USA: polityka, wiara i państwowe komunikaty – gdzie przebiega granica?
W czasie świąt w Stanach Zjednoczonych pojawiła się seria oficjalnych wypowiedzi przedstawicieli administracji Donalda Trumpa, które wywołały szeroką dyskusję na temat relacji między państwem a religią.
Sekretarz obrony Pete Hegseth napisał:
„Wesołych Świąt wszystkim. Dziś świętujemy narodziny naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa”.
Z kolei sekretarz stanu Marco Rubio podkreślił, że:
„radosnym przesłaniem Bożego Narodzenia jest nadzieja życia wiecznego w Chrystusie”.
Również Departament Bezpieczeństwa Krajowego opublikował na platformie X komunikat:
„Jesteśmy błogosławieni, że możemy należeć do tego narodu i do Zbawiciela”.
Takie wypowiedzi ze strony instytucji państwowych zwróciły uwagę środowisk broniących świeckości, które wskazują, że to kolejny przykład retoryki określanej jako chrześcijański nacjonalizm.
Sprawa ma jednak szerszy kontekst. W ubiegłym roku Donald Trump polecił utworzenie w Departamencie Sprawiedliwości specjalnej grupy zadaniowej. Jej celem – jak wskazano – ma być:
„poruszenie nieba i ziemi w obronie praw chrześcijan i osób wierzących w całym kraju”.
Dodatkowo powołano Komisję Wolności Religijnej w Departamencie Sprawiedliwości, a stanowisko doradcze przy Białym Domu objęła teleewangelistka i pastorka Paula White-Cain, która została starszą doradczynią ds. wiary.
Te działania pokazują wyraźne zbliżenie struktur państwowych do określonej narracji religijnej, co dla jednych stanowi wyraz tożsamości kulturowej, a dla innych – przekroczenie granicy między władzą publiczną a przekonaniami światopoglądowymi.
W efekcie pojawia się pytanie: czy państwo powinno komunikować się językiem jednej religii, czy raczej zachować neutralność wobec wszystkich obywateli – niezależnie od ich przekonań.
