Niemcy: techno i pole dance zamiast ciszy przy ołtarzu
Czy naprawdę wszystko da się pogodzić z religią? W jednej z niemieckich parafii pojawił się pomysł, który dla jednych jest „nowoczesnością”, a dla innych przekroczeniem granicy.
W Niemczech formalnie do wspólnot ewangelickich należy około 20 milionów osób, ale aktywnie uczestniczy w praktykach religijnych jedynie niewielka część – kilkaset tysięcy wiernych. Spadek zainteresowania doprowadza do coraz bardziej nietypowych prób przyciągnięcia ludzi do świątyń.
W parafii w Stiekelkamperfehn (Dolna Saksonia) pastorka Lisa Koens postanowiła sięgnąć po wyjątkowo niekonwencjonalne rozwiązanie. Podczas nabożeństwa zorganizowano pokaz tańca na rurze (pole dance), a występ odbył się bezpośrednio przy ołtarzu.
Profesjonalna tancerka nie tylko zaprezentowała swój występ, ale także zaprosiła zgromadzonych do wspólnej zabawy w rytmie muzyki techno. Całość miała jeden cel – jak tłumaczono – „dotarcie do osób oddalonych od Kościoła” oraz pokazanie, że „wiara może korespondować ze współczesną kulturą”.
Reakcje były skrajnie podzielone. Część uczestników uznała wydarzenie za świeże podejście do duchowości i nową formę doświadczenia religijnego. Inni nie mieli wątpliwości – według nich to po prostu naruszenie charakteru miejsca i brak szacunku wobec przestrzeni uznawanej za świętą.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: gdzie kończy się próba dostosowania przekazu do współczesności, a zaczyna całkowita utrata sensu samej instytucji?
