Indie: jedno zdanie wywołało zamieszki na tle religijnym
Zniszczone sklepy, podpalone samochody i interwencja setek funkcjonariuszy — taki finał miał internetowy wpis opublikowany w indyjskiej wiosce Dehgam w stanie Gujarat. Wystarczyło jedno zdanie w mediach społecznościowych, by lokalna społeczność pogrążyła się w chaosie.
W ostatnim czasie w sieci popularność zyskuje trend polegający na publicznym deklarowaniu sympatii wobec postaci religijnych. W ramach tej mody w internecie często pojawiają się wpisy w rodzaju „I Love Muhammad”. Tym razem jednak jeden z internautów, związany ze środowiskiem hinduistycznym, postanowił odpowiedzieć własnym hasłem: „I Love Mahadev”.
Ten gest okazał się wystarczającą iskrą. Kilkudziesięciu mężczyzn wyszło na ulice Dehgam, deklarując, że doszło do obrazy ich uczuć religijnych. Protest szybko przerodził się w zamieszki — ucierpiały lokalne sklepy, a na ulicach pojawiły się płonące samochody.
Sytuacja wymknęła się spod kontroli do tego stopnia, że konieczna była interwencja aż 200 policjantów, którzy użyli gazu łzawiącego, by opanować narastającą przemoc. Ostatecznie zamieszki zostały stłumione, a służby zatrzymały 70 osób.
Historia z Dehgam pokazuje, jak cienka bywa granica między „wyrażaniem uczuć” a społecznym wybuchem — szczególnie tam, gdzie religia staje się narzędziem tożsamościowej wojny, a internet działa jak akcelerator absurdu.
