Czy prezydent został wybrany legalnie? Polacy mają prawo czuć się oszukani
Ważność wyborów prezydenckich 2025 budzi coraz więcej kontrowersji. Wątpliwości dotyczą zarówno legalności samej procedury, jak i osób, które potwierdzały wyniki.
Rząd zapowiedział publikację uchwały Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego z adnotacją… że sama Izba została powołana wadliwie. Absurd? Niestety, nie – to rzeczywistość w państwie po „dobrej zmianie”. Rzeczywistość, w której zasady konstytucyjne stają się elastyczne, a legalność wyborów może zależeć od politycznych układów.
Mamy więc pełne prawo, by zapytać: czy wybory prezydenckie z 2025 roku są ważne, czy też były farsą zrealizowaną na oczach całego społeczeństwa? Czy naprawdę mamy pewność, że głos każdego obywatela został policzony, a wynik ogłoszony zgodnie z prawem?
Zamieszanie nie jest przypadkowe. To rezultat wieloletniego demolowania wymiaru sprawiedliwości przez Jarosława Kaczyńskiego i jego ekipę. Izba Kontroli została powołana z naruszeniem Konstytucji – potwierdziły to nie tylko trzy połączone Izby Sądu Najwyższego, ale także Europejski Trybunał Praw Człowieka i Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wszystkie te organy wskazują jasno i jednoznacznie: ta Izba nie jest sądem w rozumieniu prawa, bo jej członkowie zostali mianowani przez upolitycznioną Krajową Radę Sądownictwa, której skład od dawna budzi poważne kontrowersje.
Orzeczenia europejskich trybunałów podważają ważność wyborów prezydenckich 2025, wskazując na upolitycznione nominacje sędziowskie
Tymczasem właśnie ci tzw. neosędziowie – wywodzący się z politycznego nadania – rozstrzygali o ważności wyborów prezydenckich. Wśród nich m.in.:
Aleksander Stępkowski, były wiceminister w rządzie PiS,
Elżbieta Karska, prywatnie żona europosła Karola Karskiego z PiS,
Paweł Czubik, związany z konserwatywnym stowarzyszeniem „Prawnicy dla Polski”.
A nad wszystkim czuwa prof. Małgorzata Manowska, pierwsza prezes Sądu Najwyższego, która sama przyznała, że dla neosędziów „lepiej, żeby wygrał Nawrocki” – bo nie podważa ich legalności. Taka deklaracja ze strony najwyższego sędziego w państwie powinna zatrząść fundamentami demokracji. A jednak – przeszła niemal bez echa.
To jest sedno problemu – konflikt interesów i polityczna kalkulacja, które zastępują niezależną kontrolę konstytucyjności. W systemie demokratycznym nie może być miejsca na sytuację, w której osoby z konfliktem interesów same decydują o ważności procesu, którego są uczestnikami.
Manipulacja a ważność wyborów prezydenckich 2025
Przykład? Neosędzia Maria Szczepaniec, podczas jednego z posiedzeń Sądu Najwyższego, zwróciła się do ministra Adama Bodnara z absurdalnym pytaniem, czy czuje się „neosenatorem”, ponieważ jego mandat w 2023 r. również zatwierdzała ta sama Izba. Pytanie było ewidentnie prowokacyjne, miało stworzyć pozór hipokryzji po stronie opozycji. Ale było też przykładem manipulacji, która ma za zadanie zdezorientować opinię publiczną.
Trwa spór nie tylko o procedury, ale przede wszystkim o ważność wyborów prezydenckich 2025, które mogą zostać uznane za nielegalne.
Bodnar nie dał się sprowokować. Spokojnie wyjaśnił, że wybory parlamentarne rządzą się innymi zasadami – w ich przypadku domniemanie ważności działa automatycznie, a więc SN nie musi podejmować uchwały. W przypadku wyborów prezydenckich jest odwrotnie – bez potwierdzenia przez SN nie mają one mocy prawnej.
Szczepaniec – z pozoru sędzia – świadomie pominęła ten kluczowy fakt. To nie był przypadek ani niewiedza. To była strategia. A przecież chodzi o kwestię absolutnie fundamentalną: czy osoba stojąca na czele państwa ma legalny mandat.
Kto boi się prawdy?
Wiemy jedno – Polacy mają prawo nie ufać decyzjom podejmowanym przez neosędziów. Nie ufa im rząd, nie ufa Unia Europejska, nie ufają trybunały międzynarodowe. Nawet wewnątrz samego SN słychać głosy, że ta sytuacja podważa autorytet sądownictwa i konstytucyjny porządek państwa.
Wybory wygrał Karol Nawrocki – polityk otwarcie wspierany przez PiS. Ale nawet to, jaką dokładnie miał przewagę nad Rafałem Trzaskowskim, pozostaje dziś niejasne. Liczne protesty, sygnały o nieprawidłowościach, nieujawnione dane – wszystko to tworzy atmosferę niepewności i chaosu. Oficjalne wyniki nie dają pełnego obrazu, a sposób ich ogłoszenia budzi wątpliwości co do uczciwości procesu.
A przecież uczciwe wybory to fundament demokracji. Jeśli tracimy zaufanie do instytucji wyborczych – tracimy zaufanie do państwa. A to już nie jest problem opozycji czy partii rządzącej. To problem każdego obywatela.
Kto ma interes w sianiu zamętu, w budowaniu systemu zależnego od politycznych wpływów, a nie od prawa? Kto korzysta na chaosie i niepewności? Odpowiedź zdaje się być oczywista.
Ale pytanie, które naprawdę powinno nas dziś poruszyć, brzmi:
Czy wybory prezydenckie 2025 roku przejdą do historii jako symbol prawnego chaosu, instrumentalizacji instytucji i demokracji na pasku jednej partii?

źródło: Wyborcza.pl