Rosja: patriarcha straszy sądem ostatecznym, ale tylko wierzących?
Patriarcha Konstantynopola Bartłomiej udzielił wywiadu greckiej gazecie „Ta Nea Sabbatokyriako”, w którym odniósł się do napięć między swoim patriarchatem a Rosją.
Hierarcha stwierdził, że nie obawia się działań wymierzonych przeciwko niemu ani przeciwko Patriarchatowi Konstantynopola. W rozmowie podkreślił:
„Rosyjska propaganda mnie nie zastraszy”
Bartłomiej zaznaczył również:
„Nie boję się ani fałszywych i zmyślonych informacji, które rozpowszechniają, ani brudnych ataków różnych służb specjalnych, ani oszczerstw wobec naszego patriarchatu i mnie osobiście (…)”
Według patriarchy osoby odpowiedzialne za wojnę w Ukrainie oraz ich zwolennicy powinni liczyć się z konsekwencjami swoich działań. W tym kontekście powiedział:
„bać się dnia sądu ostatecznego, jeśli wierzą”
I właśnie ten fragment zwraca szczególną uwagę. Jeśli bowiem ktoś ma obawiać się sądu ostatecznego wyłącznie „jeśli wierzy”, to pojawia się logiczne pytanie: czy osoby niewierzące nie mają czego się obawiać?
Wypowiedź patriarchy pokazuje ciekawy paradoks obecny w wielu religijnych narracjach. Z jednej strony mówi się o powszechnym, ostatecznym rozliczeniu wszystkich ludzi, z drugiej zaś pojawiają się sformułowania sugerujące, że groźba ta dotyczy przede wszystkim tych, którzy uznają samą koncepcję takiego sądu.
Cała sprawa rozgrywa się na tle konfliktu między Patriarchatem Konstantynopola a Rosją, który od lat wpływa na relacje wewnątrz świata prawosławnego. Sam Bartłomiej, patriarcha Konstantynopola, podkreśla jednak, że nie zamierza ulegać presji ani kampaniom wymierzonym przeciwko niemu i kierowanej przez niego wspólnocie.
Czy jest to mocne moralne potępienie wojny, czy raczej kolejny przykład odwoływania się do nadprzyrodzonych kar jako argumentu w sporze polityczno-religijnym? To pytanie pozostaje otwarte. Jednak trudno nie zauważyć, że stwierdzenie „bać się dnia sądu ostatecznego, jeśli wierzą” rodzi więcej pytań niż daje odpowiedzi.
