Kościół na kolanach przed skrajną prawicą. Biskupi szukają nowego pana
Gdy upada stary porządek, elity władzy szukają nowych gwarantów swoich przywilejów. Polscy biskupi – przez lata żyjący w symbiozie z władzą PiS – dostrzegli, że ich dotychczasowy patron traci wpływy. By nie zostać zmarginalizowanymi, próbują dziś przypodobać się skrajnej prawicy. To nie tylko akt politycznej desperacji, ale i wyraz głębokiego autorytaryzmu, który od dziesięcioleci charakteryzuje Kościół katolicki w Polsce.
Scena jest znajoma z historii: kiedy słabnie centralna władza, instytucje żerujące na jej sile szukają nowych protektorów. W Predappio, na urodzinach Mussoliniego, włoscy neofaszyści z różańcami na piersiach i modlitwami do Duce widzieli jedynego „prawowitego papieża” w osobie Benedykta XVI. Utożsamiali Franciszka z „antychrystem”, a Kościół posoborowy z „zdradą wiary”. W Polsce niemal identyczną narrację przyjęli działacze pokroju Roberta Bąkiewicza i Grzegorza Brauna – msze trydenckie, potępienie Soboru Watykańskiego II i nienawiść do „zgniłych biskupów”.
Ta radykalizacja to nie przypadek. To strategia przetrwania
Kościół, który przez lata funkcjonował jako aparat legitymizacji władzy, nagle sam musi walczyć o wpływy. Zmniejszają się dochody z tacy, liczba powołań drastycznie spada, apostazje rosną, a społeczeństwo laicyzuje się szybciej, niż kiedykolwiek wcześniej. Hierarchowie nie chcą jednak oddać władzy. Przyzwyczajeni do luksusu i bezkarności, wolą rzucić się w ramiona ekstremistów niż dopuścić do rzeczywistej reformy.
Dlatego tak łatwo biskupom przychodzi atakowanie papieża Franciszka, który mówił o miłosierdziu, biedzie i imigrantach. Dlatego milczą wobec katolickich neofaszystów, a czasem nawet wspierają ich narrację. Wiedzą, że jeśli „nowi święci” narodowego katolicyzmu – Cenckiewicz, Braun, Bąkiewicz – przejmą kontrolę nad przestrzenią publiczną, to tylko ci hierarchowie, którzy wcześniej okażą lojalność, będą mieli szansę przetrwać.
Ale historia nie zna litości dla zdrajców własnych zasad
Jeśli dojdzie do rewolucji, jakiej chcą narodowi katolicy – z trydenckimi mszami, cenzurą, eliminacją inności i posłuszeństwem wobec „prawdziwej” wiary – to Kościół biskupów może być pierwszym, który zostanie pożarty. Bo każdy układ z autorytaryzmem kończy się tak samo: śmiercią wolności i zdradą własnych wyznawców.
źródło: Wyborcza.pl