Poganie kontra Kościół. Co dzieje się we współczesnym Rzymie?
Książka „Wnuki. Poganie, którzy sobie przypomnieli” autorstwa Macieja Grzenkowicza pokazuje zjawisko, które jeszcze kilka lat temu wielu uznałoby za egzotyczną ciekawostkę. Tymczasem w samym sercu współczesnych Włoch działa ruch religijny próbujący odbudować dawną religię Cesarstwa Rzymskiego. Ma własne świątynie, rytuały, hierarchię i własnego „papieża”.
Nie chodzi o rekonstrukcję historyczną dla turystów. Ci ludzie naprawdę wierzą.
Liderem ruchu jest Giuseppe Barbera — Pontifex Maximus organizacji Pietas, skupiającej około dwóch tysięcy wyznawców rzymskiego tradycjonalizmu. W okolicy rzymskiego metra Torre Gaia zarządza świątynią Jowisza, a w Ardei pod Rzymem odbywają się rytuały ku czci Apolla i dawnych bóstw rzymskich.
Najbardziej uderza jednak nie sam fakt istnienia neopogan, lecz powód, dla którego przyciągają nowych ludzi.
Europa nie odchodzi od duchowości. Europa odchodzi od Kościoła
Z relacji opisanych przez Grzenkowicza wyłania się obraz ludzi wychowanych w katolickich rodzinach, którzy nie porzucili potrzeby sensu, rytuału czy wspólnoty. Porzucili natomiast chrześcijaństwo.
Dla wielu uczestników ruchu Pietas chrześcijaństwo symbolizuje:
- podporządkowanie,
- poczucie winy,
- hierarchię,
- dogmaty,
- religię opartą na posłuszeństwie.
Giuseppe Barbera mówi wprost:
„Chrześcijanie żyją według rozkazów. My modlimy się, stojąc”.
To zdanie dobrze oddaje ducha całego ruchu. Neopoganie przedstawiają swoją religię jako bardziej „partnerską”, „wolną” i „bliższą naturze”. W ich wizji człowiek nie ma być niewolnikiem Boga, lecz częścią harmonijnego kosmosu.
Brzmi to momentami jak mieszanka filozofii antycznej, duchowości New Age i buntu wobec katolickiej kultury winy.
Chrześcijaństwo jako siła niszcząca dawną Europę
Najbardziej kontrowersyjny element tej ideologii dotyczy jednak historii.
Rzymscy tradycjonaliści otwarcie oskarżają chrześcijaństwo o zniszczenie antycznej cywilizacji. Symbolicznym momentem ma być wygaszenie świętego ognia Westy po decyzjach cesarza Teodozjusz I pod koniec IV wieku.
W interpretacji Giuseppe Barbery właśnie wtedy rozpoczął się upadek Rzymu.
To nie jest przypadkowa opinia. Neopoganie chętnie odwołują się do tez Edwarda Gibbona, autora słynnej pracy o upadku Cesarstwa Rzymskiego, który również uważał, że chrześcijaństwo osłabiło imperium poprzez rozwój pacyfizmu i wzrost wpływów duchowieństwa.
W oczach współczesnych rzymskich tradycjonalistów chrześcijaństwo:
- osłabiło odpowiedzialność obywatelską,
- zastąpiło honor poczuciem winy,
- promowało cierpienie zamiast działania,
- odebrało człowiekowi duchową niezależność.
To oczywiście uproszczona i ideologiczna wizja historii. Ale sam fakt, że znajduje zwolenników w XXI wieku, mówi bardzo wiele o współczesnym kryzysie Kościoła.
Neopogaństwo jako bunt przeciw religijnej hipokryzji
W książce Grzenkowicza szczególnie mocno wybrzmiewa jeszcze jeden motyw: rozczarowanie instytucjonalną religią.
Uczestnicy ruchu Pietas otwarcie krytykują:
- spowiedź jako „unieważnianie win”,
- religijne podporządkowanie,
- moralność opartą na strachu,
- polityczne zaangażowanie Kościoła.
Dla nich ważniejsza od chrześcijańskiej pokory jest starożytna rzymska cnota „pietas” — odpowiedzialność wobec rodziny, wspólnoty i samego siebie.
Paradoks polega na tym, że ludzie, którzy jeszcze kilkadziesiąt lat temu prawdopodobnie pozostaliby kulturowymi katolikami, dziś szukają sensu w dawnych kultach pogańskich.
To pokazuje skalę kryzysu współczesnego chrześcijaństwa w Europie.
Powrót bogów czy upadek autorytetu Kościoła
Oczywiście neopogaństwo nie stanie się nową dominującą religią Europy. Ale nie o liczby tu chodzi.
Istotne jest coś innego: coraz więcej ludzi nie chce już, aby Kościół definiował duchowość, moralność i sens życia.
Jeszcze bardziej symboliczne jest to, że dzieje się to właśnie w Rzymie — mieście będącym centrum katolicyzmu od stuleci.
Kiedy kilka kilometrów od Watykanu działa „drugi papież”, a młodzi Europejczycy celebrują przesilenie zimowe zamiast Bożego Narodzenia, trudno dalej udawać, że kryzys chrześcijaństwa jest tylko chwilowym problemem wizerunkowym.
Być może Europa nie wraca do dawnych bogów.
Ale z pewnością coraz częściej odwraca się od starych autorytetów.
