Holandia: Gdy wolność polega na prawie do nacisku
Gdy wolność polega na prawie do nacisku
Holandia pracuje nad ustawą zakazującą tzw. terapii konwersyjnych – praktyk, które mają na celu „zmianę” orientacji seksualnej. Projekt przewiduje kary finansowe dla osób i instytucji oferujących tego typu działania.
Formalnie chodzi o ochronę ludzi przed presją, manipulacją i pseudoterapią. W praktyce jednak część środowisk religijnych odbiera to jako zamach na własne przywileje.
Alians Ewangeliczny w Niderlandach alarmuje, że nowe prawo to rzekome:
„ograniczenie wolności duszpasterskiej”.
Według MissieNederland (MN) ustawa może doprowadzić do sytuacji, w której:
„Osoby zmagające się z własną seksualnością i szukające duchowego przewodnictwa mogą zderzyć się z zamkniętymi drzwiami. To budzi nasz niepokój”.
Organizacja obawia się również, jak nowe przepisy będą interpretowane w praktyce – i czy na przykład:
„doradzanie celibatu może zostać uznane za formę ‘ucisku’”.
Liderzy MN zapowiadają, że:
„będą uważnie śledzić dalsze losy ustawy”
oraz
„prowadzić rozmowy z politykami”.
Absurd polega na tym, że…
Ci sami ludzie, którzy przez dekady uważali, że mają prawo „naprawiać” cudzą orientację, dziś przedstawiają się jako ofiary represji.
Nie chodzi tu o zakaz rozmów, wsparcia czy duchowych poszukiwań. Chodzi o zakaz systemowego nacisku, sugerowania winy, choroby i konieczności „naprawy” tego, co nie jest zaburzeniem.
W tej narracji wolność oznacza prawo do wpływania na cudzą tożsamość. A ochrona jednostki przed przemocą psychiczną – jawi się jako zamach na duszpasterstwo.
To klasyczny mechanizm: gdy kończy się władza nad cudzym życiem, zaczyna się krzyk o prześladowaniu.
