Ukryć problem czy go rozliczyć? Kontrowersje wokół Diecezji Legnickiej
Diecezja Legnicka opublikowała relację z obchodów dnia skupienia księży seniorów, które odbyły się dzień przed uroczystością Najświętszego Serca Pana Jezusa, w Domu Słowa. W wydarzeniu uczestniczyli duchowni przebywający na emeryturze oraz biskup legnicki Andrzej Siemieniewski i biskup senior Stefan Cichy.
Na opublikowanych fotografiach obok hierarchów znalazł się również ks. Piotr M., były proboszcz parafii w Ruszowie (woj. zgorzeleckie), prawomocnie skazany za przestępstwa seksualne wobec dzieci. Dopiero po pojawieniu się pytań skierowanych do kurii zdjęcia zostały zmienione – duchowny został z nich usunięty, a część fotografii całkowicie zniknęła z publikacji.
Retusz zamiast przejrzystości
Sama obecność skazanego duchownego na oficjalnych materiałach wywołała oburzenie wielu mieszkańców regionu. Portal zgorzelec.info opatrzył jedno ze zdjęć komentarzem sugerującym, że w taki sposób wygląda rzekome „oczyszczanie” Kościoła z osób skazanych za wykorzystywanie dzieci.
Sprawa pokazuje mechanizm, który od lat budzi społeczne kontrowersje. Gdy problem staje się publiczny, instytucje często koncentrują się na usuwaniu kompromitujących śladów zamiast na pełnej transparentności i jednoznacznym rozliczeniu odpowiedzialności.
Pierwsze sygnały pojawiły się już w latach 80.
Według relacji byłych uczennic, pierwsze informacje o zachowaniach ks. Piotra M. pojawiły się już w latach 80., kiedy pełnił funkcję wikarego w parafii na Nowym Dworze we Wrocławiu.
Dziewczęta przygotowujące się do Pierwszej Komunii Świętej opisywały schemat powtarzających się zachowań podczas spotkań katechetycznych. Mówiły o sadzaniu dzieci na kolanach pod pretekstem sprawdzania modlitw, dotykaniu ich ciała, poprawianiu ubrań, wymuszaniu pocałunków, a także o innych zachowaniach naruszających ich godność i poczucie bezpieczeństwa.
Z relacji wynikało również, że duchowny proponował dzieciom odprowadzanie do toalety, co dodatkowo wzbudzało niepokój.
Po interwencjach rodziców ks. Piotr M. został przeniesiony na wrocławski Ołtaszyn, a następnie wielokrotnie zmieniał miejsca posługi. Trafił później do diecezji legnickiej, gdzie pracował między innymi w Jędrzychowicach, Niedźwiedzicach, a w 2016 roku został proboszczem w Ruszowie.
Przedstawiciele archidiecezji wrocławskiej twierdzili później, że nie mogą zweryfikować wcześniejszych zgłoszeń, ponieważ dokumentacja personalna została przekazana do Diecezji Legnickiej. Z kolei przedstawiciele kurii legnickiej utrzymywali, że oficjalnych skarg nie było, a zmiany parafii miały charakter rutynowy.
Zawiadomienie w 2019 roku i śledztwo
Przełom nastąpił w maju 2019 roku, kiedy matka dziewczynki przygotowywanej do komunii w Ruszowie zgłosiła sprawę policji.
Dziecko miało wcześniej stać się wycofane, płaczliwe i rozdrażnione. Przed jedną z mszy przyznało, że było sadzane na kolanach przez księdza, który miał je dotykać oraz zmuszać do zachowań o charakterze seksualnym.
Podczas przesłuchania w tzw. niebieskim pokoju dziewczynka szczegółowo opisała przebieg tych zdarzeń.
Śledczy ustalili również, że podobnych doświadczeń miała druga dziewczynka, również objęta indywidualnym tokiem nauczania z powodu niepełnosprawności intelektualnej. Jej matka wcześniej zauważyła niepokojące objawy, jednak dziecko długo nie mówiło o tym, co się wydarzyło.
Biegły psycholog uznał zeznania obu dziewczynek za wiarygodne.
Wyrok sądu
Mimo zgromadzonego materiału dowodowego ks. Piotr M. nie przyznawał się do winy. Jednocześnie część parafian organizowała modlitwy w jego intencji, odmawiała różaniec, uczestniczyła w mszach odprawianych za niego oraz zbierała podpisy domagające się zwolnienia go z aresztu.
Rodziny pokrzywdzonych dziewczynek spotkały się natomiast z falą wrogości i oskarżeń o zniszczenie życia duchownego.
W marcu 2020 roku Sąd Rejonowy w Zgorzelcu skazał ks. Piotra M. na pięć lat bezwzględnego pozbawienia wolności oraz dożywotni zakaz pracy z dziećmi.
Po wniesieniu apelacji Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze zmniejszył karę do czterech lat więzienia.
Odpowiedzialność finansowa Diecezji Legnickiej
Po zakończeniu procesu karnego rodziny skrzywdzonych dziewczynek skierowały przeciwko Diecezji Legnickiej pozew o zadośćuczynienie.
W 2025 roku Sąd Okręgowy w Legnicy zasądził po 475 tysięcy złotych dla każdej z ofiar.
Matki dzieci podkreślały, że żadne pieniądze nie są w stanie naprawić wyrządzonej krzywdy. Mimo to ponownie spotkały się z internetowym hejtem i zarzutami, że kierowały się wyłącznie względami finansowymi.
Oświadczenia kurii i brak odpowiedzi
Po zapadnięciu wyroku Kuria Legnicka opublikowała komunikat, w którym wyraziła ubolewanie z powodu wyrządzonej krzywdy oraz zapewniła o działaniach mających zwiększać bezpieczeństwo osób małoletnich. Poinformowano również o trwającym wobec ks. Piotra M. postępowaniu kanonicznym.
Jednak gdy po roku zapytano rzecznika diecezji, ks. Waldemara Wesołowskiego, o rezultat tego postępowania, odpowiedział, że decyzji nadal nie podjęto.
Rzecznik nie widział również nic niewłaściwego w obecności skazanego duchownego na spotkaniu księży seniorów, argumentując, że mieszka on w domu księży emerytów i uczestniczył w wydarzeniu razem z pozostałymi mieszkańcami.
Na pytanie o zasadność publikowania fotografii z udziałem osoby skazanej za wykorzystywanie dzieci na oficjalnej stronie diecezji nie udzielono jednoznacznej odpowiedzi.
Dopiero kilka godzin później fotografie zostały zmodyfikowane, a ks. Piotr M. zniknął z oficjalnych zdjęć. Następnie rzecznik przesłał wiadomość, w której stwierdził, że publikacja tych fotografii była „niefortunna” i przeprosił osoby, które mogły poczuć się urażone.
Problem nie zniknął wraz ze zdjęciem
Historia z Diecezji Legnickiej pokazuje problem znacznie szerszy niż pojedynczy błąd przy publikacji zdjęć. Najbardziej uderzające nie jest to, że fotografia została później poprawiona, lecz fakt, że nikt wcześniej nie uznał obecności skazanego duchownego na oficjalnych materiałach za coś niewłaściwego.
To kolejny przykład funkcjonowania zamkniętego systemu, w którym ochrona autorytetu instytucji religijnej często wydaje się ważniejsza niż społeczna wrażliwość i pamięć o osobach skrzywdzonych. Publiczne deklaracje o trosce o bezpieczeństwo dzieci tracą wiarygodność, gdy równocześnie osoby skazane za tak ciężkie przestępstwa pozostają częścią oficjalnego przekazu i dopiero presja opinii publicznej prowadzi do usuwania niewygodnych materiałów.
Sprawa pokazuje również, że religijny autorytet nie może zastępować odpowiedzialności, a konserwatywna kultura instytucjonalnej solidarności nie może usprawiedliwiać działań, które podważają zaufanie społeczne. W państwie opartym na praworządności i świeckich standardach ochrony dzieci pierwszeństwo powinny mieć prawa ofiar, pełna przejrzystość oraz rozliczenie osób i instytucji, które przez lata nie reagowały z należytą stanowczością.
