Nowa Zelandia: Biskup kontra zakon
W Nowej Zelandii wybuchła sytuacja rodem z kościelnego thrillera. Biskup diecezji Christchurch niespodziewanie nakazał redemptorystom z FSSR natychmiastowe zawieszenie działalności i opuszczenie diecezji w trzy miesiące. Oficjalny powód? „dobro Kościoła i wiernych”.
Według hierarchii problemem miały być rzekomo „niegodziwe, czyli poza prawem Kościoła” msze, które odprawiała wspólnota. Zanim zapadła decyzja, Watykan prowadził śledztwo – jego treści jednak do dziś nie ujawniono. Lokalne media rzuciły jeszcze inne podejrzenia: „nielegalne egzorcyzmy” oraz „sekciarski duch” zgromadzenia.
Zakon kategorycznie temu zaprzecza. Twierdzą, że prawdziwym tłem całej akcji była ich otwarta niezgoda na obowiązkowe szczepienia przeciw COVID-19, które w tamtym czasie popierał episkopat Nowej Zelandii. Synowie Odkupiciela byli jedyną wspólnotą zakonną biorącą udział w publicznych protestach przeciw obowiązkowym szczepieniom. Zakon odwołał się do Watykanu — bezskutecznie.
Całość brzmi jak kolejny paradoks Kościoła: jedni mówią o „niegodziwych” mszach i „sekciarskim duchu”, drudzy wskazują politykę i naciski. Efekt? Kolejny kościelny konflikt, w którym prawda tonie gdzieś między Watykanem, lokalną diecezją a protestami na ulicach.