnienia trudno pogodzić z aktualną wiedzą naukową, która podkreśla ogromną różnorodność ludzkich reakcji seksualnych i indywidualnych doświadczeń.
Odpowiedzialność za przemoc przenoszona na kobiety
Szczególnie kontrowersyjne są fragmenty dotyczące przemocy seksualnej.
Autorka przyznaje, że gwałty w małżeństwie się zdarzają, jednak tłumaczy je przede wszystkim odmienną męską seksualnością, wpływem alkoholu, pornografii oraz silniejszym popędem seksualnym. W książce pojawia się również sugestia, że kobiety mogą – świadomie lub nieświadomie – przekraczać granice męskiej wytrzymałości.
Publikacja zawiera także stwierdzenia, że zalotne zachowanie kobiety może prowadzić do błędnej interpretacji ze strony mężczyzny, a nagła odmowa współżycia po wcześniejszym pobudzeniu partnera jest niewłaściwa.
Takie narracje od lat są krytykowane przez specjalistów zajmujących się przeciwdziałaniem przemocy seksualnej, ponieważ mogą prowadzić do przerzucania odpowiedzialności z osoby dopuszczającej się przemocy na jej ofiarę.
W tym kontekście warto przypomnieć działalność Jen Brockman, dyrektorki centrum edukacji i prewencji nadużyć seksualnych na Uniwersytecie w Kansas, oraz dr Mary Wyandt-Hiebert, kierującej ośrodkiem zajmującym się przemocą seksualną na Uniwersytecie w Arkansas. Obie współtworzyły wystawę „W co byłaś ubrana”, prezentującą ubrania osób, które padły ofiarą napaści seksualnych. Dresy, luźne koszulki czy szerokie spodnie pokazały, że ubiór i atrakcyjność nie mają związku z odpowiedzialnością za przestępstwo.
Seks jako obowiązek wobec męża
W książce wiele miejsca poświęcono potrzebom seksualnym mężczyzn.
Autorka przekonuje, że żona powinna pozytywnie odpowiadać na propozycje współżycia, ponieważ odmowa ma prowadzić u mężczyzny do poczucia odrzucenia, frustracji oraz skłaniać go do masturbacji, oglądania pornografii czy zdrady.
Pojawia się nawet teza, że spełnianie potrzeb współmałżonka powinno następować niezależnie od poziomu ich zrozumienia, ponieważ seks jest obowiązkiem wynikającym z małżeństwa.
To podejście sprowadza seksualność do obowiązku wobec partnera, zamiast traktować ją jako dobrowolną aktywność opartą na wzajemnej zgodzie i szacunku.
Przedmałżeński seks jako źródło niemal wszystkich problemów
Autorka wielokrotnie przekonuje, że współżycie przed ślubem niesie wyłącznie negatywne skutki.
Według książki:
- kobieta uprawiająca seks przed ślubem nie poznaje naprawdę partnera, ponieważ jest „zaślepiona seksem”;
- bliskość fizyczna ma zastępować rozmowy;
- narzeczona z doświadczeniem seksualnym staje się mniej atrakcyjna dla przyszłego męża;
- mężczyźni mają tracić do niej szacunek, obawiać się porównań z wcześniejszymi partnerami oraz pragnąć, aby przyszła żona była dziewicą.
Autorka twierdzi również, że wcześniejsze kontakty seksualne zwiększają ryzyko zdrady i rozwodu, powołując się przy tym na poglądy amerykańskiego kaznodziei Barry’ego St. Claira, a nie na uznane opracowania naukowe.
Pornografia, liberalizm i moralna panika
W książce pornografia została przedstawiona jako zjawisko prowadzące do szerokiego katalogu negatywnych konsekwencji.
Według autorki osoby oglądające filmy pornograficzne poznają zachowania seksualne uznane przez nią za skrajne, a samo korzystanie z takich materiałów ma prowadzić do kształtowania liberalnych poglądów.
To przykład charakterystycznego dla konserwatywnej retoryki łączenia światopoglądu z oceną moralną ludzkiej seksualności.
Seksualność osób LGBT pod religijnym nadzorem
Obszerna część książki dotyczy osób LGBT.
Autorka sugeruje, że korekta płci jest nieuzasadniona, a osobom odczuwającym dyskomfort związany z własną płcią proponuje przede wszystkim rozmowę z księdzem, który miałby wyjaśnić źródła takich odczuć.
Pojawia się również twierdzenie, że tożsamość homoseksualna podlega wyborowi, co pozostaje w sprzeczności z dominującym stanowiskiem współczesnych organizacji naukowych zajmujących się zdrowiem psychicznym i seksualnością.
Książka powiela także wiele dawnych hipotez dotyczących orientacji homoseksualnej, wskazując między innymi na:
- molestowanie,
- błędy wychowawcze rodziców,
- rozwód rodziców,
- lęk przed płcią przeciwną,
- nienawiść do matek,
- masturbację.
Autorka opisuje ponadto osoby homoseksualne jako grupę rzadko zainteresowaną trwałymi związkami i stabilizacją, utrwalając stereotypy, które od lat są kwestionowane przez badania społeczne.
W publikacji pojawia się również pochwała tzw. „modelu religijnego”, zakładającego życie w celibacie, oraz „modelu integracyjnego”, wymagającego – jak pisze autorka – ciężkiej pracy i łaski Bożej.
Recenzentem książki był ksiądz Marek Kluz, znany między innymi jako sygnatariusz listu przeciw tęczowej kampanii w Tarnowie, w którym ostrzegał przed rzekomym promowaniem „błędnych idei”.
Antykoncepcja i aborcja oceniane wyłącznie przez pryzmat doktryny
Rozdziały dotyczące antykoncepcji i aborcji utrzymane są w podobnym tonie.
Autorka szczegółowo opisuje możliwe skutki uboczne antykoncepcji hormonalnej, sugerując między innymi, że:
- kobiety stosujące takie środki są mniej zainteresowane dziećmi;
- mogą odczuwać mniejszy pociąg do mężczyzn;
- łatwiej stają się przedmiotowo traktowane przez partnerów;
- ciągła gotowość do współżycia może być dla nich nie do zniesienia.
W części poświęconej aborcji podkreśla możliwe konsekwencje psychiczne dla kobiet, ale znaczną uwagę poświęca również emocjom mężczyzny, opisując jego poczucie winy, depresję, samotność i bezradność.
Autorka uznaje, że aborcja nie znajduje usprawiedliwienia nawet w przypadku ciężkich wad płodu czy ciąży będącej skutkiem gwałtu, a krytycznie odnosi się także do diagnostyki prenatalnej.
Jako alternatywę wskazuje naturalne metody planowania rodziny, odwołując się do religijnej wizji ludzkiej seksualności i prokreacji.
Religia zamiast nauki?
Publikacja pokazuje, jak silnie religijna doktryna może wpływać na sposób przedstawiania zagadnień związanych z seksualnością. W wielu miejscach odpowiedzialność za relacje i konflikty przenoszona jest przede wszystkim na kobiety, a osoby LGBT przedstawiane są przez pryzmat stereotypów i religijnych założeń.
Zamiast opierać się na aktualnych osiągnięciach psychologii, seksuologii czy medycyny, książka wielokrotnie odwołuje się do opinii duchownych, kaznodziejów oraz autorów związanych z Kościołem, przedstawiając je jako podstawę do formułowania ogólnych wniosków dotyczących ludzkiej seksualności.
Fakt, że autorką publikacji jest Emilia Lichtenberg-Kokoszka, wykładowczyni Instytutu Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Opolskiego, sprawia, że pojawia się pytanie o granicę między działalnością naukową a promocją światopoglądu religijnego. W demokratycznym państwie każdy ma prawo do własnych przekonań, jednak w przestrzeni akademickiej szczególne znaczenie powinny mieć rzetelność metodologiczna, aktualna wiedza naukowa oraz oddzielenie faktów od ideologii.
