Australia: zmarł ksiądz–pedofil
Kiedy w Australii zmarł John Sidney Denham, w mediach nie pojawiły się żałobne wspomnienia, uroczyste pożegnania ani opowieści o „zasługach duchownego”. I trudno się temu dziwić. Jego nazwisko stało się symbolem jednej z najbardziej brutalnych i długotrwałych serii wykorzystań seksualnych w historii Kościoła katolickiego na antypodach.
Denham zmarł w więziennym szpitalu w wieku 82 lat. Przez lata uchodził za jednego z najbardziej brutalnych i niebezpiecznych pedofilów w strukturach australijskiego katolicyzmu. Od 2010 roku odbywał karę za znęcanie się i molestowanie 39 chłopców, przede wszystkim uczniów St. Pius X College w Newcastle z lat 70. i 80. XX wieku.
W 2015 roku – po ujawnieniu kolejnych pokrzywdzonych – sąd zaostrzył wyrok. Duchowny miał spędzić w więzieniu 19,5 roku. Skala jego przestępstw była tak druzgocąca, że część ofiar nie wytrzymała traumy i „odebrało sobie życie”.
Śmierć Denhama nie zakończyła sprawy. Wręcz przeciwnie – wzmocniła presję na władze, by systemowo rozliczyć kościelne instytucje z ukrywania pedofilii. Już wcześniej podobną reakcję wywołała tragedia innego duchownego, o którym media pisały, że jego śmierć „była jednym z głównych impulsów do powołania Komisji Królewskiej ds. odpowiedzi instytucji na wykorzystywanie seksualne dzieci”.
Ta komisja działała przez pięć lat, przekazując organom ścigania materiał dotyczący 2 575 spraw, a jej końcowy, czterotysięcznostronicowy raport zawierał 189 rekomendacji dotyczących reform, kontroli oraz ochrony dzieci przed nadużyciami w instytucjach religijnych.
I znów – dopiero ogrom cierpienia i skandali doprowadził do tego, co powinno być oczywistością od początku: że dzieci wymagają realnej ochrony, a nie zasłaniania pedofilów sutanną i kościelną hierarchią.
