Ukraina: kiedy zamiast pomocy daje się biblię
W obliczu wojny i jej konsekwencji psychicznych pojawia się kolejny przykład podejścia, które trudno uznać za adekwatne do realnych potrzeb ludzi. W Ukrainie, gdzie społeczeństwo mierzy się z ogromną skalą cierpienia, zaproponowano rozwiązanie, które budzi poważne wątpliwości.
Ukraińskie Towarzystwo Biblijne (UBS) wskazuje, że odpowiedzią na problemy ludzi dotkniętych traumą nie powinny być profesjonalne formy wsparcia psychologicznego, lecz religijna lektura. Jak sami podkreślają, nie chodzi o terapię, ale o „książkę do studiowania religii”.
Tymczasem sytuacja w kraju jest dramatyczna. „Niezliczone rodziny nadal zmagają się z żałobą, lękiem i niepewnością.” Skala problemu rośnie wraz z trwającym konfliktem – przy około milionie osób służących w ukraińskich siłach zbrojnych oraz rosnącej liczbie ofiar cywilnych potrzeby określane są jako „porażająca”.
Organizacja informuje, że od momentu rosyjskiej inwazji rozprowadzono już 1,6 mln egzemplarzy Biblii, co oznacza średnio niemal 1 tys. egzemplarzy dziennie. Jednocześnie zapowiedziano dalsze działania – UBS planuje dystrybucję kolejnych 300–400 tys. egzemplarzy na terenie całego kraju.
W ich narracji jest to element walki o przetrwanie: „długotrwała walka o emocjonalne, psychiczne i duchowe przetrwanie”. Problem w tym, że taka „pomoc” zastępuje realne wsparcie specjalistyczne – psychologów, terapeutów, systemowe działania pomocowe.
Całość dopełnia zapowiedź kolejnych zbiórek pieniędzy na ten cel. Innymi słowy: zamiast inwestować w profesjonalną pomoc dla ludzi po traumie wojennej, środki mają zostać przeznaczone na dalsze rozpowszechnianie religijnych treści.
To pokazuje szerszy mechanizm: w sytuacjach kryzysowych religia często wchodzi w miejsce nauki i medycyny. Tyle że trauma wojenna nie znika od czytania książek – nawet jeśli mają one dla wielu znaczenie symboliczne.
