Litwa: Kościół pusty, proboszcz bez pracy
W litewskich Kiejdanach rozgrywa się historia, która coraz częściej pojawia się w różnych częściach Europy. W parafii przy kościele św. Jerzego jeden z duchownych otwarcie przyznaje, że wspólnota religijna praktycznie przestała istnieć.
Proboszcz ks. Sigitas Bitkauskas mówi wprost o swojej sytuacji i o tym, jak wygląda codzienność w miejscu, które jeszcze niedawno było pełne ludzi.
„Spędzam całe dnie wpatrując się w ściany mojej plebanii. Nic nie mam do roboty. Nikt wokół mnie niczego nie potrzebuje. (…) Mógłbym wiele zrobić, ale nie ma nikogo, kto by tego potrzebował – żali się ks. Sigitas Bitkauskas.”
Jeszcze rok temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Kościół św. Jerzego w 20-tysięcznych Kiejdanach był regularnie odwiedzany przez wiernych. Dziś podczas nabożeństw pojawia się jedynie kilku starszych parafian, a ławki pozostają niemal puste. O sprawie informował litewski portal Irytas.lt.
Dla duchownego jest to szczególnie trudne, ponieważ ks. Sigitas Bitkauskas został przydzielony do tej parafii po raz drugi w swojej posłudze i na własne oczy obserwuje jej powolne zanikanie.
W jego ocenie przyczyny są dość prozaiczne. Według niego zmiany zaczęły się po pandemii, a dodatkowym czynnikiem jest rosnący poziom życia mieszkańców.
„Ludzie mają ładnie urządzone domy, stabilną pracę i pieniądze. A w tym dobrobycie po prostu nie ma miejsca dla Boga” – mówi duchowny.
Wypowiedzi proboszcza pokazują też zupełnie inny problem – ekonomiczną rzeczywistość życia w parafii, w której praktycznie nie ma już uczestników nabożeństw.
„Czasami żartuję – ale jest w tym dużo prawdy – może będę musiał jeździć Boltem, żeby zarobić na życie? Po dwóch latach pracy tutaj nie mam wystarczająco dużo pieniędzy, aby gdziekolwiek wyjechać. Nadal chcę podróżować i zobaczyć świat. A tutaj nie ma nic, zupełnie nic”.
Historia z Kiejdan pokazuje proces, który socjologowie religii obserwują w wielu krajach Europy. Gdy poprawia się sytuacja materialna społeczeństw, a ludzie zaczynają organizować życie wokół pracy, rodziny i własnych zainteresowań, instytucje religijne przestają odgrywać centralną rolę w codzienności.
Paradoks tej sytuacji dobrze oddaje ironiczny komentarz, który często pojawia się w dyskusjach o podobnych historiach:
„Proszę księdza, przecież jest Bóg!”
A jednak nawet tam, gdzie według nauczania religijnego miałby on być zawsze obecny, coraz częściej brakuje ludzi, którzy czują potrzebę, by przyjść do świątyni. W efekcie instytucja religijna pozostaje sama – z budynkiem, rytuałami i duchownym czekającym na wiernych, którzy już nie przychodzą.
