Nowa Zelandia: śmierć w wersji premium
W kraju, który jeszcze niedawno słynął z zielonych wzgórz i wolności, dziś coraz częściej mówi się o „wolności do umierania”.
Między kwietniem 2024 a marcem 2025 roku 472 osoby zdecydowały się zakończyć życie w ramach programu eutanazji i wspomaganego samobójstwa. To niewielki procent wszystkich zgonów, ale liczba rośnie błyskawicznie – ponad o jedną trzecią w ciągu roku.
Prawo, które od 2021 roku pozwala na „śmierć na własnych warunkach”, dotyczy osób nieuleczalnie chorych, cierpiących i takich, które mają przed sobą mniej niż pół roku życia. Dane te – jak łatwo przewidzieć – rozsierdziły środowiska pro-life, a Kościoły katolicki i anglikański uznały eutanazję za „moralnie złą”.
Problem w tym, że coraz mniej osób ich słucha. Ponad połowa Nowozelandczyków nie identyfikuje się już z żadnym Kościołem, a liczba chrześcijan w ostatnich latach spadła aż o 36 procent.
Nowa Zelandia stała się więc miejscem, gdzie śmierć można zaplanować… a wiara — przestała mieć głos.