Polityk AfD odwołał się do Watykanu. I przegrał!
Stolica Apostolska podtrzymała decyzję o usunięciu Christopha Schauferta, polityka skrajnie prawicowej AfD, z rady parafialnej. Sprawa z Niemiec prowokuje pytanie: jak wyglądałyby polskie struktury kościelne, gdyby równie stanowczo traktowano związki religii z nacjonalistyczną polityką?
Christoph Schaufert, działacz AfD (Alternatywy dla Niemiec) i poseł do parlamentu landu Saary, stracił w 2024 r. miejsce w radzie parafialnej parafii Świętej Maryi w Neunkirchen. Decyzję podjęła diecezja w Trewirze, powołując się na stanowisko niemieckich biskupów ogłoszone również w 2024 r.
W dokumencie zapisano, że „nacjonalizm etniczny i chrześcijaństwo są nie do pogodzenia”. Z tej deklaracji wynikało, że osoby opowiadające się za taką polityką nie powinny sprawować funkcji kościelnych.
Schaufert postanowił zakwestionować swoje odwołanie i zwrócił się do Watykanu. Utrzymywał, że nie głosił poglądów sprzecznych z ewangelią. Argumentacja nie przyniosła jednak oczekiwanego rezultatu: Rzym poparł stanowisko diecezji, pozostawiając decyzję w mocy.
Ta historia zachęca do spojrzenia na Polskę. Gdyby zaangażowanie polityczne prowadziło tutaj do odbierania kościelnych stanowisk, można przewrotnie zapytać, ile osób zachowałoby swoje funkcje po roku. To oczywiście publicystyczna przesada, ale pytanie o konsekwencję pozostaje zasadne.
W opisanej sprawie granicę wyznaczono konkretnie: chodziło o nacjonalizm etniczny. Skoro niemieccy biskupi uznają go za sprzeczny z chrześcijaństwem, a Watykan podtrzymuje decyzję opartą na tym stanowisku, trudno nie zapytać, czy podobna konsekwencja byłaby możliwa nad Wisłą. Czy zasady obowiązują wszędzie tak samo, czy ich egzekwowanie zależy od kraju i politycznych sojuszy?
