PiS, Kościół i inwigilacja. Jak państwo działało w interesie Rydzyka
Historia Tomasza Łukaszuka to nie jest lokalny epizod z życia Polonii w Kanadzie. To przykład systemowego problemu, który pokazuje, jak daleko mogą sięgać wpływy Kościoła katolickiego – i jak bardzo aparat państwa za rządów PiS potrafił zostać wykorzystany do ich ochrony.
Sprawa sięga 2020 roku, kiedy w Kanadzie narastał sprzeciw wobec działalności księdza Tadeusza Rydzyka. Chodziło przede wszystkim o zbiórki pieniędzy oraz działalność medialną powiązaną z Radiem Maryja. W tle były również wystąpienia religijne i kazania kierowane do środowisk polonijnych.
Reakcja społeczna była ogromna. W sześciu diecezjach zebrano aż 280 000 podpisów pod petycją, której celem było ograniczenie tej działalności. Nie było tu żadnego łamania prawa – była to klasyczna forma obywatelskiego sprzeciwu w demokratycznym państwie.
Sprawa Tomasza Łukaszuka odsłania mechanizm władzy za rządów PiS
W tym kontekście pojawia się Tomasz Łukaszuk – działacz polonijny w prowincji Alberta, osoba znana i aktywna publicznie. Zaangażował się on w działania mające na celu powstrzymanie wpływów środowiska Rydzyka. Działał legalnie: wspierał inicjatywy petycyjne, kierował apele do biskupów, uczestniczył w debacie publicznej.
I właśnie to wystarczyło, by uruchomić reakcję nie tylko państwa – ale konkretnie aparatu państwowego podporządkowanego władzy PiS.
Inwigilacja zamiast debaty
Za rządów PiS wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk miał polecić działania wobec Łukaszuka. Według przywołanych informacji chodziło o jego rozpoznanie, zbieranie materiałów, czyli de facto próbę inwigilacji obywatela działającego legalnie za granicą.
Zadanie to zostało przekazane konsulowi RP w Vancouver, Andrzejowi Mańkowskiemu.
I tu dochodzi do momentu kluczowego. Mańkowski odmówił wykonania polecenia, uznając, że byłoby ono sprzeczne z prawem kanadyjskim. Nie zgodził się działać jak narzędzie polityczne wobec obywatela korzystającego z demokratycznych mechanizmów.
W efekcie – stracił swoją pozycję.
To nie był przypadek. To był sygnał: w systemie budowanym przez PiS lojalność wobec poleceń politycznych mogła być ważniejsza niż prawo i standardy państwa demokratycznego.
Mechanizm PiS: państwo jako narzędzie ochrony Kościoła
Nie chodzi tu o jedną decyzję urzędnika. Sprawa wpisuje się w szerszy model działania państwa za rządów PiS, w którym pojawiają się kluczowe nazwiska:
- Jarosław Kaczyński – faktyczny lider obozu władzy
- Zbigniew Ziobro – minister sprawiedliwości i kontroler prokuratury
- Piotr Wawrzyk – wykonawca decyzji na poziomie dyplomatycznym
W tym układzie Kościół katolicki – a szczególnie środowisko związane z Tadeuszem Rydzykiem – nie był jedynie partnerem ideowym. Był beneficjentem działań państwa.
Schemat działania wyglądał jasno:
- obywatel działa legalnie
- jego działania uderzają w interesy Kościoła
- aparat państwa reaguje, próbując go rozpracować
To nie była debata. To było użycie państwa do ochrony wpływowego środowiska religijnego.
Artykuł 196 k.k. – systemowe zabezpieczenie wpływów
Ten mechanizm nie działa w próżni. Ma swoje zaplecze prawne. Kluczową rolę odgrywa tutaj artykuł 196 kodeksu karnego, dotyczący „obrazy uczuć religijnych”.
To przepis, który:
- opiera się na subiektywnym poczuciu obrazy
- uruchamia działania prokuratury z urzędu
- przewiduje nawet karę więzienia
W praktyce oznacza to, że państwo – szczególnie pod kontrolą polityczną – może ścigać obywatela za wypowiedzi niewygodne dla dominującej religii.
W realiach rządów PiS ten przepis stawał się elementem szerszego systemu nacisku, w którym religia nie tylko korzystała z ochrony, ale była częścią układu władzy.
Asymetria działania państwa
Z tego wynika również wyraźna asymetria:
Gdy krytykowany jest Kościół:
– prokuratura działa szybko
– sprawy są podejmowane z urzędu
– pojawiają się zarzuty
Gdy krytycy Kościoła są atakowani:
– sprawy są umarzane
– sprawcy „nie są wykrywani”
– reakcja państwa jest minimalna
To nie jest przypadek. To efekt systemu, w którym państwo za rządów PiS nie było neutralne, lecz selektywne.
Strach jako narzędzie systemu
Efektem takiego układu nie musi być formalna cenzura. Wystarczy świadomość konsekwencji.
Jeżeli obywatel widzi, że:
- może zostać objęty działaniami państwa za krytykę Kościoła
- aparat państwowy może zostać użyty przeciwko niemu
- prawo działa wybiórczo
to zaczyna się autocenzura.
To właśnie w ten sposób działał ten system: nie przez zakaz, lecz przez presję i demonstracyjne przykłady.
Wnioski
Sprawa Tomasza Łukaszuka, wydarzenia z 2020 roku w Kanadzie, działania Piotra Wawrzyka, postawa Andrzeja Mańkowskiego oraz funkcjonowanie artykułu 196 kodeksu karnego pokazują jeden spójny obraz państwa, które za rządów PiS:
- nie było neutralne światopoglądowo
- chroniło interesy instytucji religijnej
- wykorzystywało swoje narzędzia wobec obywateli
Największym problemem nie jest sama religia.
Największym problemem jest moment, w którym religia wchodzi w układ z władzą – a władza zaczyna działać w jej interesie.
Bo wtedy obywatel przestaje być chroniony przez państwo.
A zaczyna być celem jego działania.
