Zakonnice z DPS w Jordanowie prawomocnie skazane. Rydzyk wcześniej nazywał je „wspaniałymi siostrami”
Sprawa Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie, prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, czyli siostry prezentki, stała się jednym z najbardziej wstrząsających przykładów tego, jak wielki autorytet instytucjonalny może przez lata współistnieć z dramatem osób całkowicie zależnych od swoich opiekunów.
W placówce przebywały dzieci oraz osoby dorosłe z niepełnosprawnością intelektualną. Ujawnione w 2022 roku informacje wskazywały na stosowanie wobec części podopiecznych przemocy, zamykanie ich za kratami oraz unieruchamianie poprzez przywiązywanie do łóżek.
Sprawa trafiła ostatecznie przed sąd. Bronisława G. i Bożena K. zostały prawomocnie skazane na trzy lata i dwa miesiące pozbawienia wolności.
Wyrok nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście reakcji części środowisk kościelnych po ujawnieniu sytuacji w Jordanowie. Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja, publicznie bronił zakonnic, podważając wiarygodność publikowanych informacji i przedstawiając sprawę jako element ataku na Kościół.
Dzieci i dorośli całkowicie zależni od opiekunów
DPS w Jordanowie przyjmował dzieci i osoby dorosłe z niepełnosprawnością intelektualną, w tym ludzi wymagających stałej, specjalistycznej opieki.
Według ujawnionych w 2022 roku relacji byłych pracowników oraz rodzin podopiecznych w placówce stosowano metody, które trudno pogodzić z elementarnymi standardami godności człowieka.
Jedną z opisywanych osób była 33-letnia Ala z niepełnosprawnością w stopniu głębokim. Kobieta miewała zachowania agresywne oraz problemy związane z kontrolowaniem czynności fizjologicznych. Zamiast zapewnienia jej rozwiązań dostosowanych do stanu zdrowia miała być nocami umieszczana w przestrzeni ograniczonej metalowymi prętami.
Według relacji byłych pracowników podobne zamknięcie stosowano również wobec dzieci, między innymi jako reakcję na bieganie czy niepodporządkowanie się poleceniom. Niektóre miały pozostawać tam przez wiele godzin i otrzymywać pieluchy, ponieważ nie mogły swobodnie korzystać z toalety.
Ujawnione materiały przedstawiały również dzieci, nastolatków i osoby dorosłe unieruchomione przy łóżkach.
Była pracownica placówki, Agata, opisywała przypadek Michalinki, dziewczynki ze znaczną niepełnosprawnością. Jej ręka miała być przywiązywana paskiem do szczebelka łóżka, ponieważ po przebudzeniu wyjmowała ubrania z szaf i zapalała światło. Innym rozwiązaniem miało być pozostawianie jej nocą na krześle na zapleczu.
To szczególnie ważny aspekt całej sprawy. Człowiek wymagający większego wsparcia nie potrzebuje surowszego traktowania. Potrzebuje większej ochrony. Instytucja sprawująca opiekę nad takimi osobami bierze na siebie odpowiedzialność właśnie dlatego, że jej podopieczni często nie są w stanie skutecznie bronić własnych praw.
„Trzeba ją zbić”
Jeszcze poważniejsze były informacje dotyczące przemocy fizycznej.
Jedna z byłych pracownic twierdziła, że od ówczesnej dyrektorki DPS, siostry Bronisławy, miała usłyszeć, że nieposłuszną dziewczynkę należy uderzyć w taki sposób, aby nikt tego nie zobaczył.
Byłe pracownice opisywały uderzanie podopiecznych otwartą dłonią, miotłą i mopem, między innymi w twarz, szyję, plecy i pośladki.
Ostateczna ocena odpowiedzialności karnej należała do sądu i nie wszystkie pojawiające się w medialnych relacjach zdarzenia zakończyły się przypisaniem winy oskarżonym. Prawomocny wyrok potwierdził jednak, że w DPS dochodziło do czynów, za które dwie zakonnice poniosły odpowiedzialność karną.
Tadeusz Rydzyk ruszył w obronie sióstr
Po ujawnieniu sprawy w 2022 roku głos zabrał Tadeusz Rydzyk, dyrektor Radia Maryja.
Zamiast skoncentrować się przede wszystkim na sytuacji dzieci i osób z niepełnosprawnościami, sugerował możliwość zmanipulowania materiału oraz ostro atakował dziennikarzy opisujących wydarzenia w Jordanowie.
Rydzyk mówił o dwóch siostrach, które jego zdaniem zostały „sponiewierane”, a dziennikarzy określał jako ludzi niszczących dobre imię innych. Sugerował również, że podobne publikacje mogą być częścią szerszej walki z Kościołem.
Przekonywał, że atakowani są biskupi, księża i siostry zakonne, a celem krytyków ma być stworzenie Polski pozbawionej wpływu Kościoła.
O zakonnicach mówił natomiast:
„To są wspaniałe siostry”.
Stwierdził również, że życzyłby sobie, aby „wszystkie szkoły takie były”.
Dziś te słowa można zestawić z prawomocnym rozstrzygnięciem wymiaru sprawiedliwości.
Dwie zakonnice stanęły przed sądem
Postępowanie prokuratury zakończyło się oskarżeniem dwóch zakonnic pracujących w DPS w Jordanowie: Bronisławy G., pełniącej funkcję dyrektorki placówki, oraz Bożeny K.
Zarzuty dotyczyły fizycznego lub psychicznego znęcania się nad osobami nieporadnymi oraz naruszenia nietykalności dwóch podopiecznych. Czyny objęte postępowaniem miały mieć miejsce od czerwca 2021 roku do kwietnia 2022 roku.
Bronisławie G. zarzucono ponadto utrudnianie prowadzonego postępowania.
Obie zakonnice nie przyznały się do winy.
Prawomocny wyrok: trzy lata i dwa miesiące więzienia
Sprawa zakończyła się prawomocnym wyrokiem.
Bronisława G. i Bożena K. zostały skazane na trzy lata i dwa miesiące pozbawienia wolności.
Sąd Okręgowy w Krakowie uznał, że obie dopuściły się naruszenia nietykalności cielesnej jednej z podopiecznych oraz psychicznego i fizycznego znęcania się nad innymi osobami.
W przypadku Bronisławy G. chodziło o znęcanie się nad dwiema osobami, natomiast w przypadku Bożeny K. – nad czterema.
Zakonnice mają również zapłacić pokrzywdzonym nawiązki w wysokości od 1500 do 5000 zł.
Sąd zastosował wobec obu kobiet także pięcioletni zakaz zajmowania stanowisk, wykonywania zawodów oraz prowadzenia działalności związanej z wychowaniem, edukacją i leczeniem małoletnich lub sprawowaniem nad nimi opieki.
Informację o rozstrzygnięciu przekazał sędzia Maciej Czajka, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krakowie.
Nie wszystkie zarzuty zakończyły się skazaniem
Prawomocny wyrok nie oznacza potwierdzenia każdego czynu zarzucanego wcześniej oskarżonym.
W przypadku Bronisławy G. dwa wątki dotyczące naruszenia nietykalności dwóch osób zostały umorzone ze względu na przedawnienie karalności. Sąd nie potwierdził również zarzutu dotyczącego utrudniania postępowania.
W przypadku Bożeny K. sąd odwoławczy nie potwierdził fizycznego znęcania się nad jedną z podopiecznych.
Wyrok jest prawomocny, jednak stronom nadal przysługuje możliwość wniesienia kasacji.
Gdy obrona instytucji staje się ważniejsza od człowieka
Sprawa Jordanowa pokazuje problem znacznie szerszy niż odpowiedzialność dwóch konkretnych osób.
Instytucje religijne przez wieki budowały swój społeczny autorytet na przekonaniu, że reprezentują szczególnie wysokie standardy moralne. Strój duchowny, zakonne powołanie czy religijna deklaracja nie mogą jednak stanowić świadectwa moralności same w sobie. O człowieku świadczą jego działania, a o instytucji – sposób, w jaki reaguje na krzywdę powstającą we własnych strukturach.
Właśnie dlatego reakcja Tadeusza Rydzyka jest tak istotna.
Zanim sprawa została prawomocnie rozstrzygnięta, obrona zakonnic została wpisana w dobrze znaną narrację o rzekomym ataku na Kościół. Krytyka konkretnych zachowań została przedstawiona jako wrogość wobec religii, a osoby ujawniające nieprawidłowości jako przeciwnicy instytucji.
To mechanizm charakterystyczny dla zamkniętych i silnie hierarchicznych środowisk: zarzut wobec przedstawiciela instytucji zostaje zamieniony w zarzut wobec całej wspólnoty, a następnie przedstawiony jako prześladowanie. W tak skonstruowanej narracji pytanie o los pokrzywdzonych schodzi na dalszy plan.
Religia nie może zapewniać nikomu immunitetu moralnego. Tym bardziej nie może go zapewniać instytucja, która rości sobie prawo do pouczania społeczeństwa w sprawach dobra, zła, rodziny, wychowania czy moralności.
Państwo prawa nie może zatrzymywać się przed klasztorną furtą
Jordanów przypomina również, dlaczego świeckie państwo, niezależne sądy, kontrola instytucjonalna i wolne media są niezbędne także tam, gdzie działalność prowadzona jest pod religijnym szyldem.
Habit nie zastępuje kwalifikacji. Powołanie religijne nie zastępuje odpowiedzialności. Autorytet Kościoła nie może zastępować kontroli państwa.
Osoby z niepełnosprawnościami, dzieci, seniorzy czy pacjenci znajdujący się pod opieką instytucji są szczególnie narażeni na nadużycia, ponieważ często nie mają możliwości samodzielnego opuszczenia placówki, udokumentowania zdarzeń czy skutecznego dochodzenia swoich praw.
Dlatego każda placówka opiekuńcza – świecka czy kościelna – powinna podlegać takim samym standardom, kontroli i odpowiedzialności.
Najbardziej niebezpieczny staje się system, w którym instytucjonalny autorytet zaczyna funkcjonować jak tarcza chroniąca ludzi przed krytyką. Religijny konserwatyzm połączony z przekonaniem o własnej moralnej wyjątkowości może prowadzić do sytuacji, w której obrona „dobrego imienia” organizacji okazuje się ważniejsza od praw konkretnych ludzi.
Jordanów powinien być przestrogą przed takim sposobem myślenia.
Kiedy dochodzi do krzywdy człowieka, pytanie nie powinno brzmieć: „czy ucierpi na tym wizerunek Kościoła?”
Powinno brzmieć:
„co stało się z człowiekiem i kto za to odpowiada?”
W świeckim państwie odpowiedź powinna być taka sama niezależnie od tego, czy sprawcą jest nauczyciel, urzędnik, przedsiębiorca, polityk, ksiądz czy zakonnica.
Prawo powinno zaczynać się tam, gdzie kończy się przywilej autorytetu.
